4 maja Donald Trump ogłosił, że natychmiast rozpocznie się wprowadzanie 100 proc. taryfy celnej na wyprodukowane za granicą filmy. Decyzję prezydent USA ogłosił wieczorem na platformie społecznościowej Truth Social.
"Przemysł filmowy w Ameryce umiera bardzo szybką śmiercią. Inne kraje oferują wszelkiego rodzaju zachęty, aby odciągnąć naszych filmowców i studia od Stanów Zjednoczonych. Dlatego upoważniam Departament Handlu i Przedstawiciela Handlowego Stanów Zjednoczonych do natychmiastowego rozpoczęcia procesu wprowadzania 100% taryfy celnej na wszystkie filmy przybywające do naszego kraju, które są produkowane za granicą. CHCEMY, ŻEBY FILMY ZNÓW BYŁY KRĘCONE W AMERYCE!" - napisał Donald Trump w swoim poście.
Deklaracja nie precyzuje, co konkretnie miałoby zostać oclone. Filmy są bowiem własnością intelektualną i jako usługa (w przeciwieństwie do towarów) nie podlegają obecnie żadnym opłatom celnym. USTR (Biuro Przedstawiciela Handlowego Stanów Zjednoczonych) uważa, że przynajmniej część usług podlega pozataryfowym barierom handlowym, jak np. regulacje czy ulgi podatkowe. Wiele miast poza USA (np. Toronto lub Dublin) zaoferowało studiom filmowym i telewizyjnym tego typu ulgi, a te chętnie się tam przeniosły. Aby odwrócić tę niekorzystną migrację, gubernator Kalifornii Gavin Newsom również zaproponował rozszerzenie ulgi dla branży z obecnych 330 milionów do aż 750 milionów dolarów.
Wydaje się jednak, że Donald Trump podchodzi do sprawy znacznie poważniej, a jego retoryka wychodzi poza ocenę ekonomiczną. Nie gryząc się w język, napisał nie tylko że Hollywood i inne obszary w USA są dewastowane, ale również że "Jest to wspólny wysiłek innych narodów, a zatem zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego. Jest to, oprócz wszystkiego innego, przekaz i propaganda!".
Biznes filmowy rzeczywiście kuleje od czasów pandemii, ale powody są różnorodne. Spadek wpływów z biletów do kin to często efekt pandemii, kiedy wiele kin zamknięto w związku z COVID-em i więcej odbiorców zaczęło oglądać filmy np. na platformach streamingowych. W 2018 roku zysk brutto z biletów wyniósł w szczytowym momencie 12 miliardów dolarów, jednak już 2 lata później było to trochę ponad 2 miliardy. Od tamtej pory box office nie przekroczył 9 miliardów dol., ale też znacznie mniejsza jest liczba premier. Hollywoodzkie studia są w większości właścicielami sieci streamingowych, jednak dopiero ostatnio zaczęły one przynosić zyski.
Zdecydowane i bojowe oświadczenie prezydenta wywołać może pewną konsternację wśród przedstawicieli amerykańskiego przemysłu filmowego. Wprowadzenie ceł niekoniecznie bowiem będzie dla nich korzystne. Kręcenie filmów za granicą to nie tylko kwestia ulg podatkowych, ale również mniejszych kosztów zatrudniania pracowników. Może to więc być podobna sytuacja jak w przypadku innych branż, w których duże amerykańskie przedsiębiorstwa, z rozległymi, globalnymi łańcuchami dostaw i fabrykami rozrzuconymi po całym świecie niekoniecznie zyskują na nowych cłach. Obecne rozwiązanie, jeśli wejdzie w życie, byłoby pierwszym cłem na usługi.
Czytaj też: Wściekły Trump zadzwonił do szefa Amazona. Efekt był natychmiastowy
Źródła:
CNN