W końcu jest. Donald Trump dostał telegram z Chin. Widać sporą zmianę

Xi Jinping pogratulował Donaldowi Trumpowi zwycięstwa w wyborach. Musiał jednak ostrożnie dobierać słowa. Prezydent-elekt Stanów Zjednoczonych zapowiadał bowiem kroki, które mogą mieć poważne konsekwencje dla osłabionej gospodarki Chin.
Donald Trump i Xi Jinping, zdjęcie ilustracyjne
Fot. REUTERS/Kevin Lamarque

Przewodniczący Chińskiej Partii Komunistycznej Xi Jinping pogratulował Donaldowi Trumpowi wygranej w wyborach prezydenckich w USA. Jego zdaniem stabilne stosunki między krajami służą obu stronom. Dodał, że międzynarodowa społeczność oczekuje, że Chiny oraz USA będą się nawzajem szanowały i współistniały w pokoju - czytamy w Reutersie. Chiński przywódca podkreślił w telegramie do Trumpa, że "historia pokazała, iż Chiny i Stany Zjednoczone czerpią korzyści ze współpracy i tracą na konfrontacji" - poinformowała z kolei agencja Xinhua.

Zobacz wideo Czy nastąpi wojna handlowa Trumpa z Chinami? Kwaśniewski: Mówimy o nieprzewidywalnym polityku

Xi Jinping pogratulował Donaldowi Trumpowi

Xi Jinping wezwał też do umocnienia dialogu i komunikacji, by rozwiązać różniące państwa kwestie. Relacja Chin i USA w ostatnich latach jest pełna napięć. Donald Trump rozpoczął między krajami wojnę handlową, nakładając cła i embarga na Państwo Środka. Konflikt pogłębił się za administracji Joe Bidena, która nie odeszła od restrykcyjnej polityki handlowej Trumpa, a dodatkowo musiała zajmować się sprawą Tajwanu i działań wojskowych na Morzu Południowochińskim. Sytuację między krajami złagodziło dopiero czterogodzinne spotkania Bidena z Jinpingiem w listopadzie ubiegłego roku - pisze Reuters.

Agencja ocenia też, że tegoroczne gratulacje były bardziej stonowane niż te z 2016 roku, gdy Trump po raz pierwszy zostawał prezydentem USA. Z kolei państwowy wydawca "China Daily" uważa, że wygrana republikanina, to szansa na nowy początek w relacjach USA i Chin. Ich zdaniem dotychczasowe napięcia wynikały z błędnych przekonań na temat Państwa Środka. 

Chiny muszą ostrożnie postępować z USA. Cła mają ich skłonić do rozmów

Chiny ważą słowa, bo mają do tego powody. Gdy Donald Trump ustępował z urzędu prezydenta, stosunki między krajami zaczynały się akurat poprawiać. Jednak jego druga kadencja może być znów nastawiona na dociskanie śruby. Jak przypomina bowiem agencja AP, Trump w swojej kampanii obiecywał narzucenie 60 proc. cła na WSZYSTKIE produkty sprowadzane z Chin. 

Tak wysokie taryfy mogłyby być olbrzymi ciosem dla niestabilnej gospodarki Państwa Środka. Chiny mierzą się z wieloma wyzwaniami, m.in. z wysokim bezrobociem wśród młodych, kryzysem na rynku nieruchomości oraz z rosnącym zadłużeniem państwa. Według analizy banku UBS gdyby Trump dotrzymał słowa, 60-procentowe cło obniżyłoby prognozowany wzrost gospodarczy Chin aż o 2,5 punktu procentowego. Jednak zdaniem Henry'ego Gao, profesora prawa z Singapore Management University, zajmującego się handlem międzynarodowym, podobnie jak poprzednim razem, cła mogą być po prostu narzędziem, które skłoni Pekin do negocjacji. "Biorąc pod uwagę osłabioną pozycję gospodarczą Chin, myślę, że tym razem chęć rozmowy będzie większa. Cła mogą w krótkim terminie uderzyć w chińską ekonomią, ale sytuacja może się poprawić, zaraz po tym kraje osiągną porozumienie" - twierdzi Gao. 

Dodatkowo negocjacje handlowe mogą być ważne dla zakończenia rosyjskiej inwazji na Ukrainę. Trump wielokrotnie powtarzał, że chce to zrobić szybko, choć nigdy nie powiedział, jak ma zamiar osiągnąć ten cel. Xi Jinping mógłby natomiast pomóc negocjować z Putinem, gdyż Chiny utrzymują relacje handlowe z Rosją. 

Chiny będą musiały też ostrożnie postępować w kwestii Tajwanu. Trump groził bowiem, że jeśli dojdzie do inwazji, amerykańskie cła wzrosną nie do 60, a nawet do 150-200 procent. Stany Zjednoczone nie uznają Tajwanu za państwo (co mógłby oznaczać zerwane relacji z Chinami), ale są ich największym sojusznikiem i dostawcą broni. Jednakże dla Trumpa relacje z Tajwanem też są drażliwe, oskarżał ich bowiem o kradzież amerykańskiego przemysłu produkcji chipów dekady temu. Jednocześnie prezydent-elekt krytykował CHIPS and Science Act, który miał zagwarantować Amerykanom większą niezależność w kwestii kluczowych dla gospodarki procesorów. Trump obiecywał wręcz, że wycofa ustawę, zgodnie z którą na wsparcie krajowego przemysłu półprzewodników, USA mają wydać 53 miliardy dolarów.

Więcej o: