Dramat ofiary powodzi i kłopoty z Cinkciarzem "Jesteśmy na skraju załamania!"

O kłopotach internetowego serwisu wymiany walut Cinkciarz.pl piszemy już od dłuższego czasu. Klienci, którzy dokonali przewalutowania, od tygodni czekają na pieniądze. Szczególnie poruszająca jest historia naszej czytelniczki, ofiary powodzi z południa Polski, która wyniku zamieszania wokół serwisu jest w dramatycznej sytuacji.
Zniszczone Stronie Śląskie - zdjęcie ilustracyjne
Fot. Michał Ryniak, Władysław Czulak/Agencja Wyborcza.pl

W ostatnim czasie na skrzynkę otrzymujemy kolejne e-maile od zdesperowanych klientów internetowego serwisu wymiany walut Cinkciarz.pl. Pan Błażej kilka dni temu napisał, że 7 października zlecił wymianę 1700 dolarów na złotówki. "Niestety, mimo upływu kilku tygodni, do dziś nie otrzymałem należnych środków w złotówkach" - pisze klient. Z kolei pan Bartosz informował nas, że 16 października dokonał "przelewu środków wysokości 11 900,30 PLN do usługodawcy Cinkciarz.pl w celu zakupienia waluty euro w kwocie 2 761,54 EUR". Także i on pieniędzy nie otrzymał, na jego koncie w internetowym kantorze cały czas widnieje komunikat "W realizacji". Szczególnie bulwersująca jest jednak korespondencja, którą otrzymaliśmy od pani Barbary ze wsi Nowy Gierałtów koło Stronia Śląskiego. 

Zobacz wideo Anna Kurek pokazuje efekty sprzątania po powodzi w domu w Nysie

Powodzianka z południa Polski: Pieniądze utknęły w Cinkciarzu, nie mamy za co żyć!

"Jestem powodzianką, mieszkam 12 km od Stronia Śląskiego, we wsi Nowy Gierałtów, to od nas zaczęła się niszczycielska woda, która wraz z pękniętą tamą zrujnowała nasze Stronie" - pisze pani Barbara. Dodaje, że "nie da się opisać", co przeżyli mieszkańcy. "Ludzie są jak zombie, próbujemy zacząć normalnie żyć, ale jest strasznie ciężko" - czytamy w e-mailu. Kobieta pisze, że jej mąż 5 października wyjechał do pracy w Wielkiej Brytanii. "Po przyjeździe do UK pożyczył od kolegi 1700 funtów i przesłał mi przez Cinkciarz.pl pieniądze na goniące nas rachunki, na życie. Robiliśmy tak od wielu lat, bez zastrzeżeń, mamy konto na Cinkciarz.pl" - opisuje pani Barbara. Ofiara powodzi dodaje, że nie mając Internetu, zasięgu i odcięta od świata, nie miała informacji o problemach internetowego serwisu wymianu walut. "Minęło już ponad 3 tygodnie, a ja wciąż nie mam pieniędzy, nie można się dodzwonić, na maile nie odpowiadają, jesteśmy na skraju załamania nerwowego! Nie mamy za co żyć! Pożyczone pieniądze utknęły w Cinkciarzu" - pisze załamana mieszkanka wsi Nowy Gierałtów. 

"Oni w ogóle nie reagują na nasze maile"

- Nic się tej sprawie nie zmieniło. Oni w ogóle nie reagują na nasze maile, mąż wysyła, ja wysyłam. Piszemy, że jesteśmy w bardzo patowej sytuacji. Te pieniądze zostały pożyczone i trzeba je oddać - powiedziała Next.gazeta.pl pani Barbara w czwartek 30 października. - Żebyśmy wtedy mieli Internet, to byśmy wiedzieli, co się dzieje. W środku burzy tak naprawdę wysłaliśmy te pieniądze. Kiedy "wrócił" Internet zaczęłam się denerwować, że coś jest nie tak, bo zawsze po dwóch dniach już miałam te pieniądze. Wyjątkowo ich teraz wypatrywałam, bo mamy dwa kredyty do spłacenia. Nie wiedziałam, co się dzieje. Mąż zaczął "szukać" po stronie angielskiej, czy może tam w banku coś było nie tak, ale okazało się, że te pieniądze poszły - mówi nam pani Barbara.

Co na to wszystko Cinkciarz.pl? "Zapewniamy, że wszystkie transakcje wymiany walut na Cinkciarz.pl zostaną zrealizowane, a środki trafią do klientów w oczekiwanej przez nich walucie. Rzeczywiście występują opóźnienia, o których informujemy i za które bardzo przepraszamy. Robimy, co w naszej mocy, aby pieniądze trafiały do wszystkich użytkowników możliwie najszybciej. Powtarzamy: środki powierzone nam przez klientów są w pełni bezpieczne" - czytamy w odpowiedzi na pytania Next.gazeta.pl. "Conotoxia sp. z o.o. informuje, że jej priorytetem są dziś poszukiwania inwestora, którego wsparcie umożliwiłoby dalszy rozwój spółki. Prowadzimy zaawansowane rozmowy w tym zakresie z międzynarodowymi funduszami inwestycyjnymi" - przekazał nam Cinkciarz.pl. 

Cinkciarz: Zapewniamy, że wszystkie transakcje zostaną zrealizowane

Przypomnijmy, że niedawno opisywaliśmy historię innego klienta internetowego kantoru walut. Właściciel jednej z polskich firm wymieniał 70 tys. euro na pensje pracowników przez Cinkciarz.pl. Jak nam mówił, niestety nie dostał ani przelewu w złotówkach, ani zwrotu pieniędzy. Firma zapewniała wówczas, że zarówno infolinia, jak i mail do obsługi klientów, cały czas działają. Niemniej czas oczekiwania na połączenie i odpowiedź na maila miał być wydłużony.

Cinkciarz tłumaczył też, że co jest powodem opóźnień w przelewach: "Zaobserwowaliśmy, że banki, po uruchomieniu platform do fizycznej wymiany walut, zaczęły masowo wypowiadać konta kantorom stacjonarnym, a później internetowym, w tym naszej spółce. Wszystkie środki musimy transferować do innego banku, ponosząc dodatkowe koszty. Wydłuża to również czas realizacji, bo na wszystkie te środki trzeba czekać nawet do kilku dni. Bezpośrednią przyczyną opóźnień w wypłatach środków klientów są problemy techniczne, spowodowane dostosowywaniem systemów informatycznych do zaleceń pokontrolnych KNF, które realizujemy zgodnie z harmonogramem przedłożonym w Komisji" - poinformowała firma. 

Policja w siedzibie Cinkciarz.pl. Jest śledztwo

W poniedziałek 28 października pojawiła się informacja, że do siedziby Cinkciarz.pl w Zielonej Górze weszli funkcjonariusze Centralnego Biura Śledczego Policji (CBŚP), a Prokuratura Regionalna w Poznaniu prowadzi postępowanie w sprawie internetowego kantoru wymiany walut. Onet informował, że śledztwo dotyczy "zawiadomienia KNF, które dotyczyło ustawy o rachunkowości oraz innego zawiadomienia z KNF dotyczącego podejrzenia przestępstwa oszustwa w tym internetowym systemie wymiany walut".

"Dzisiaj funkcjonariusze Centralnego Biura Śledczego Policji zjawili się w siedzibach spółek z grupy Conotoxia Holding. Prowadzone przez CBŚP działania są standardowymi czynnościami wynikającymi z toku prowadzonego postępowania w sprawie (a nie przeciwko). Conotoxia Holding na każdym etapie współpracuje z CBŚP i deklaruje pełną transparentność. Podkreślamy: dzisiejsze czynności są naturalnym elementem prowadzenia postępowania. Nasi użytkownicy nie mają powodów do obaw. Wszystkie środki powierzone nam przez klientów są w pełni bezpieczne" - przekazał z kolei w oświadczeniu zarząd Conotoxia, spółka działająca przez agenta Cinkciarz.pl.

Dodajmy, że zamieszanie wokół internetowego kantoru ma badać także Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK). Natomiast jeszcze dalej poszła Komisja Nadzoru Finansowego, bo oprócz zawiadomień, jednogłośnie wydała decyzję cofającą zezwolenie na świadczenie usług płatniczych przez Conotoxia. Uznano, że w związku z postępowaniem spółka "nie zapewnia ostrożnego i stabilnego zarządzania działalnością w zakresie usług płatniczych". W odpowiedzi dla Next.gazeta.pl Cinkciarz.pl przekazał z kolei, że "podejmuje niezbędne kroki mające na celu wyeliminowanie decyzji KNF z obiegu prawnego". "W ciągu kilku dni zaskarżymy samą decyzję i skierujemy do sądu wniosek o uchylenie rygoru jej natychmiastowej wykonalności" - zapowiedziano.

Więcej o: