"American Dream" w wydaniu Donalda Trumpa to nie historia "od zera do milionera". Przyszły prezydent Stanów Zjednoczonych co prawda zarobił w biznesie miliony, ale też miliony utopił. Do tego miał nieco łatwiejszy start niż przeciętny Amerykanin. Donald Trump był czwartym dzieckiem nowojorskiego magnata rynku nieruchomości Freda Trumpa. Jego ojciec obracał milionami i zbudował setki domów jednorodzinnych, zanim Donald Trump nauczył się chodzić.
W firmie ojca zaczął pracować po studiach. Najpierw dorabiał na niższych stanowiskach, aż w 1973 przejął kontrolę nad firmą. Trump zdradził po latach, że zaczął zajmować się nieruchomościami dzięki "niewielkiej" pożyczce w wysokości 1 mln dolarów od swojego ojca, jeszcze zanim został prezesem. Jedną z jego pierwszych decyzji była zmiana nazwy na The Trump Organization. Zmienił też kierunek firmy.
Zamiast budynków z mieszkaniami na wynajem dla przedstawicieli klasy średniej w nowojorskich dzielnicach, takich jak Brooklyn, Queens i Staten Island Donald Trump mierzył w luksusowe hotele i nieruchomości mieszkalne na Manhattanie. W realizacji tych planów wciąż polegał na pomocy finansowej od ojca (tym razem pożyczył 70 mln dolarów), a także na jego powiązaniach politycznych w Nowym Jorku. Udało się ten sposób wywalczyć 40-letnią ulgę podatkową od nieruchomości, która posłużyła na odrestaurowanie Commodore Hotel i zamienienie go w Grand Hyatt Hotel.
W latach 80. powstawały m.in. kompleks Trump Tower oraz Trump Plaza. W tym czasie Donald Trump inwestował także w kasyna w Atlantic City. Dwa z nich zbankrutowały. Kasyna, apartamenty, pola golfowe i hotele, w których ręce maczał Donald Trump, powstawały na całym świecie w m.in. Chicago i Las Vegas, a także w Indiach, Turcji i na Filipinach.
Nieoczywisty, choć bardzo dochodowy, okazał się dla Donalda Trumpa show-biznes. Karierę w świecie rozrywki zaczął jako organizator konkursów piękności Miss Universe, Miss USA i Miss Teen USA, a następnie jako twórca i gospodarz reality show "The Apprentice" w stacji NBC. "New York Times" policzyło, że Donald Trump z czasem, po frekwencyjnym sukcesie programu, dostawał 3 mln dol. za odcinek, a całość jego dochodu z pracy przy programie miała wynieść 427 mln dol.
Oprócz długiej listy sukcesów jest też długa lista porażek. Między rokiem 1991 a 2009 cztery razy ogłaszał bankructwa swoich hoteli i kasyn. Recesja, w którą weszła amerykańska gospodarka w latach 90., doprowadziła do tego, że Donald Trump nie był w stanie spłacić swoich długów. Łącznie szacowano je na ok. 5 mld dolarów. Na mocy umowy restrukturyzacyjnej Trump został zmuszony oddać swoją linię lotniczą, zaciągnąć drugą i trzecią hipotekę na prawie wszystkie swoje nieruchomości i zmniejszyć udziały własnościowe. W tym czasie upadło m.in. kasyno Trump Taj Mahal oraz Plaza Hotel.
Między innymi, dlatego amerykańscy publicyście polemizują z mitem, że Donald Trump to przedsiębiorca, który każdy biznes zamienia w złoto. "New York Times" napisał kiedyś, że "jako biznesmen Trump był największym przegranym ze wszystkich" a "The Guardian", że "Trump wmówił wyborcom głupotę, że jest odnoszącym sukcesy biznesmenem". Według dziennikarzy to oszustwo.
Bez względu jednak na to, jakim rzeczywiście był biznesmenem, przekonanie Amerykanów o tym, że Donald Trump jest dobrym przedsiębiorcą, pozwoliło mu wygrać wybory prezydenckie w 2016 roku. Sam zresztą budował taką opowieść o sobie. - Coś wam powiem. Jestem w tym dobry, w zagarnianiu pieniędzy. Lubię pieniądze. Jestem bardzo chciwy. Bardzo. Zawsze taki byłem. Kocham pieniądze. I wiecie co? Chcę być chciwy dla Ameryki. Bardzo chciwy. Zagarnę dla nas wszystko - mówił podczas jednego z wieców.
W czasie swojej prezydentury m.in. wycofał się z najważniejszych porozumień klimatycznych i handlowych, rozpoczął wojnę handlową z Chinami oraz wprowadził rekordowe obniżki podatków (m.in. podatek korporacyjny zmniejszono z 35 do 21 proc.). Jego kadencja była czasem premiowania dużych korporacji, zwłaszcza w sektorze energetycznym i finansowym. Teraz Donald Trump ponownie został wybrany prezydentem Stanów Zjednoczonych i zapowiada "terapię szokową" dla amerykańskiej gospodarki.
Donald Trump chce jeszcze bardziej rozszerzyć wszystkie obniżki podatku dochodowego i spadkowego, które przewidywała ustawa z 2017 r. Obejmuje to między innymi zwiększenie standardowej kwoty odliczenia, niższe stawki podatku dochodowego oraz zwiększenie kwoty wolnej od podatku spadkowego. Ponadto Trump chciałby jeszcze mocniej obniżyć podatek korporacyjny (do 15 proc.) oraz przywrócić przedsiębiorstwom możliwość natychmiastowego odliczania od podatku inwestycji w sprzęt i badania.
W trakcie kampanii zapowiedział szereg zmian podatkowych, które de facto sprowadzają się do maksymalnego ograniczenia podatków. Zresztą z podatkami Donaldowi Trumpowi nigdy nie było po drodze. Za uniknie podatków, ciągną się za nim różne postępowania sądowe. "New York Times" ustalił, że w 2016 oraz 2017 roku zapłacił zaledwie 750 dolarów podatku.
Na liście jego gospodarczych postulatów jest także: tymczasowe ograniczenie oprocentowania kart kredytowych do ok. 10 proc., ulga podatkowa dla opiekunów rodzinnych, ogólne cło w wysokości 10-20 proc. na każdy import do USA, a także cło w wysokości ponad 60 proc. na cały import z Chin, obniżyć ceny benzyny, artykułów spożywczych oraz zwiększyć podaż mieszkań poprzez zniesienie regulacji - wymienia CNN.