Polski sektor węglowy znalazł się w dziwnym miejscu. Z jednej strony ekolodzy przebierają nogami, aby zamykać kolejne kopalnie, a z drugiej górnicy walczą o swoje miejsca pracy. Jednocześnie wydobycie węgla spada. W 2023 roku wyniosło 49 mln ton, gdy jeszcze w 1979 roku było to 201 ton. Nie przeszkadza to jednak górnikom domagać się podwyżek. Prowadzi to do sytuacji, gdy każda wydobyta tona węgla (który jest coraz mniej pożądany) kosztuje coraz więcej.
- Należałoby pójść do przedstawicieli górniczych związków zawodowych, żeby zapytać, czy wiedzą co robią, domagając się teraz podwyżek lub jednorazowych bonusów. Chyba bowiem ktoś nam tu mentalnie odjechał. A przecież wzrost kosztów górnictwa musi być brany pod uwagę. Jeżeli średnia wydajność na jednego górnika w kopalniach Polskiej Grupy Górniczej oscyluje wokół poziomu nieco powyżej 500 ton, to widać skalę problemu - żalił się na to w rozmowie z wnp.pl Janusz Piechociński, prezes Izby Przemysłowo-Handlowej Polska-Azja, były wicepremier i minister gospodarki.
Koszty płac stanowią połowę kosztów wydobycia węgla w Polsce, dlatego każda podwyżka wyraźnie odbija się na opłacalności branży. Płace zbliżają się do poziomu 300-350 zł/t - wyliczył portal wysokienapiecie.pl. Górnicy domagają się, więc większych pieniędzy za mniejszą pracę, a przez to każda tona jest jeszcze droższa. Janusz Piechociński jako kontrprzykład do Polski wskazał Chiny, gdzie wydobywa się dużo więcej węgla, ale efektywność tego wydobycia jest zdecydowanie korzystniejsza.
- W Chinach mamy do czynienia ze wzrostem efektywności wykorzystania energii. Oni przykładowo budują nowe bloki węglowe o wysokiej sprawności, a przy tym eliminują te przestarzałe. U nas jakoś się o tym nie mówi - podkreślił i podał, że w lipcu Chiny odnotowały produkcję węgla na poziomie 390,37 mln ton. I do 2030 roku będą zwiększać skalę emisji, aż zastąpią ją reaktory jądrowe. - Słyszymy, że Polska Grupa Górnicza zamierza rozpocząć wręczanie wypowiedzeń pracownikom spółki, którzy do 1 lipca 2024 roku uzyskali prawo do emerytury. Widać musiało wiele czasu minąć, żeby wreszcie podjąć taką decyzję - dodał Janusz Piechociński w rozmowie z wnp.pl.