Cięcie było pierwszym ruchem Rady (jakimkolwiek) od października 2023 roku. Przez 17 posiedzeń z rzędu utrzymywała stopy procentowe bez zmian. Obniżka o 50 punktów bazowych była powszechnie oczekiwana, zresztą prezes NBP sugerował taki ruch podczas poprzedniej konferencji, przed miesiącem. Kluczowe jest teraz to, co będzie dalej. Czy za miesiąc czeka nas kolejne cięcie? Jak mocno stopy spadną w tym roku? Tutaj oczekiwania ekspertów są różne, od 100 do 150 punktów bazowych mniej na koniec grudnia.
Adam Glapiński zaczął konferencję prasową od ujawnienia, ile NBP ma złota. - Zasoby złota Narodowego Banku Polskiego wynoszą 509,3 ton. Ich udział w rezerwach sięga w tej chwili 22 proc. - powiedział. NBP chce mieć stałe 20 proc. rezerw w złocie. - Deklarowałem, że będziemy systematycznie zwiększać zasoby, dzisiaj z dumą mogę powiedzieć: zespół NBP dotrzymał obietnicy danej Polakom, osiągnęliśmy nasz cel. To jest bardzo dobry wynik, z obecnymi zasobami NBP zajmuje 12. pozycję w rankingu światowym - dodał.
- Na koniec 2024 roku różnice z wyceny złota zrobiły ponad 60 mld zł, dzisiaj są znacznie wyższe, [...] "zarobiliśmy" ponad 60 mld zł, ale to jest oczywiście zysk papierowy, bo nie zamierzamy złota nigdy sprzedawać - wyjaśniał prezes NBP.
Prezes podziękował następnie członkom Rady Polityki Pieniężnej, że przez miesiące nie ulegli presji politycznej i innym w sprawie obniżek stóp procentowych. Rozwijając swoją wypowiedź stwierdził, że pojawiła się presja deweloperów, którzy jego zdaniem, zostawszy z nadprodukcją mieszkań, więc wywierali presję, by obniżyć stopy procentowe.
- Stopy nie są po to, żeby regulować kredyt hipoteczny i wysokość spłat tego kredytu. Od tego są inne instytucje. My jesteśmy od walki z inflacją, od stabilnego pieniądza, od silnego złotego. A to była wielka presja, żeby to zrobić nieprofesjonalnie, czyli żeby stopy obniżyć w warunkach, kiedy one nie powinny być jeszcze obniżane - ciągnął Adam Glapiński.
Przy okazji podał jeszcze inne szacunki, obrazujące wpływ inflacji na finanse państwa. - Każdy punkt procentowy wyższej inflacji niż powinna być, oznacza dodatkowy wpływ do budżetu 16,6 mld zł. Czyli jak spada inflacja, to przychody budżetowe gwałtownie maleją. [...] Każde obniżenie stóp procentowych o 1 punkt procentowy oznacza wzrost zasobów budżetu o 6,3 mld zł, mniejsze wydatki o 6,3 mld zł na obsługę zadłużenia - wyliczał.
Następnie Adam Glapiński wyjaśnił, skąd decyzja RPP w sprawie stóp, wymieniając spadek inflacji. Przypomnijmy, w kwietniu inflacja spadła do 4,2 proc. z trzymiesięcznego płaskowyżu na poziomie 4,9 proc. Obniżyła się też inflacja bazowa - kluczowa miara, śledzona pilnie przez NBP, bo pokazuje ona, jak bardzo uporczywy jest podwyższony wzrost cen. - Wszystko wskazuje, że inflacja minęła już swój szczyt, choć nadal jest podwyższona, nasz cel to 2,5 proc. - przypomniał. A my przypominamy, że do tego celu dodawane są dopuszczalne odchylenia i wynoszą one 1 punkt procentowy w obie strony, czyli między 1,5 a 3,5 proc.
W trzecim kwartale dynamika cen według naszej projekcji powinna obniżyć się w pobliże 3,5 proc., w okolice górnej granicy odchyleń od celu
- mówił prezes. Jako uzasadnienie obniżki stóp wymieniał też osłabienie presji płacowej (wolniejszy wzrost wynagrodzeń), słabsze dane z gospodarki (sprzedaż detaliczna, produkcja przemysłowa, produkcja budowlano-montażowa). Jego zdaniem, można szacować, że wzrost PKB w pierwszym kwartale tego roku był nieco niższy niż w czwartym kwartale zeszłego roku.
Co chciałbym podkreślić, nie oznacza to jednak w żadnym razie, że walka o trwałe obniżenie inflacji została zakończona, że wpłynęliśmy do portu. Szczególnie, że istnieje wiele czynników, które mogą utrudniać dalszy spadek inflacji
- mówił. Wymieniał niepewność co do cen energii w drugiej połowie roku. Stwierdził, że jeśli taryfy nie zostaną zmienione, to w czwartym kwartale tego roku inflacja tylko nieco wzrośnie. Niemniej jego zdaniem trudno powiedzieć, co stanie się z cenami energii, jest to czynnik niepewności. PKB ma według oczekiwań rosnąć szybciej w całym tym roku niż w zeszłym, co podbije popyt i w konsekwencji może podbić inflację. Czynnikiem niepewności dla inflacji jest też, jak podkreślał Glapiński, luźna polityka fiskalna rządu, czyli wyższe wydatki.
- Uzasadnione stało się dostosowanie stóp procentowych. Dlatego Rada zdecydowała o obniżeniu stóp procentowych o 50 punktów bazowych, w tym stopy referencyjnej do poziomu 5,25 proc. I teraz chcę podkreślić stanowczo to, co teraz powiem, do czego Rada mnie upoważniła jednoznacznie: dostosowanie nie oznacza jednak automatycznie początku cyklu obniżek - podkreślił. - Jeśli chodzi o kolejne decyzje, to jak dotychczas będziemy je podejmować, uwzględniając napływające dane i prognozy.
Nie zapowiadamy żadnej ścieżki przyszłych stóp procentowych, będziemy cały czas działać tak, żeby trwale obniżyć inflację
- podkreślił prezes NBP.
W czasie konferencji został zapytany przez dziennikarzy o to, czy w czerwcu RPP też może ściąć stopy procentowe. Opowiedział w swoim imieniu, że jest "wątpliwe, żebyśmy zaryzykowali jakąś decyzję w przyszłym miesiącu".
Dzisiejsze wystąpienie prezesa Narodowego Banku Polskiego wydało się wybrzmiewać w nieco bardziej jastrzębim tonie niż to przed miesiącem. Położył nacisk na ryzyka dla wzrostu inflacji, zasugerował, że kolejne obniżki możliwe są dopiero w lipcu albo jesienią. Po konferencji ekonomiści PKO BP podtrzymują swoją prognozę dalszych cięć stóp o 25 punktów bazowych w lipcu i takiego samego jesienią. Pekao SA także niezmiennie spodziewa się, że w tym roku stopy spadną o jeszcze 50 punktów ("w lipcu lub jesienią").
'"Wypowiedź prezesa Glapińskiego brzmi jakby właśnie RPP zaserwowała 'jastrzębią obniżkę'. Scenariusz dla obniżek stóp kreślony jeszcze w kwietniu wydawał się bardziej gołębi. Obecnie czerwiec to może 25pb (ale raczej nie), a pewnie dopiero lipiec lub jesień" - komentują ekonomiści mBanku. Jako "raczej aktualny" uznają wciąż scenariusz obniżek w tym roku o łącznie 100 punktów.