Zgodnie z oczekiwaniami analityków RPP pozostawiła stopy procentowe bez zmian - na poziomie 5,75 proc. Taka sytuacja utrzymuje się już od października 2023 r. - Rynek był na to przygotowany, żaden z analityków czy podmiotów ekonomicznych nie przewidywał innej decyzji - podkreślił prezes NBP Adam Glapiński.
Wymieniając uwarunkowania, jakie RPP brała pod uwagę przy podejmowaniu decyzji, prezes NBP wymienił przede wszystkim "dynamikę cen konsumpcyjnych". - Przypomnę, że w pierwszej połowie roku inflacja była zgodna z celem NBP - 2,5 proc. Niestety od lipca inflacja wzrosła i w październiku według wstępnych danych GUS wyniosła już 5 proc. - podkreślił Adam Glapiński. Prezes NBP dodał, że ten wzrost "nie jest niespodzianką", bo wynika przede wszystkim "z silnego wzrostu cen energii". - Ostrzegaliśmy przed tym z dużym wyprzedzeniem - dodał.
Glapiński wskazał, że ceny energii to jednak nie jedyny czynnik, który "podwyższa inflację". To także: wzrost cen towarów objętych akcyzą, wzrost cen zimnej wody i usług kanalizacyjnych. - Jednak również inflacja bazowa, to jest inflacja po wyłączeniu cen żywności i energii, jest podwyższona. Można to częściowo wiązać z utrzymującą się niestety wysoką dynamiką płac, ona jest niższa, ale nadal dwucyfrowa, w szczególności z silnymi podwyżkami w sferze publicznej. Szczególnie podwyższona jest dynamika cen usług - dodał prezes NBP. Podkreślił on przy tym, że podwyższona inflacja bazowa to "problem na całym świecie".
Do tego zdaniem Glapińskiego trzeba dodać niepewność co do dalszych scenariuszy wojny toczącej się za naszą wschodnią granicą, a także cen ropy w najbliższym czasie. To wszystko RPP, według prezesa NBP, analizowała przy podejmowaniu decyzji o pozostawieniu stóp procentowych na niezmienionym poziomie.
Jednym z największych sukcesów ostatnich dekad jest polityka pieniężna Narodowego Banku Polskiego i Rady Polityki Pieniężnej
- nie omieszkał w pewnym momencie pochwalić się Adam Glapiński. Jego zdaniem "tak szybko od tej wysokiej inflacji spowodowanej wojną i postpandemicznym wzrostem inflacji doszliśmy do celu inflacyjnego, czyli do 2,5 poc.". Glapiński wskazał przy tym, że pomimo tak szybkiego "zbicia" inflacji polski PKB jest aktualnie o 13 proc. wyższy niż przed pandemią, "a stopa bezrobocia pozostaje jedną z najniższych w Unii Europejskiej". Ocenił, że reakcje NBP na kryzys związany z pandemią oraz z agresją Rosji na Ukrainę "były ze wszech miar właściwe".
- Jeśli chodzi o łagodzenie polityki pieniężnej NBP w 2020 r., to wpisywało się to w działania innych banków centralnych w tamtym czasie. To jest kolejne takie oskarżenie wobec NBP, że niepotrzebnie wówczas złagodził politykę pieniężną. Inne banki centralne działały analogicznie. W obliczu ryzyka bezprecedensowej recesji banki centralne łagodziły politykę pieniężną w szczególności przez programy skupu aktywów. Program skupy papierów wartościowych jest przedmiotem bezprzykładnego ataku na NBP, na prezesa, nie wiadomo, dlaczego jedna osoba jest wybrana przez polityków - stwierdził Adam Glapiński.
Adam Glapiński odniósł się m.in. do pytania o to, kiedy możemy spodziewać się obniżki stóp procentowych. - Nie zaostrzam stanowiska. Będziemy podejmowali decyzję stosownie do napływających danych. Nie wiemy, jak to się dokładnie ukształtuje. Ja mówiłem państwu nie o dacie, tylko o okolicznościach: kiedy może być moment, kiedy Rada zacznie się spierać, pojawią się wnioski o obniżenie. Widzą państwo, że żadnych wniosków o obniżanie stóp nie było. Kiedy to się zmieni? Kiedy inflacja się ustabilizuje i nie będzie rosła - stwierdził. Dodał także, iż "projekcja pokazuje, że w następnych kwartałach inflacja będzie maleć i schodzić do celu inflacyjnego". Mogłoby się to stać w drugiej połowie przyszłego roku. - To jest moment, że mogą paść wnioski członków RPP i mogą zapaść decyzje o rozpoczęciu cyklu obniżek - wyjaśnił prezes NBP.
Podczas konferencji prasowej jedno z pytań dotyczyło zwycięstwa Donalda Trumpa w wyborach prezydenckich w USA . - Z naszego punktu widzenia może to niestety wpłynąć na wzrost kursu dolara i już to się rysuje oraz na atrakcyjność obligacji amerykańskich względem naszych, czyli, mówiąc po ludzku, na podrożenie obsługi polskiego zadłużenia. To zadłużenie szybko rośnie. Taki może być wpływ tego zwycięstwa, ale czy tak będzie, to trudno powiedzieć - stwierdził prezes Narodowego Banku Polskiego.