Inflacja w strefie euro wzrosła w lipcu do 2,6 proc. rok do roku z 2,5 proc. w czerwcu. W całej Unii Europejskiej do 2,8 proc. z 2,6 proc. Czyli ogólnie niewiele. Wewnątrz Wspólnoty jest jednak duży rozstrzał, zarówno jeśli chodzi o poziom wskaźnika, jak i jego zmianę. Są kraje, w których inflacja spadła, czasem bardzo wyraźnie - jak w Danii, z 1,8 do 1 proc. (to zresztą jeden z krajów z najniższą inflacją) czy Hiszpanii, z 3,6 proc. do 2,9 proc. Są i takie, gdzie inflacja rośnie i Polska jest w tej właśnie grupie. Na pierwszym miejscu.
Jak podał Eurostat, inflacja HICP w Polsce w lipcu wyniosła 4 proc. rok do roku. Jeszcze w czerwcu było to 2,9 proc. Mamy więc skok aż o 1,1 punktu procentowego. I to zdecydowanie najwyższy skok wśród 14 krajów unijnych, które zaliczyły wzrost wskaźnika. W przypadku wielu z nich był to wzrost niewielki. O 0,1 punktu procentowego (Niemcy, Litwa, Malta, Holandia), o 0,2 pkt proc. we Francji, o 0,3 pkt proc. w Czechach i Szwecji. Mocniej inflacja urosła w Grecji, Węgrzech i Rumunii - o 0,5 pkt proc., o 0,6 punktu procentowego zwiększyła się w Słowacji, a o 0,7 pkt proc. w Estonii i Włoszech.
Mimo tak silnego wzrostu inflacji, Polska nie trafiła do ścisłej czołówki krajów z najwyższym poziomem wskaźnika. Ale jesteśmy tuż za nią. Wyprzedzają nas Węgry z 4,1 proc. rok do roku, wyżej jest Belgia z 5,4 proc. i Rumunia z 5,8 proc. O danych można sobie poczytać tutaj.
Jeszcze istotne zastrzeżenie: Eurostat, przygotowując raport, bierze pod uwagę inflację HICP - to inna miara niż ta, którą najczęściej widzimy w comiesięcznych danych GUS, czyli CPI. Stąd dane się nieco różnią (ale to GUS wylicza obie i wysyła do Eurostatu). Inflacja CPI w Polsce wyniosła w lipcu (w ujęciu rok do roku) do 4,2 proc. z 2,6 proc. w czerwcu.
Finalny odczyt danych o inflacji w strefie euro potwierdza wstępny. Mimo drgnięcia w górę, nadal rynek oczekuje, że Europejski Bank Centralny zetnie we wrześniu stopy procentowe. Takie oczekiwania na cięcia stóp stają się na świecie coraz powszechniejsze, z amerykańskim bankiem centralnym na czele.
Jeśli chodzi o Polskę, to jak dotąd wszystko (w tym wypowiedzi przedstawicieli NBP) wskazywało, że do końca przyszłego roku możemy obniżek nie zobaczyć. Powoli narracja wśród członków Rady Polityki Pieniężnej wydaje się jednak zmieniać. Jej przewodniczący i zarazem prezes NBP, Adam Glapiński, zasugerował we wtorek 20 sierpnia, że nie jest wykluczone, że stopy procentowe w Polsce spadną wcześniej niż w 2026 roku. Dorzucił do tego od razu warunki: dyskusja na temat zmian stóp może się rozpocząć, "gdy będzie pewność, że inflacja osiągnie szczyt, a prognozy pokażą, że obniża się trwale w kierunku celu". Jak zauważają eksperci Pekao, Glapiński "jeszcze na początku lipca mówił, że o takiej możliwości można zapomnieć".