Rafał Benecki, główny ekonomista ING: To, co robią Niemcy, to jest - nie lubię tego słowa - ale jednak to gamechanger i to bardzo duży. Zarówno pod względem gospodarczym, jak i polityki obronnej. Przed wyborami w Niemczech konsensus zakładał, że nowa koalicja wprowadzi nowe wydatki na poziomie 15 mld euro, optymiści - nie było ich zbyt wielu - wskazywali na 40 mld euro. Tymczasem poznaliśmy plan zakładający 50 mld euro na infrastrukturę rocznie i do tego około 40 mld euro na obronność. To kilka razy więcej niż się spodziewano i pozytywne zaskoczenie. O skali tego zaskoczenia mówi reakcja rynków finansowych - umocnienie euro w relacji do dolara, wzrost rentowności niemieckich obligacji.
Warto pamiętać, że niemiecka gospodarka jest ogromna. Przy przeznaczaniu 2 proc. PKB na obronność Niemcy wydawali na ten cel nominalnie 100 mld euro. Polska przy 4 proc. wydawała 35 mld euro.
Ważne jest też to, że Niemcy mają także przestrzeń budżetową na zadłużanie się, czego inne kraje strefy euro nie mają - na przykład te z południa. Ursula von der Leyen zapowiedziała że na poziomie unijnym wyniesie 800 mld euro, z czego 150 mld euro wspólnego finansowania. Dzisiaj wiemy, że może być trudno zrealizować ten plan, bo niektóre kraje mogą być ostrożniejsze z wydatkami i nie korzystać z furtki jaką daje zmiana reguł fiskalnych. Wśród nich jest Francja, której grozi obniżka ratingu. Stąd duży program w Niemczech to bardzo mocny punkt tego europejskiego przebudzenia.
Na niemieckich inwestycjach w infrastrukturę i obronność zyska także polski biznes. Część zamówień trafi do polskich podwykonawców. Skorzystają różne branże, od stalowej po inne branże przemysłu czy budowlankę. Polska ma wysoko kwalifikowanych pracowników, którzy średnio są o 2/3 tańsi niż niemieccy. Jednak tak duży impuls wydatkowy w Niemczech, w warunkach niedoinwestowanych wielu branż niemieckiego przemysłu oznacza, że od planów do realnych wydatków upłynie dużo czasu. Ten impuls odczujemy istotniej dopiero w 2026 roku. Pamiętajmy, że w kwietniu 2025 r. Trump może wprowadzić także cła, np. na sektor samochodowy, które w jakimś stopniu uderzą również w Polskę. A jeśli chodzi o plan Komisji Europejskiej, to w przypadku Polski kluczowy jest element zakładający możliwość wykorzystania funduszy strukturalnych KPO na obronność. Polska już zadeklarowała, że chce z tej opcji skorzystać, szykując do przesunięcia 30 mld zł. To bardzo ważne także dlatego, że są pewne obawy o to, czy zdążymy środki z KPO wykorzystać w dozwolonym terminie oraz czy pieniądze te na pewno będą mądrze przeznaczone na wartościowe projekty. Możliwość przesunięcia ich na obronność to dobra inwestycja.
Wróciliśmy niestety do wyścigu zbrojeń. Dzisiaj Europa ściga się z Rosją na to, kto lepiej w ciągu kilku najbliższych lat przygotuje się militarnie - by w ten sposób uniknąć konfrontacji zbrojnej. Według raportów różnych wywiadów, Rosja osiągnie gotowość bojową za do 5 lat. Ten wyścig zbrojeń ma fundamentalne znaczenie dla bezpieczeństwa Polski jako kraju na flance NATO i trudno ignorować go także przy analizach gospodarczych. Ten koncert mocarstw spowodował, że Polska znalazła się w kompletnie nowej sytuacji. Ona wymaga zmiany priorytetów w polskiej polityce gospodarczej, z wydatków socjalnych na wspieranie przemysłu i obronności. I to może być ważną szansą rozwojową.
Pod pewnymi względami znaleźliśmy się w podobnej sytuacji jak Korea Południowa. Po latach wydatków socjalnych dzisiaj musimy się skupić na inwestycjach w obronność. Na razie potrzeby zaspokajamy importem broni i technologii, ale Polska ma szansę rozwinąć swoją produkcję, pytanie czy tę szansę wykorzystamy. Obserwujemy bardzo szybkie wyjście USA z powojennego systemu bezpieczeństwa w Europie, pewne przybliżanie się Waszyngtonu do Moskwy. Mamy też odpowiedź na to ze strony UE, w tym Niemiec, która jest większa od spodziewanej, co znaczy, że "netto" to wyjście Stanów Zjednoczonych nie jest dla nas aż tak ryzykowne. Ale nikt nie ma złudzeń, że Europejczycy nie są w stanie zastąpić USA w europejskim systemie bezpieczeństwa.
Stąd pojawiła się egzystencjalna konieczność zmiany priorytetów w polityce gospodarczej z socjalu na wspieranie przemysłu. Dzisiaj siła gospodarki wprost przekłada się na jej bezpieczeństwo militarne.
To jest akurat słabszy punkt tych dwóch programów - niemieckiego i unijnego. Infrastruktura, w którą chcą inwestować Niemcy, niekoniecznie poprawi innowacyjność i zapóźnienie w cyfrowe tego kraju. Także wydatki obronne w znacznej części wesprą tradycyjne środki pola walki. Armia rosyjska jest głównie armią rakietowo-artyleryjską i trochę pancerną, więc pewnie w tych kierunkach będzie szła znaczna część inwestycji. Choć mamy przecież nowe środki pola walki - jak drony, i tutaj nowe technologie już będą wykorzystywane.
W wyścigu technologicznym Stany Zjednoczone i Chiny będą cały czas mocno wyprzedzać Europę, ale jest też przestrzeń do rozwoju dla nas, bo na obecnym etapie rozwoju technologii AI bardzo dużo inwestycji pójdzie w aplikacje, a nie tylko infrastrukturę, która tak bardzo wyniosła w górę spółki technologiczne w USA. Są inwestorzy do sfinansowania tego potencjału aplikacyjnego, Europa ma też całkiem niezły potencjał intelektualny. Myślę, że będzie dużym graczem na rynku technologicznym na poziomie zastosowania technologii.
Rzeczywiście, prognozy wzrostu PKB są dla Europy rewidowane w górę, dla Stanów Zjednoczonych w dół. Warto jednak pamiętać, że w przypadku USA wciąż mówimy o wzroście w tym roku o około 2 proc., tymczasem dla Niemiec to przedział między 0 a 1, a dla strefy euro między 0,7 proc. a nieco ponad 1 proc. Wciąż zatem gospodarka USA będzie się rozwijała szybciej.
Jest jeszcze jedna ważna rzecz. Agenda Donalda Trumpa na początku tej kadencji wygląda nieco inaczej niż przy pierwszej, co ma przełożenie na te prognozy. Tym razem Trump na starcie skupił się na cłach oraz oszczędnościach sektora budżetowego na poziomie federalnym - to jest ten słynny projekt DOGE kierowany przez Elona Muska, w ramach którego przeprowadzane są masowe zwolnienia. Mieszkańcy USA boją się powrotu inflacji, przedsiębiorstwa boją się zakłóceń w łańcuchach dostaw między krajami Ameryki Północnej oraz o to, jak na rynek pracy wpłyną ograniczenia dla imigrantów. Pozytywne efekty polityki Donalda Trumpa dla amerykańskiej gospodarki, jak cięcia podatków i deregulacja, przyjdą później, w drugiej połowie tego roku i w roku kolejnym.
Prognozy na ten rok mamy na razie ostrożne, nieco ponad 3 proc. rok do roku, dlatego, że wciąż nie wiemy, jaka będzie decyzja Donalda Trumpa w sprawie ceł dla Europy [wywiad autoryzujemy 17 marca - red.]. Jednocześnie pakiet wydatków, który Niemcy dopiero uchwalą, będzie miał większe przełożenie na PKB, także nasze, dopiero w 2026 roku. Niemieckie przebudzenie jest za to kolejnym argumentem za ożywieniem polskiego przemysłu. Wcześniej obawialiśmy się, że w tym cyklu gospodarczym ten sektor odbije słabo, bo nie będzie tradycyjnego mocnego impulsu eksportowego, że pójdziemy ścieżką stagnacyjną Niemców i Czechów. Teraz te obawy wygasają. Są ankiety wskazujące, że ponad 20 proc. niemieckich firm przemysłowych chce przenosić produkcję do środkowej Europy, z czego połowa do Polski.
Z innych źródeł wiem, że CDU przygotowując program wydatkowy zakładała, że elementem zwiększenia produkcji obronnej będzie większy popyt na stal i widziała źródło tej stali m.in. w Polsce. Mamy trzy piece stalowe, które były w zasadzie wygaszone: w Częstochowie - która właśnie rusza, Nowej Hucie i Dąbrowie Górniczej. Zobaczymy oczywiście, jak tutaj będzie wyglądać unijna zielona polityka, ale wszystko wskazuje na odnowienie produkcji stalowej w Europie.
W ostatnich dwóch dekadach europejskie zdolności w tym zakresie spadły, obecnie wprawdzie jest niewielka nadwyżka produkcji ale związana z problemami branży motoryzacyjnej. Żeby rozwijać produkcję obronną Europa potrzebuje stali i Polska oraz Włochy to dwa kraje, w których skok mocy produkcyjnych może być bardzo duży.
Na koniec zeszłego roku kilku ekonomistów i ekonomistek przedstawiło mi swoje podejrzenia, co do tego, o czym wszyscy będą mówić, ale jeszcze tego nie wiedzą. Teraz rozmawiam z nimi, weryfikując te oczekiwania - Rafał Benecki postawił wtedy na inwestycje w przemyśle zbrojeniowym w Polsce. Kilka dni temu rozmawiałam też z Ernestem Pytlarczykiem z Pekao SA, wywiad można przeczytać pod tym linkiem: Ernest Pytlarczyk: Konsensus spisywał Europę na straty, a grany jest zupełnie inny scenariusz.