Pracownicy fabryki Boeinga na Zachodnim Wybrzeżu USA od 13 września prowadzą strajk, wstrzymując produkcję odrzutowców 737 MAX. Domagają się 40-procentowej podwyżki oraz przywrócenia rocznej premii. BBC opisuje, że w czwartek (24 października) odrzucono kolejną propozycję porozumienia.
W poprzednim miesiącu odrzucono już propozycję podwyżki płac o 25 procent w ciągu czterech lat. Teraz zwiększono ją, ale nowa 35-procentowa podwyżka wynagrodzenia w ciągu czterech lat, także została odrzucona.
Związek zawodowy Międzynarodowego Stowarzyszenia Mechaników i Pracowników Przemysłu Lotniczego i Kosmonautycznego (IAM) poinformował, że 64 proc. jego członków głosowało przeciwko proponowanej umowie. Poprzednia oferta została odrzucona przez 95 proc. pracowników.
Anna McDonald z Aubrey Capital Management oszacowała w rozmowie z BBC, że strajk kosztuje Boeinga 100 mln dolarów dziennie. Jeśli protest potrwa 50 dni, może kosztować firmę nawet 3,5 mld dolarów.
Nawet bez tego lotniczy gigant zmaga się z wielkimi problemami finansowymi, w tym zadłużeniem w wysokości 60 mld dolarów. - Firma znajduje się na rozdrożu - poinformował szef Boeinga Kelly Ortberg, przy czym dodał, że straty firmy wzrosły do ok. 6 mld dolarów.
Jednocześnie zapewniał jednak inwestorów, że firma wciąż ma silną pozycję i szansę na poprawę finansów. Opiera to na oczekujących 5400 zamówieniach na samoloty. Problem jednak w tym, że pracownicy muszą skończyć strajkować, aby je zrealizować. Co więcej, nawet gdy ich strajk się skończy, wznowienie pracy fabryki nie będzie łatwe.
- Włączenie jest znacznie trudniejsze niż wyłączenie. Dlatego jest niezwykle ważne, absolutnie kluczowe, abyśmy zrobili to dobrze. Mamy szczegółowy plan powrotu do pracy i nie mogę się doczekać, aż wszyscy wrócą i zaczną pracować nad tym planem - mówił Ortberg, cytowany przez BBC.