Ceny paliw na święta: Optymistyczne prognozy i napięcie w OPEC+

Analityk rynku powiedział nam, jakie mogą być ceny paliw na stacjach w okresie świąteczno-noworocznych wyjazdów. Prognozy są dość optymistyczne, choć bardzo wiele zależy od czwartkowego spotkania OPEC+. Ile będzie kosztować benzyna na Boże Narodzenie oraz co się dzieje w naftowym kartelu?
Paliwo (zdjęcie ilustracyjne)
Fot. Władysław Czulak / Agencja Wyborcza.pl

Do świąt nie powinniśmy spodziewać się dynamicznych zmian cen paliw - powiedział nam dr Jakub Bogucki, analityk rynku paliw i ekspert e-petrol.pl. Na okres między świętami a końcem roku przewiduje jedynie minimalne podwyżki względem obecnych cen. Benzyna może kosztować w okolicach 6,10-6,20 zł za litr, a za diesla zapłacimy 6,20-6,30 zł według prognoz. Nieco bardziej może drożeć LPG, bo ściągaliśmy go głównie z Rosji, a teraz wchodzą sankcje na ten surowiec. Niemniej, podwyżki już się zaczęły, więc nie ma co się spodziewać gwałtownego skoku cen. W 2025 rok powinniśmy wejść z cenami w okolicy 3,20-3,30 zł za litr. To wszystko może się jednak zmienić, jeśli OPEC+ (głównie państwa arabskie z Arabią Saudyjską na czele plus Rosja, która nieformalnie przewodzi grupie mniejszych producentów), jedna z najpotężniejszych organizacji świata, postanowi w czwartek zaskoczyć rynek i analityków. 

Zobacz wideo Marek Zuber o wpływie konfliktu na Bliskim Wschodzie na ceny ropy i siłę złotego

Ceny ropy. OPEC+ ma kłopoty

W czwartek OPEC+, międzynarodowa organizacja krajów producentów ropy naftowej, podejmie decyzję odnośnie ilości wydobywanego surowca. W związku z tym na rynkach zaczęło się bardzo nerwowe wyczekiwanie na decyzję. We wtorek np. "czarne złoto" zaliczyło wyraźny wzrost, ropa amerykańska (WTI) podrożała o 2,7 proc., z kolei w środę odnotowano spadek o 1,7 proc. - baryłka kosztuje teraz prawie 69 dolarów. Podobnie było w przypadku europejskiej odmiany, Brent - jej cena to ok. 72,5 dolara. Warto też tutaj zaznaczyć, że wtorkowe wzrosty były największe od ok. dwóch tygodni. 

Dr Jakub Bogucki twierdzi, że na wzrost cen ropy w tym tygodniu wpłynęła przede wszystkim sytuacja na Bliskim Wschodzie. Zawieszenie broni okazało się tylko formalne, a w rzeczywistości konflikt wciąż trwa, w związku z czym rośnie premia za ryzyko, co z kolei przekłada się na wzrost cen ropy. Druga kwestia to wojna w Syrii, która w ten sam sposób wpływa na rynek. - Agencja Reutera sugeruje jeszcze, że wpływ na ceny mogła mieć też sytuacja w Korei Południowej. Ja bym jednak tutaj nie upatrywał aż tak kluczowego czynnika wzrostu cen. To raczej wpływa na ceny paliw w mniejszym stopniu niż sytuacja na Bliskim Wschodzie - mówi ekspert.

Ostatni czynnik wpływający obecnie na ceny ropy to OPEC+. Analitycy są raczej zgodni, że organizacja nie zwiększy wydobycia i zostawi sobie zmianę limitów wydobycia dopiero na przyszły rok. Rynek byłby zaskoczony, gdyby było inaczej - OPEC+ nie zwiększa wydobycia ropy od grudnia 2022 roku. Gdy na rynku surowca jest mało, to przy zainteresowaniu nim kupujących powinno to podwyższać ceny ropy, na czym organizacja oczywiście zarabia. Tyle że choć naftowy kartel od dwóch lat zmniejsza wydobycie, to ceny ropy nie chcą rosnąć. W ten sposób udało im się jedynie wyhamować głębszy spadek - mówi dr Bogucki. Jego zdaniem taka strategia niedługo przestanie się bronić. 

To nie zawsze jest polityka korzystna dla wszystkich członków OPEC+. Niektóre państwa będą naciskały, aby jednak poluzować limity i zmienić podejście. W którymś momencie to się przestanie kalkulować i niektóre państwa powiedzą, że dłużej nie dadzą rady funkcjonować w ten sposób i być może spróbują opuścić organizację

- mówi ekspert. 

Dlaczego spada zapotrzebowanie na ropę?

Problemy OPEC+ wynikają ze stosunkowo niskiego zainteresowania ropą na świecie. Niski popyt przekłada się na niskie ceny, bo jeśli nikt nie chce kupować surowca, to trzeba do tego zachęcać poprzez obniżki. Skąd jednak tak małe zapotrzebowanie? Światu czkawką wciąż odbija się pandemia. Mimo że już się skończyła, to wciąż utrzymuje się niski popyt na ropę, zwłaszcza z tych dużych, energochłonnych gospodarek, jak chińska. - Ten popyt jest dużo mniejszy, niż zakładano. Chińczycy mieli wracać do dużego zapotrzebowania, zwiększając popyt na rynku, tymczasem to nie do końca się dzieje - mówi dr Bogucki. 

Sytuacja Chin jest w ogóle ciekawa. Pakiety stymulujące słabnącą gospodarkę Państwa Środka nie przekładają się na wskaźniki gospodarcze, toteż nie ma ożywienia i wzrostu popytu na ropę. - Ponadto nie należy zapominać, że Chińczycy nie stoją w miejscu i rozwijają alternatywne technologie dla paliw tradycyjnych. Może być tak, że nie będą potrzebować już aż tak dużo ropy - mówi nasz rozmówca. 

Wciąż też jest nadpodaż ropy związana z faktem, że sankcje nie ograniczyły ilości rosyjskiego surowca na rynku. Gdyby były skuteczne, Rosja nie mogłaby sprzedawać ropy, zaczęłoby jej brakować, ceny by wzrosły, a OPEC+ mógłby zwiększyć wydobycie. Tyle że rosyjska ropa świetnie sprzedaje się na rynku azjatyckim. Nie powstała więc żadna dziura, która ograniczyłaby podaż i zwiększyła ceny ropy zgodnie z intencją organizacji. Do tego wszystkiego trzeba jeszcze dodać rosnące znaczenie USA jako kluczowego importera ropy oraz sytuację w Iranie. - Otwarte jest pytanie o miejsce Iranu w całej tej układance. Iran produkuje i trochę eksportuje, ale głównie do Azji. Jeżeli w jakiś sposób mógłby wrócić do stolika, to siłą rzeczy ropy zrobiłoby się w globalnej puli jeszcze więcej - podsumował dr Jakub Bogucki z e-petrol.pl.  ,

Więcej o: