Jak już informowaliśmy, Kłodzko było jednym z pierwszych miast, w które z ogromną siłą uderzyła wielka powódź. Woda z rzeki zalała w miniony weekend ulice, sklepy, restauracje i domy, a wielu mieszkańców musiało zostać ewakuowanych. W powiecie kłodzkim odnaleziono też pierwszą ofiarę śmiertelną powodzi.
W rozmowie z Business Insider Michał Piszko podkreślił, że głównym problemem, z którym aktualnie zmagają się w Kłodzku, są zalegające po powodzi odpady. Burmistrz dodał, że tylko 3 z 6 firm, które zajmują się wywozem śmieci, mają pozwolenia, by transportować je do odpowiednich miejsc - chodzi o tzw. wpis do BDO.
Piszko ma jednak nadzieję, że wojewoda dolnośląski wkrótce wyda im wymagane zgody. - To niezwykle ważne, bo po prostu zatykamy się śmieciami - dodał burmistrz.
Michał Piszko podał też, że według wstępnych szacunków straty infrastruktury komunalnej w Kłodzku wyniosą od 100 do 110 mln złotych. - Ja takich pieniędzy nie mam, ubezpieczenia nie pokryją tego wszystkiego - skomentował. Burmistrz liczy przy tym na pomoc rządową oraz środki z Unii Europejskiej. - Natomiast kwestiami odbudowy i liczenia strat będziemy się dopiero zajmować. To nie jest teraz najważniejsze - powiedział dalej w wywiadzie.
Burmistrz poinformował, że choć w mieście jest już woda, nie jest ona jednak zdatna do picia. Do Kłodzka wciąż docierają beczkowozy oraz woda butelkowana. W swoich mediach społecznościowych Michał Piszko apeluje więc o pomoc ofiarom kataklizmu - m.in. w Kłodzku uruchomiono specjalne konto bankowe, na które można wpłacać pieniądze.