Dr Tomasz Borowski, wydział archeologii UW, kurator wystawy "1025. Narodziny Królestwa"*: Tak naprawdę nie mamy pojęcia, jak Chrobry wyglądał. Takie stereotypowe przedstawienia władców Polski z wąsem to tradycja nowożytna, też stara, ale nie średniowieczna. Są nawet badania wskazujące, że na nagrobkach Władysława Łokietka jego twarz została zmieniona i charakterystyczny wąs dodano później. Jedyne przedstawienia Bolesława Chrobrego z epoki, jakie mamy, pochodzą z monet i są to bardzo stereotypowe profile, zupełnie nieszczegółowe. Nie wiemy, jak wyglądał, a opisy literackie, na przykład Galla Anonima, to są toposy, nie można ich traktować jako wiernych przedstawień. Jedynym władcą Polski z XI w., którego kolorowe wizerunki znamy, jest Mieszko II. W Kodeksie Matyldy przedstawiono go z bardziej delikatnym zarostem, bez takiego samotnego wąsa, co może sugerować, że męski zarost nie był popularny. Zresztą to przedstawienie też zostało zniszczone albo zagubione w czasie II wojny światowej i zachowało się jedynie w XIX-wiecznych obrysach. Wracając do kwestii zarostu. Cesarz Otton jest przedstawiany bez zarostu, nieco późniejsze tympanony romańskie, np. ze Strzelna, przedstawiają możnych Polski bez zarostu - możliwe więc, że elity aspirowały raczej do takiego rzymskiego wizerunku w stylu Konstantyna.
Prawdopodobnie nie umiał czytać i pisać. Był w jakimś sensie wykształcony, ponieważ posiadał głębokie zrozumienie polityki, struktur kościoła, tych rzeczy, które na peryferiach Europy były wtedy nowe. Potrafił docenić wagę utrwalania przekazu na piśmie. Na pewno szanował świat nauki, ale czy sam potrafił pisać - tego nie wiadomo, choć prawdopodobnie nie. Także dlatego, że było mu to niepotrzebne, miał wokół siebie ludzi, którzy to potrafili, w tym przedstawicieli kościoła. Ogólnie władcy świeccy w XI i XII wieku raczej nie potrzebowali umieć czytać i pisać. Jeśli już, możliwe, że potrafił czytać. Obecnie te dwie umiejętności są zawsze zestawiane razem, nie zawsze jednak tak było - zdarzało się, że władca potrafił sam czytać, pisanie jedynie pozostawiał swojej kancelarii. Po XI wieku, kiedy nasiliła się urbanizacja, ta potrzeba się pojawiła, wraz z rosnącym znaczeniem kontaktów handlowych i koniecznością zapisywania różnych ustaleń. Kultura miejska spopularyzowała umiejętność czytania i pisania. W XI wieku takim wyjątkiem mógł być cesarz niemiecki Otton, mający renomę cesarza intelektualisty.
W XV i XVI doszło do tak zwanej rewolucji kartograficznej. Dopiero wtedy państwa zaczęto przedstawiać na mapach jako terytoria opasane liniami granicznymi. Wcześniej, w średniowieczu, ale też w starożytnym Rzymie i ogólnie w antyku, państwa były wyobrażane jako punkty. Na danym terytorium znajdowały się kotwice - miasta, grody czy forty, w których mieszkali ludzie identyfikujący się z danym państwem. Gdyby chcieć sobie wyobrazić na mapie takie średniowieczne państwo, trzeba by sobie wyobrazić pewną mgłę. Tam, gdzie jest miasto, gród, ośrodek władzy, tam ta mgła jest najgęstsza, ponieważ tam żyją ludzie, którzy się z tym państwem identyfikują. Im dalej od grodu, tym mgła jest rzadsza. Współczesna nauka przedstawia średniowieczne państwa inaczej, niż pamiętamy ze szkolnych map, właśnie jako takie twory mgławicowe.
A jak wyglądało państwo polskie tak fizycznie? Polska w XI wieku przechodziła radykalną transformację. Kiedy opowiadamy o tym na wystawie*, mówimy, że był to średniowieczny Dubaj. W ciągu 50-60 lat, czyli szybko, za życia jednego człowieka, wykarczowano setki tysięcy hektarów lasów, wzniesiono kilkadziesiąt, a prawdopodobnie setki grodów, których wały miały wysokość 10, a nawet może 16-17 metrów, czyli porównywalną z czteropiętrowym blokiem. Rusza też wtedy wydobycie ołowiu, współczesne szacunki wskazują, że na Śląsku, w Olkuszu, Sławkowie wydobywano dziesiątki tysięcy ton ołowiu. Co ciekawe, wiemy to także z badań rdzeni lodowców na północy Szwecji - wskazują one na zanieczyszczenia ołowiem z południowego Bałtyku. Krajobraz Polski w XI wieku radykalnie się zmienia. Do tego nieprawdą jest, że nazwa "Polska" wiąże się z polem.
Mnie też tak uczono, ale od takiego myślenia nauka już odchodzi. Średniowieczni kronikarze, Ibrahim ibn Jakub, potem Gall Anonim, podkreślali, że Polska była krajem lesistym w porównaniu z zachodnią Europą - choć, jak mówiłem, to się w XI wieku zmieniało. Nazwa "Polska" nie mogła więc nawiązywać fizycznie do pól, bo tych, choć przyrastało, nadal było stosunkowo mało w porównaniu z Zachodem.
To określenie tak naprawdę oznacza teren cywilizowany. "Polska" ma prawdopodobnie taki sam źródłosłów jak "Kampania" we Włoszech - pochodzi od słowa "campus", które oznacza pole. Tyle że Kampania jest krainą górzystą, zatem nie chodzi o fizyczne pole. W średniowiecznej wyobraźni ludzie pola byli ludźmi cywilizowanymi, to przekonanie wyniesiono ze świata antyku, kiedy Grecy w uproszczeniu dzielili ludzi na cywilizowanych i barbarzyńców. Chrześcijanie zamienili tylko barbarzyńców na pogan. Poganie nie uznają prawa Bożego, nie znają prawa rzymskiego, żyją jak "dzikusy" w lesie. Natomiast tych, którzy znają rzymskie prawo i są oświeceni, nazywano ludźmi pola. Nazwa "Polska" nie ma także nic wspólnego z plemieniem Polan - tę teorię już dawno odrzucono. Zakorzeniła się w XIX wieku, kiedy rozumowano w ten sposób: ludzie, którzy mieszkają przy Wiśle, to Wiślanie, ci, którzy żyją przy górze Ślęży - Ślężanie i tak dalej. Brało się to z tradycji rzymskiej, natomiast nie ma wcale dowodów, że takie ludy istniały, nie ma dowodów na istnienie Polan.
Określenie "Polska" tak w ogóle pojawia się po raz pierwszy w czasach Bolesława Chrobrego - w żywocie świętego Wojciecha oraz na monecie Princes Polonie, bitej przez pierwszego króla. Na tej monecie Chrobry sam nazywa tak swoje państwo, co ważne - sam wskazuje, że ten kraj to Polska - kraj cywilizowany. Myślę, że jest to ciekawe także dla współczesnej autoidentyfikacji: Polska nie oznacza kraju pól i chłopów - tak rzeczywiście było, ale później, w czasach nowożytnych, kiedy byliśmy spichlerzem Europy. Na przełomie X i XI wieku, kiedy nazwa Polska została użyta po raz pierwszy, oznaczała kraj cywilizowany.
Na przykład dzięki badaniom pyłków roślinnych, które pozwalają śledzić poziom karczowania lasów. Wygląda to tak, że pyłki roślin osadzają się na tafli jeziora, a następnie w mule na jego dnie. Po setkach lat archeologowie pobierają rdzeń z tego dna i mogą zobaczyć "kanapkę" różnych warstw. I w takich badaniach widać, że to w XI wieku radykalnie przyspieszyła akcja karczowania lasów. Ruszyła wtedy wielka transformacja krajobrazu i gospodarki. Warto zwrócić uwagę, że wtedy też zanika handel niewolnikami na terenie naszego kraju.
Nie wiemy tego na sto procent, ale to prawdopodobne. Jest taka popularna w ostatnich 10-15 latach teoria, że handel niewolnikami był bardzo istotny dla powstania państwa polskiego. To nie jest wcale pewne, ale Mieszko I najpewniej był zaangażowany w ten proceder. Istnieją historyczne zapiski, że w czeskiej Pradze handlowano niewolnikami, więc jeśli tam, to zapewne i w Krakowie, Gnieźnie czy Poznaniu też. Z okresu wczesnego średniowiecza mamy na terenach Polski mnóstwo srebrnych monet ze świata islamu, zwłaszcza z Azji Środkowej, z Samarkandy, trochę też z Andaluzji [dzisiejsza Hiszpania - red.]. Możliwe, że te monety pojawiały się u nas za sprawą handlu niewolnikami - świat islamu przez całe średniowiecze kreował potężny popyt na niewolników słowiańskich.
Te monety zanikają w XI wieku. Starsze interpretacje sugerowały, że to z jednej strony efekt przyjęcia chrześcijaństwa z jego zasadami moralnymi, a z drugiej biedniejących ośrodków świata islamu. Współcześni badacze i my na naszej wystawie wskazujemy, że w wielu miejscach średniowiecznej Europy handel niewolnikami trwał dalej: na Krymie, na Cyprze, we Włoszech. Chrześcijaństwo nie wyeliminowało całości niewolnictwa w średniowiecznej Europie. Nie ma tu konsensusu badaczy, ale ja skłaniam się ku teorii, że zanik masowego handlu niewolnikami w Polsce to było poniekąd celowe działanie. Czyli że polskie elity świadomie chciały zmienić gospodarkę. Stąd inwestowanie w produkcję ołowiu, karczowanie lasów, zmiana sposobu uprawy pól i popularyzacja dwupolówki i trójpolówki. Możliwe, że uznano, że handel niewolnikami nie jest zdrowym i stabilnym źródłem dochodów dla królestwa.
Dla XI wieku mamy bardzo niewiele źródeł historycznych, więc można na to pytanie odpowiedzieć na dwa sposoby. Albo opierając się na archeologii - ja jestem z wykształcenia archeologiem, więc bardzo to lubię, choć nie daje stuprocentowej pewności, albo przenosić na XI wiek źródła pisane z XII, XIII wieku i późniejsze. Państwo polskie w XI wieku żyło w części na pewno z łupów wojennych, bo Bolesław Chrobry dużo wojował, najeżdżał wszystkich naszych sąsiadów. Po drugie, archeologia oraz późniejsze źródła pisane wskazująna masowe wydobycie i wykorzystanie ołowiu. Z ołowiu w Polsce są budowane dachy, rury, mamy nawet badania, które wskazują, że ze względu na zanieczyszczenie ołowiem skróciło się życie ludzi.
Dokładnie tak, pojawia się ołowica, czyli to samo, przez co Rzym przeszedł 1000 lat wcześniej, w czasach narodzenia Chrystusa. Późniejsze źródła wskazują, że handlowaliśmy ołowiem nawet z Hiszpanią, więc niewykluczone, że miało to miejsce także w XI wieku. Dochody państwu dawał jeszcze miód i wosk i to pochodzący z bardzo wyjątkowego jak na Europę łacińską źródła, bo z leśnych barci. Miód i wosk to cenne towary, a do tego się nie psują, więc świetnie nadają się do transportu na nawet duże odległości. Polska handlowała też futrami i dziegciem. Dziegieć to również niepsujący się towar, rodzaj smoły powstający przy przepalaniu kory drzewnej. Działa jako impregnat, smarowano nim beczki, łodzie, a nawet skórzane płaszcze, ma też działanie antybakteryjne - swego rodzaju lekarstwo. Smarowano nim na przykład kopyta zwierząt, żeby je chronić przed zakażeniami. Eksportowaliśmy zatem w dużym skrócie dobra lasu. Zbożem zaczęliśmy handlować dopiero później.
Nie, choć tutaj też sporo zależy od tego, co rozumiemy pod pojęciem miasta. Jeżeli uznamy, że miasto to ośrodek, w którym większość ludzi nie produkuje swojej żywności, to takich miast trochę mieliśmy. W Gnieźnie żyło ponad 1000 ludzi, może nawet kilka tysięcy i na pewno wielu z nich nie produkowało swojej żywności, można mówić więc o takich protomiastach. Nie miały one swojego samorządu - według tej teorii miasta powstają wtedy, kiedy pojawia się w nich samorząd, czyli dopiero w XIII wieku.
Z czego żyli ówcześni ludzie? Mówiąc szczerze, bardzo trudno to zrekonstruować. To, co teraz powiem, nie do końca będzie odpowiedzią na pani pytanie, ale przynajmniej będzie pewne. W czasach, o których mówimy, w Polsce żyło więcej ludzi niż kiedykolwiek wcześniej. W ogóle wtedy, w średniowieczu w Europie żyło więcej ludzi niż w czasach rzymskich, starożytnych - ze względu na rozwój rolnictwa. Ten boom populacyjny trwał aż do epidemii tzw. czarnej śmierci, czyli dżumy w XIV wieku.
Na pewno chłopi nie byli wtedy przywiązani do ziemi, to fałszywy stereotyp. Dopiero kiedy zaraza zabiła połowę, a być może nawet dwie trzecie ludności Europy, pojawił się kłopot z tym, kto ma pracować na polach. Z powodu tego deficytu zaczęto przywiązywać chłopów masowo do ziemi - dopiero pod koniec XIV i w XV wieku. Wcześniej to się zdarzało, ale nie było aż tak częste.
Natomiast za czasów Chrobrego mieszkaniec Polski zapewne obserwował, że zmienia się krajobraz, zmienia się gospodarka, powstają wielkie fortyfikacje, protomiasta z wysokimi wałami oraz że ludzi jest więcej niż kiedykolwiek wcześniej. Jeśli chodzi o handel na terenie kraju, dominował handel wymienny. Płatności monetami prawdopodobnie nie były jeszcze bardzo popularne. Jeśli już płacono, to monetami arabskimi, cesarskimi czy nawet angielskimi. Na co dzień nie używano denarów Bolesława Chrobrego, bo było ich po prostu za mało.
Absolutnie nie. W ogóle z tą koronacją jest o tyle ciekawie, że polskie źródła jej nie odnotowały. Gall Anonim, najważniejszy kronikarz Polski, twierdził, że Chrobry był królem od roku 1000, czyli od zjazdu gnieźnieńskiego. Tylko źródła zagraniczne, niemieckie, później włoskie, odnotowały koronację z 1025 roku, ale i one nie podają daty dziennej. Kwiecień wziął się stąd, że uważa się, że koronacja mogła się odbyć na Wielkanoc, podobnie jak to jest z chrztem Polski, bo to najważniejsze chrześcijańskie święto. Jednak jest to po prostu prawdopodobna teoria, równie dobrze mogło się to wydarzyć na Boże Narodzenie 1024 roku.
Była ogromnie istotna. Warto jednak wiedzieć, że mamy dwie rywalizujące ze sobą daty: 1000 r. i 1025 r. To, że Chrobry został królem, miało znaczenie na dwóch poziomach. W polityce wewnętrznej dało mu silną, osobistą władzę, wzmacniało jego pozycję w relacji z możnymi. U Słowian w ogóle nie ma tradycji jedynowładztwa - na Pomorzu, na Rusi, w Nowogrodzie jeszcze w XIV wieku rządził wiec, rada starszych. Nie ma też w słowiańskiej tradycji dziedziczenia najstarszego syna. Bolesław Chrobry też na początku musiał dzielić się władzą z przyrodnimi braćmi, których ostatecznie wygnał. Kiedy Bolesław Krzywousty dzielił później Polskę między synów, to też nie było nic nadzwyczajnego, tylko nawiązanie do tradycji słowiańskiej. Chrobry starał się od niej odejść, sięgnąć po silną władzę i zapewnić jej pełnię dla swojego syna Mieszka II. I na wewnętrznym rynku osiągnął to w roku 1000, o czym pisze Gall Anonim, był to osobisty sukces Bolesława Chrobrego. Po zjeździe gnieźnieńskim zaczął zresztą nawet emitować monety, na których podpisywał się jako król.
Koronacja z 1025 roku to było już coś więcej: uznanie Polski za królestwo przez źródła zagraniczne. I z perspektywy 1000 lat ważniejsze jest właśnie to uznanie za granicą, bo było ono trwałe. Zobaczmy: Chrobry umiera kilka miesięcy po koronacji. Jego syn, Mieszko II koronuje się w tym samym roku, ale parę lat później musi uciekać z kraju. Podobnie niedługo po koronacji musi uciekać Bolesław Śmiały, trzeci polski król z XI wieku. Kolejnym koronowanym władcą jest dopiero Przemysław II, w XIII wieku, który kilka miesięcy po koronacji zostaje zamordowany. Zatem przez pierwszych 300 lat Polska ma króla przez lat ok. 10. Tymczasem kronikarze zagraniczni używają ciągle terminu królestwo Polski - Regnum Poloniae. To jest dorobek koronacji Chrobrego z 1025 roku. Polska staje się królestwem niezależnie od sukcesów osobistych jednego czy drugiego władcy.
Odegrał ogromnie ważną rolę jako twórca królestwa, a także instytucji, które potem były kotwicami polskiej państwowości. Taką instytucją była archidiecezja gnieźnieńska. Czechy, które przyjęły chrzest wcześniej niż Polska, nie miały arcybiskupstwa jeszcze bardzo długo. Koronę też mieliśmy przed Czechami i to jest zasługa Chrobrego. Myślał daleko do przodu, na przykład udało mu się zaaranżować dla Mieszka II ślub z kobietą z cesarskiego rodu - Rychezą. To była pierwsza królowa Polski. Był to ogromny sukces, a Rycheza później przez swoje cesarskie koneksje wspierała Polskę - jej syn Kazimierz Odnowiciel dostał od cesarstwa wojsko, by utrzymać swoje państwo. Można go lubić albo nie, ale Bolesław Chrobry był władcą wybitnym.
*W Muzeum Historii Polski w Warszawie do 29 czerwca można zwiedzać wystawę czasową "1025. Narodziny Królestwa". Pokazuje ona, jak wyglądała Polska w czasach wczesnego średniowiecza.