Andrzej Kubisiak, Polski Instytut Ekonomiczny: Nasze postrzeganie rynku pracy jest zachwiane nieco warunkami anormalnego odbicia po pandemii COVID19. Wyglądało to tak, że najpierw, w 2020 roku i do połowy roku 2021 nasza gospodarka była w dużej części zamrożona. Potem nastąpiło odblokowanie tego hamulca ręcznego i wystrzelił skumulowany popyt na dobra i usługi konsumpcyjne, a za tym poszedł popyt na pracę, bo trzeba było to bardzo duże zapotrzebowanie ze strony konsumentów obsłużyć. I mieliśmy boom na rynku pracy. Firmy otwierały bardzo dużo nowych rekrutacji, zwiększały też wyraźnie wynagrodzenia - pojawiła się w końcu presja inflacyjna. Dwucyfrowe wzrosty wynagrodzeń stały się taką nową normalnością, co wcześniej, odkąd weszliśmy do Unii Europejskiej, właściwie nie miało miejsca. Mieliśmy rynek pracy mocno nastawiony na rotację, wiele osób mogło zmieniać pracę, szukać nowej lub wchodzić na rynek przy bardzo korzystnych okolicznościach.
Ja tego określenia - rynek pracownika - przyznam nie lubię. Mieliśmy po prostu przegrzany rynek pracy. To była sytuacja anormalna, konsekwencja pandemii, ale stała się punktem odniesienia dla sytuacji dzisiejszej. A dziś rynek pracy się schładza. Z jednej strony to konsekwencja walki z inflacją, czyli wysokich stóp procentowych, które jeszcze niedawno dosyć twardo utrzymywała RPP. Wyższe stopy schłodziły koniunkturę w gospodarce, a do wzrostu bezrobocia nie doszło w dużej mierze ze względu na silną kotwicę demograficzną - czyli fakt, że tak mocno spada nam liczba osób w wieku produkcyjnym. Jest to pewien element stabilizujący w warunkach dużej niepewności. Po drugie, mniej więcej od 2023 roku strona popytowa na rynku pracy wygląda relatywnie słabo, powstaje mniej miejsc pracy, ofert jest relatywnie mało. Z perspektywy pracownika popyt na pracę jest papierkiem lakmusowym wskazującym, czy sytuacja na rynku się poprawia, czy nie. Pracownicy patrzą na rynek nie poprzez wskaźniki, tylko poprzez to, czy jak wysyłają CV, to ktoś się do nich odzywa albo nie odzywa, czy mają więcej, czy też mniej ofert do wyboru.
Jednocześnie jednak wszelkie dane ankietowe, czy to te, które my zbieramy w naszym Miesięcznym Indeksie Koniunktury, czy w innych opracowaniach agencji zatrudnienia, czy różnych instytucji wskazują, że firmy deklarują przewagę chęci zwiększania lub utrzymywania zatrudnienia nad jego redukcją. I to była ta druga kotwica, która w ostatnich dwóch latach utrzymała w ryzach potencjalne problemy. Firmy chomikowały zatrudnienie, nie zwalniały pracowników, nawet jeśli nie miały dla nich odpowiedniego popytu, bo wolały przeczekać do odbicia niż potem walczyć o pracowników na rynku z niską stopą bezrobocia. Nie generowały jednak nowych miejsc pracy.
No i jest jeszcze trzeci ważny element: kwestia kosztów pracy. Przez ostatnie dwa lata rosły nam najszybciej, od kiedy weszliśmy do UE. Firmom puchły budżety kadrowe, nawet jeśli nie zwiększały liczby pracowników. I to hamuje chęć do zatrudniania nowych pracowników.
Tak, Niemcy są w gospodarczej stagnacji - a to nasz główny partner handlowy, w strefie euro wzrost jest rachityczny. Poza konfliktem wojennym w Ukrainie, w tym roku doszła nam jeszcze wojna handlowa. Popyt zewnętrzny w ostatnich latach wygląda słabo. To widać w bilansie handlowym, mamy ujemne saldo handlowe - więcej importujemy niż eksportujemy. Ostatnie odczyty wyglądały wprawdzie lepiej, pytanie na jak długo, czy utrzyma się to jako trwalszy trend. Musimy zdawać sobie sprawę, że część sektorów i branż, które w pandemii miały się relatywnie dobrze, teraz jest w gorszej sytuacji. Upraszczając: usługi są w dużo lepszym stanie niż sektor przemysłowy, w pandemii mieliśmy odwrotną sytuację.
No i na koniec jeszcze kwestia zmian czysto demograficznych. Po 2022 roku wyhamowały procesy migracyjne. Od kiedy skończyła się pierwsza duża fala uchodźcza, cudzoziemców na polskim rynku pracy przybywa w tempie 5-6 proc. rocznie, czyli dużo wolniej niż we wcześniejszych latach. Równolegle spada nam liczba osób w wieku produkcyjnym, większe kohorty wiekowe przechodzą w wiek emerytalny, a młodsze kohorty są mniej liczne. W konsekwencji zaczyna nam spadać liczba osób zatrudnionych.
Część procesów restrukturyzacyjnych, które widzimy w Polsce, element szerszych zjawisk. Dotyka nas to jednak w mniejszym stopniu niż Czechy, Węgry czy Słowację. Poza motoryzacją można też wziąć na warsztat obszar nowych technologii, IT. I w tym przypadku postpandemiczna korekta dotarła do nas z zagranicy. Ton nadawały amerykańskie big techy, za czym poszedł w zasadzie cały rynek. Można dołożyć do tego rewolucję sztucznej inteligencji, która akurat w tym właśnie sektorze może doprowadzić do wyraźnych zmian w zatrudnieniu.
Na to wszystko nakłada się jeszcze obraz inwestycji zagranicznych. Widzimy, że bezpośrednie inwestycje zagraniczne - FDI [z ang. Foreign Direct Investment - red.] - w Polsce i w szerzej w Europie zaczęły wyhamowywać. A nasz kraj we wcześniejszych latach był ich mocnym beneficjentem. Przyczyną tego trendu jest wzrost ryzyka geopolitycznego, ale także zmiany w podejściu inwestorów do wchodzenia na nowe rynki geograficzne. Pamiętajmy, że za bezpośrednimi inwestycjami zagranicznymi szły też przecież nowe miejsca pracy.
Jeśli chodzi o dane dotyczące młodych na rynku pracy, byłbym ostrożny przy wyciąganiu daleko idących wniosków. Po pierwsze, jest to grupa relatywnie mało liczna i nawet niewielkie wolumenowe zmiany mogą powodować, że poszczególne wskaźniki będą wyraźnie się zmieniać. Po drugie, nie wiadomo, co się w tej grupie realnie wydarzyło takiego. Z dostępnych danych BAEL wynika, że zatrudnienie w niej spadło, bezrobocie się lekko zwiększyło, przybyło też biernych zawodowo. Pamiętajmy, że w Polsce osoby w wieku do 24 lat głównie jeszcze się uczą. Pytanie zatem, czy nie pracują, bo nie są w stanie tej pracy znaleźć, obiektywnie nie ma dla nich ofert, czy też nie podejmują pracy, bo trudno jest im godzić ją ze studiami - w Polsce wskaźnik pracujących uczących się mamy bardzo słaby, wyraźnie poniżej średniej unijnej, no i po trzecie, czy takie osoby nie mają po prostu potrzeby pracować, bo wciąż znajdują się na utrzymaniu rodziców. Niemniej, choć może to niektórym zabrzmieć dziwnie, ale wydaje się, że dane, którymi dysponujemy, wskazują, że młodym jest jednak trochę trudniej niż tzw. silversom, w każdym razie w obecnej sytuacji.
Kwestia popytu na pracę i skali wakatów, która jest w Polsce jedną z najniższych w Unii Europejskiej. Był nawet taki moment, że jednocześnie mieliśmy najniższe bezrobocie w UE i najniższy odsetek wakatów. Jest to pewna sugestia co do kondycji przedsiębiorstw w naszym kraju. Jeśli spojrzeć na rentowności firm z ostatniego 1,5 roku - 2 lat, to widać, że są one pod dużą presją kosztową i pod jeszcze większą presją przychodową. Pod względem marż w firmach zeszły rok był najgorszy od czasu naszego wejścia do Unii, nie licząc roku covidowego. To powoduje ograniczoną skłonność do generowania nowych miejsc pracy i jest to coś, co na rynku pracy martwi mnie w perspektywie krótkoterminowej.
W średnim terminie bardzo martwi mnie niski wskaźnik automatyzacji - to jest cyfryzacja i wykorzystanie robotów do pracy oraz niska implementacja AI. W perspektywie kilku lat to powinny być narzędzia, które powinny nam pomóc zmitygować odpływ demograficzny. A w długim terminie oczywiście martwi mnie demografia - i perspektywa, która jest nieuchronna, bo już pewnie niewiele da się zrobić, jeśli chodzi o zastępowalność pokoleń.
Bardzo na to liczę. Mamy miesiąc - to niezbyt dużo czasu, ale nie zdradzę też żadnej tajemnicy, kiedy powiem, że zdarzały się ustawy, które udawało się przyjąć w znacznie krótszym terminie. Wydaje mi się, że tutaj na pierwszy plan wyszły - przepraszam określenie - didaskalia związane z wypłatą 800 plus dla uchodźców. Wiemy, że około 80 proc. z nich jest aktywne zawodowo, czyli w tym sporze chodzi o znaczną mniejszość. Brak rozwiązań ustawowych stawia dodatkowo pod znakiem zapytania legalność pobytu i pracy części obcokrajowców, których mamy na rejestrach ZUS i to jest dużo większe wyzwanie, bo też i tych osób jest dużo więcej. To jest element ryzyka, niepokojący, choć mam w sobie sporo nadziei, że ten nieco ponad miesiąc uda się wykorzystać do tego, żeby jednak jakieś przepisy pomostowe powstały. Destabilizacja nie jest tutaj w niczyim interesie.