Inflacja w lipcu wyniosła 3,1 proc. rok do roku. To znaczy, że ceny towarów i usług były w lipcu o 3,1 proc. wyższe niż w lipcu 2024 r. Jednocześnie to tempo wzrostu cen wyraźnie wyhamowało - w czerwcu było to jeszcze 4,1 proc. Tyle że dane jednak rozczarowały Większość ekonomistów spodziewała się 2,8-2,9 proc., serwis macronext.pl podawał średnią oczekiwań na poziomie 2,85 proc. (taki właśnie był wynik ankiety Reutersa, według Bloomberga miało to być 2,8 proc., a PAP Biznes wskazywał na 2,9 proc.). Ostatni raz inflację poniżej 3 proc. mieliśmy w czerwcu zeszłego roku. Niemniej inflacja spadła de facto do szeroko rozumianego celu NBP. Ten cel wynosi 2,5 proc., ale z dopuszczalnym zakresem odchyleń po 1 punkt procentowy w obie strony, czyli między 1,5 proc. a 3,5 proc.
Mimo wszystko spadek wskaźnika mamy wyraźny. Skąd się wziął? W największym skrócie: z tak zwanego efektu bazy. Duży wpływ na gwałtowny spadek wskaźnika mają ceny nośników energii. Rok temu w lipcu częściowo odmrożono ceny prądu i odmrożono ceny gazu. Wtedy to sprawiło, że inflacja gwałtownie podskoczyła. Teraz ten wpływ znika. Z drugiej strony, inflacja byłaby jeszcze niższa, gdyby nie wzrost cen paliw - i o tym piszemy poniżej.
Dzisiejsze dane Głównego Urzędu Statystycznego to na razie wstępny, tak zwany szybki (flash) odczyt. Nie znamy więc wielu szczegółów, poza ogólnym wskaźnikiem cen (inflacją CPI) GUS podaje tylko kilka głównych pozycji. Pełniejsze dane poznamy za dwa tygodnie. Na ten moment wiemy, że ceny żywności i napojów bezalkoholowych wzrosły o 4,9 proc. rok do roku, nośników energii o 2,4 proc., a ceny paliw do prywatnych środków transportu spadły o 6,8 proc. w porównaniu z lipcem ubiegłego roku. Jednak w ujęciu miesięcznym, czyli w porównaniu z czerwcem, paliwa wyraźnie podrożały - o 3,5 proc. Energia miesiąc do miesiąca podrożała o 1,1 proc., a żywność była lekko tańsza, o 0,6 proc. Ogólny wskaźnik inflacji w tym ujęciu wyniósł 0,3 proc.
Ekonomiści zwracają uwagę na coś, czego w danych bezpośrednio nie ma, ale co są w stanie na ich podstawie wyliczyć. Chodzi o inflację bazową (NBP opublikuje ten wskaźnik za kilkanaście dni) - czyli taką pozbawioną najbardziej zmiennych cen żywności i energii. Inflacja bazowa postrzegana jest jako kluczowa dla oceny, czy polityka monetarna NBP działa (bo żywność i energia drożeją lub tanieją bardzo często z powodów od ruchów NBP niezależnych, takich jak światowa polityka czy pogoda).
Co zatem piszą eksperci w tej sprawie po dzisiejszym raporcie GUS? "Najciekawsze: kolejny wzrost inflacji bazowej, pewnie do 3,6 proc." - komentują ekonomiści mBanku. "Wchodzimy w okres, kiedy liczenie inflacji będzie pojedynkiem o 0,1pp. CPI spada. Niepokojący jest jednak wzrost inflacji bazowej, szczególnie w połączeniu z ostatnio nieco podwyższonym rozpędem płac. RPP jeszcze zetnie 2x25 w tym roku, ale okno do obniżek zamknie się w 2026" - dodają.
Także Pekao jako źródło zaskoczeń podaje inflację bazową. "Co martwi najbardziej, utrzymująca się wyżej inflacja bazowa - w lipcu mogła nawet wzrosnąć do ok. 3,5 proc. r/r z 3,4 proc. miesiąc wcześniej" - piszą eksperci. PKO BP inflację bazową szacuje na mniej, bo 3,3 proc., a do czynników zaskoczenia dorzuca mocniejszy od spodziewanego wzrost cen paliw (w ujęciu miesięcznym). ING zaś sądzi, że bazowa za lipiec będzie niższa niż w czerwcu (wtedy było to 3,4 proc.) i w związku z tym "RPP dostała mocny argument do kolejnej obniżki stóp procentowych we wrześniu".
Czytaj też: Co z tą "luką" w PPK? Stanowcza deklaracja. "Nie ma żadnych, żadnych pomysłów, żeby ograniczać"