"Szkoda, że ten milion z polisy nie wystarczy, żeby to wszystko tutaj pokryć" - takie słowa miała usłyszeć Maria Łukaszewska ze Stójkowa. To mała wieś położona w pobliżu Lądka-Zdroju. Jej dom rodzinny stał się jednym z symboli powodzi.
Fotoreporter "Gazety Wyborczej" Tomasz Pietrzyk uchwycił rzeczony dom, który w połowie zakryty był wodą. Miała ona dostać się na drugi poziom domu. Ściany oraz strop budynku zupełnie przesiąknęły wodą. Ponadto rzeka Biała Lądecka zabrała widoczne na zdjęciu wiatę, bramę oraz ogrodzenie. Właściciele domu, do których dotarła "Gazeta Wyborcza", oszacowali, że jego odbudowa może kosztować ok. 1,5 mln zł.
Dom ubezpieczony był "zaledwie" na milion złotych, ale właściciele i tak cieszyli się, że ubezpieczenie pokryje w znacznym stopniu naprawę skutków powodzi. PZU przekazało im jednak w mejlu, że wypłaci niespełna 85 tys. zł z ubezpieczenia. - To był szok i niedowierzanie - mówi "GW" Maria. Taka wysokość odszkodowania jest nie do zaakceptowania przez rodzinę.
Już po publikacji "GW" do sprawy odniosło się PZU uspokajając, że kwota nie jest ostateczna i sprawa będzie miała dalszy ciąg.
PZU nie odniósł się do szczegółów sprawy ze względu na tajemnicę ubezpieczeniową. "Gazeta Wyborcza" otrzymała jednak odpowiedź od ubezpieczyciela, w której zapewniono, że kwoty, które są wymienione w artykule, to zaliczki i wstępne kwoty odszkodowania.
PZU "skontaktował się także z poszkodowaną, która nie uczestniczyła osobiście w oględzinach, by jeszcze raz wytłumaczyć status postępowania oraz zaplanował kolejną wizytę rzeczoznawcy, aby ostatecznie ocenić wartość odszkodowania".
"W sytuacjach, kiedy doszło do całkowitego zniszczenia budynków lub naruszenia ich konstrukcji, wypłacana jest całkowita suma odszkodowania. W innych okolicznościach, kiedy budynek został podtopiony czy zalany - wysokość strat poniesionych przez daną osobę określa wykwalifikowany rzeczoznawca (wycena np. kosztów osuszania, malowania naprawy czy odszkodowania za ubezpieczony sprzęt domowy)" - stwierdzono w odpowiedzi dla "GW".
Do 29 września PZU uruchomiło 150 mln zł odszkodowań. Ubezpieczyciel twierdzi, że wycenił już 70 proc. zgłoszonych szkód.