Ryanair już kilka tygodniu temu ogłosił częściowe wycofanie się z Berlina i ograniczenie swojej działalności w Hamburgu oraz całkowite zrezygnowanie z lotnisk w Lipsku, Dreźnie i Dortmundzie. Za główny powód wskazano niesprzyjającą koniunkturę. Według linii lotniczych w Niemczech są zbyt wysokie podatki na lotniskach oraz "monopol cenowy" Lufthansy. Wydarzenia z Niemiec pokazują, że Ryanair jeśli chce, to potrafi się postawić i zawinąć swój biznes. Niestety to zły znak dla Polski.
Serwis Fly4free.pl opisuje, że irlandzki przewoźnik negocjuje z podwarszawskim lotniskiem Modli długoterminową umowę, która zakładałaby upusty dla przewoźnika i byłaby dla niego jednym słowem "niskokosztowa". W zamian Ryanair chętnie i często korzystałby z Modlina. Porozumienia jednak od kilku miesięcy nie widać.
- Z chęcią podzielę się najnowszymi wieściami na temat Modlina, ale rozmowy nie są jeszcze sfinalizowane. Natomiast gdybym miał dzisiaj ogłaszać jakieś informacje na temat naszej oferty z Modlina, to z pewnością nie byłyby one pozytywne dla tego lotniska. Niestety, zarząd portu wciąż nie rozumie, jak działa branża lotnicza w Europie - tłumaczył w rozmowie z Fly4free.pl Jason McGuinness, chief commercial officer Ryanaira.
W ostatnich zarząd podwarszawskiego lotniska miał wysłać kilka ofert współpracy do Ryanaira, ale żadna nie została uznana przez Irlandczyków za satysfakcjonującą.
Równolegle do przepychanek wokół warszawskiego lotniska Ryanair zacieśnia współpracę z innymi lotniskami regionalnymi. Kilka tygodniu temu ogłosił nowe połączenia i większą liczbę samolotów na trzech polskich lotniskach: w Katowicach, Wrocławiu oraz Poznaniu.
Zresztą same linie mają się ostatnio bardzo dobrze. Z informacji zamieszczonych na stronie wynika, że Ryanair we wrześniu przewiózł o 10 proc. więcej podróżnych niż rok wcześniej. Z usług irlandzkiego przewoźnika skorzystało 19,1 mln osób.