Nadciąga totalny paraliż. We Francji "zablokują wszystko"

10 września we Francji będzie miała miejsce wielka akcja protestacyjna. Trudno oszacować jej rozmiary, ale inicjatorzy szumnie zapowiedzieli "zablokowanie kraju". Demonstracje planowane są w ponad 20 miastach.
demonstracja w trakcie protestów żółtych kamizelek
Norbu Gyachung/ wikimedia commons

Oszczędności budżetowe budzą wściekłość

Francuski rząd zapowiedział masowe oszczędności budżetowe, co wywołało wściekłość wielu grup społecznych i pracowniczych. Niektóre centralne związkowe zdecydowały o przyłączeniu się do wielkiej akcji protestacyjnej zapowiedzianej na 10 września. Hasłem przewodnim jest "Zablokujmy wszystko". Wśród inicjatorów są prawicowi działacze i internauci, jednak przyłączyły się do nich również organizacje lewicowe takie jak CGT.

Potężne wsparcie z lewej strony

CGT (Confédération Générale du Travail) czyli Powszechna Konfederacja Pracy to najważniejsza z 5 francuskich konfederacji związkowych. Zrzesza aż 640 tys. członków. W 2023 roku angażowała się w międzyzwiązkowe protesty przeciwko reformom emerytalnym, do których doszło w 300 miastach. Jak przekazała obecna liderka organizacji Sophie Binet, "CGT wzywa do mobilizacji". To zapowiedź planowanego strajku generalnego.

Zobacz wideo Antyrządowe protesty w Gruzji

Kolej, licea i rafinerie

Nie wiadomo jeszcze, jaki zakres będzie miał protest. 10 września paraliż obejmie kolej, licea i niektóre rafinerie, a demonstracje odbędą się w ponad 20 miastach. - To różnorodny ruch, przypominający ruch żółtych kamizelek, ponieważ jest on oddolny - wyjaśnił radiu France Inter socjolog Gérald Bronner. Moment nie jest najlepszy, w tym czasie najprawdopodobniej dojdzie do kryzysu politycznego. Dwa dni wcześniej może bowiem upaść obecny centrowy rząd premiera François Bayrou. - Mianowanie kolejnego premiera, który będzie prowadził tę samą politykę, nie ma sensu, dlatego konieczna jest destytucja prezydenta. Macron oznacza chaos - tak wytłumaczył cele protestu lider radykalnej lewicy Jean-Luc Mélenchon.

Nie pierwsze masowe protesty we Francji

Tego rodzaju niepokoje nie są dla Francji niczym nowym. W ostatnich latach do różnych demonstracji dochodziło wielokrotnie. Wspomniany ruch żółtych kamizelek (nazwa wzięła się od noszonych kamizelek odblaskowych) rozpoczął swoją działalność w 2018 roku. Ta oddolna i spontaniczna inicjatywa szybko zyskała szerokie uznanie w całym kraju i za granicą. Protestowano przeciwko rosnącym kosztom życia, większym obciążeniom podatkowym oraz posunięciom elit politycznych. W 2018 roku powodem były podwyżki podatku od paliwa. Przeciwko reformie systemu emerytalnego protestowano w 2023 roku. Niedawno doszło też do strajku kontrolerów lotów, co spowodowało chaos na wielu lotniskach. Podczas demonstracji dochodziło w przeszłości do aktów wandalizmu oraz brutalnych starć z policją, a z powodu zamieszek i blokad tysiące ludzi zostało rannych, były także ofiary śmiertelne.

Czytaj też:W Ukrainie wrze, fala protestów. Zełenski się wycofuje. W tle organy antykorupcyjne

Źródło: IAR

Więcej o: