Po brytyjskich mediach niesie się temat dodatkowej opłaty za bagaż, jaką musiał zapłacić jeden z pasażerów linii Ryanair. Austin Price leciał z Plymouth do Krakowa. Przewoźnik kazał mu dopłacić 75 funtów, ponieważ walizka nie mieściła się w limitach. Brytyjczyk twierdzi, że od trzech lat używa tej samej walizki i to pierwszy raz, gdy miał z nią problemy.
Do zdarzenia doszło na początku października. Austin Price czekał w kolejce do odprawy, gdy nagle pracownik poprosił go o sprawdzenie bagażu w służącym do tego stojaku. Brytyjczyk twierdzi, że walizka mieściła się w limitach z wyjątkiem kółek. Mężczyzna uważa, że obsługa nie była zbyt miła, gdy informowała go, że musi dopłacić 75 funtów.
Zbulwersowany Brytyjczyk napisał w mediach społecznościowych post, w którym, używając wulgaryzmów, wyraził złość na dodatkową opłatę za walizkę, która jego zdaniem "ewidentnie" mieściła się w limitach. BristoLive.co.uk zwraca jednak uwagę, że choć bagaż pasował do stojaka, jeśli chodzi o wysokość i szerokość, to wyraźnie wystawał od przodu - walizka była zatem zbyt głęboka.
Austin Price twierdzi jednak, że jest to kwestia niedostosowania nowych stojaków do kółek. Z tego powodu, jak uważa, nie można było włożyć bagażu do stojaka, choć wydawał się pasować. "Wcześniej można było do nich wjechać walizką, podczas gdy nowe [stojaki - red.] to po prostu dziura na walizkę, prawie tak, jakby próbowali złapać ludzi [na dodatkową opłatę - red.] " - napisał Brytyjczyk w swoim poście.
Brytyjczyk poskarżył się także na wysokość dodatkowej opłaty. Był przekonany, że w razie problemów zapłaci 28 funtów, a nie 75. Napisał do przewoźnika skargę, domagając się zwrotu pieniędzy. W odpowiedzi dostał jedynie informację, ile musi zapłacić, bez wytłumaczenia i odniesienia się do jego pytań.
Rzecznik Ryanaira nie zapewnił dokładniejszych wyjaśnień również prasie. Przewoźnik poinformował jedynie, że bagaż przekroczył dozwolone rozmiary, co oznaczało konieczność dopłaty 75 funtów zgodnie z cennikiem.