Francja drugą Grecją? 5000 euro na sekundę. "Duży problem". Polska też może oberwać

We Francji wrze. W poniedziałek najprawdopodobniej upadnie centrowy rząd premiera Francoisa Bayrou. To m.in. efekt potężnych problemów gospodarczych i zapowiadanych cięć w wydatkach. Czy druga gospodarka Unii Europejskiej zmierza w kierunku greckim i pogrąży się w chaosie? "To może gnić" - mówi nam m.in. Piotr Kuczyński, analityk Xeliona.
Francois Bayrou i Emmanuel Macron
Fot. REUTERS/Christophe Ena

Francja na skraju kolejnego kryzysu politycznego, ale także gospodarczego. W poniedziałek prawdopodobnie dojdzie do upadku centrowego rządu premiera Francoisa Bayrou. Od grudnia stał on na czele mniejszościowego gabinetu - trzeciego we Francji w ciągu półtora roku. Wszystko wskazuje na to, że szef francuskiego rządu przegra popołudniowe głosowanie nad wotum zaufania w Zgromadzeniu Narodowym i będzie musiał podać się do dymisji. Co dalej? 

Zobacz wideo

"Sytuacja we Francji stała się coraz bardziej napięta"

- Sprawa jest na tyle ważna, że nie waham się zaryzykować swojej odpowiedzialności - mówił w radiu RTL Francois Bayrou, broniąc swojego planu zakładającego oszczędności budżetowe w wysokości 44 miliardów euro. - Wysiłek ten nie jest możliwy, jeśli kraj nie rozumie, że to kwestia życia lub śmierci - dodał cytowany przez Informacyjną Agencję Radiową. Brak większości w parlamencie od ponad roku, gigantyczny dług publiczny i narastający gniew społeczny - to okoliczności, które miały skłonić premiera do zaryzykowania przyszłości swojego rządu. 

"Sytuacja we Francji stała się coraz bardziej napięta, odkąd prezydent Emmanuel Macron postawił wszystko na jedną kartę, ogłaszając przedterminowe wybory parlamentarne w 2024 r., co doprowadziło do głębokiego rozbicia parlamentu" - podkreśla z kolei Agencja Reutera. Jak dodano, "kontrola Macrona nad parlamentem osłabła wraz ze wzrostem zadłużenia Francji, częściowo z powodu jego hojności podczas kryzysu COVID-19. Francja znajduje się obecnie pod silną presją naprawy swoich finansów. Dług publiczny wzrósł do 113,9 proc. PKB. Deficyt w ubiegłym roku był prawie dwukrotnie wyższy niż unijny limit 3 proc.

Francja drugą Grecją? Ogromne kłopoty gospodarcze

Twierdząc, że konieczne są trudne decyzje, Bayrou, czwarty premier od czasu reelekcji Marona, starał się o uchwalenie budżetu na rok 2026, który wymagałby oszczędności właśnie w wysokości 44 miliardów euro.  Wywołało to oburzenie politycznych przeciwników. Partie opozycyjne jasno dały do zrozumienia, że zamierzają odwołać rząd Bayrou i mają wystarczająco dużo członków parlamentu, by to zrobić.

"Jak ktokolwiek może rządzić krajem, w którym jest 246 gatunków sera?" - CNN przypomina słynne pytanie zadane przez Charlesa de Gaulle i odpowiada: nikt. Plan oszczędnościowy Bayrou o wartości 44 miliardów euro obejmuje m.in. zniesienie dwóch świąt państwowych, zamrożenie wydatków i podwyższenie podatków. Szef rządu Twierdzi, że to kwestia "przetrwania narodu", ostrzegając, że Francja musi opanować rosnące zadłużenie, ponieważ "przez 20 lat, każda godzina każdego dnia i każdej nocy, generowała dodatkowe 12 milionów euro długu".  Bayrou chciałby uzyskać poparcie parlamentarzystów dla swojego planu ograniczenia deficytu Francji w 2026 roku do 4,6 proc. PKB z oczekiwanych 5,4 proc. w tym roku - podkreśla Bloomberg. Czy Francji po ewentualnym upadku rządu grozi scenariusz grecki sprzed ponad dekady? Wówczas Ateny m.in. w wyniku światowego kryzysu finansowego pogrążyły się w recesji, wzrosło bezrobocie, ubóstwo i dług publiczny. Niemiecki dziennik "Tagesspiegel" uważa, że sytuacja we Francji grozi kryzysem strefy euro o znacznie większej skali niż ten, który dotknął Grecję. 

Europejski Bank Centralny i państwa strefy euro nie pozwoliły upaść Grecji, więc tym bardziej nie pozwolą upaść Francji. To jest dla mnie absolutnie oczywiste. Ale mogą się z tym wiązać określone problemy i to duże

- mówi w rozmowie z Next.gazeta.pl Piotr Kuczyński, analityk Xeliona. Ekspert dodaje, że upadek francuskiego rządu mniejszościowego był oczekiwany. - To było na zasadzie, żeby przetrwać ten rok. Konstytucja francuska nie zezwala przeprowadzania wyborów rok po wcześniejszych wyborach. A teraz już można - przypomina.  

"Totalny spokój". Na razie

Ekspert dodaje, że trudno przewidzieć, co wydarzy się dalej, po upadku francuskiego rządu. Podkreśla jednak, że na razie na rynkach jest "totalny spokój". 

To zostało już zdyskontowane. CAC40 osuwał się przez pewien czas, a dzisiaj na przykład rośnie. Euro do dolara leciutko zyskuje nawet. W związku z tym rynki powiedziały: a co nas to obchodzi, na razie i będą się przyglądały, co się będzie działo dalej 

- dodaje Piotr Kuczyński.

CNN dodaje, że wraz z pogłębiającą się niestabilnością polityczną Francji, rosną koszty obsługi pożyczek. Rentowność dziesięcioletnich obligacji wzrosła powyżej rentowności Hiszpanii, Portugalii i Grecji - krajów, które niegdyś znajdowały się w centrum kryzysu zadłużenia w strefie euro i obecnie zbliża się do rentowności Włoch. "Gospodarka jest pod coraz większą presją i kłóci się z wizerunkiem europejskiego mocarza, który Macron starał się kreować" - czytamy na stronie amerykańskiej stacji. Z kolei Bloomberg podkreśla, że deficyt budżetowy Francji jest obecnie najwyższy w strefie euro. Jak czytamy, "zadłużenie rośnie o 5000 euro na sekundę, a koszty jego obsługi mają wynieść 75 miliardów euro w przyszłym roku".

Polska może dostać odłamkiem? Co ze złotym, euro i dolarem?

Czy zawirowania we Francji mogą odbić się m.in. na Polsce? - W ostatnich dniach na rynku panował taki spin, który mówił: popatrzcie, co się dzieje z obligacjami o długim terminie zapadalności, czyli trzydziestki, dwudziestki. W Polsce są tylko dziesiątki. Jak się spojrzy na wykresy trzydziestek, to można zobaczyć od kilku lat potężny wzrost rentowności. Ten spin mówi, że rynki niepokoją się rosnącymi deficytami, zadłużeniem krajów i tym, że politycy nie są skłonni do hamowania tego zadłużenia. Jeśli ten spin będzie wzrastał, to będzie atak na obligacje francuskie - wyprzedaż, rosnąca rentowność. I wtedy my odłamkiem możemy dostać. I to moim zdaniem w którymś momencie nastąpi - ocenia Piotr Kuczyński. 

Zdaniem eksperta nie należy się na ten moment spodziewać gwałtownych ruchów na rynkach walutowych. - Na EUR/PLN od wielu miesięcy mamy stabilizację. I bardzo dobrze. Im dłużej, tym lepiej. Jeśli chodzi o USD/PLN to będzie zależeć przede wszystkim od tego, co będzie się działo na EUR/USD. Wszystko inne należy na razie wyrzucić do kosza, ostatnie ostrzeżenie Fitcha zostało przyjęte nijak, nie przyniosło żadnego skutku - tylko ruch na euro i dolarze ma znaczenie dla złotego. Według mnie dolar jest globalnie skazany na długotrwałą przegraną, ale rynki finansowe, póki co tej optyki nie chcą podzielać. Na razie jest stabilizacja. Jeżeli na EUR/USD padnie 1,18, to potem błyskawicznie polecimy na 1,22-1,23, a wtedy USD/PLN będzie szedł w kierunku 3,33 - 3,35 zł - ocenia analityk.

Co dalej po upadku rządu? "To może gnić"

Jeśli francuski rząd przegra przed Zgromadzeniem Narodowym, Bayrou będzie musiał złożyć rezygnację na ręce Macrona. Agencja Reutera wskazuje, że prezydent jak dotąd sprzeciwiał się pomysłowi przeprowadzenia ponownych przedterminowych wyborów i w związku z tym musiałby wyznaczyć nowego szefa rządu.

Nowy premier może pochodzić z centrolewicy, Macron mógłby też wskazać technokratę. Nie ma żadnych zasad regulujących, kogo prezydent musi wybrać ani jak szybko. "Jeśli Macron nie będzie się spieszyć, Bayrou może pozostać na stanowisku tymczasowego szefa rządu" - pisze Agencja Reutera. - Następny premier nie będzie musiał w takim przypadku prosić o wotum zaufania i może rządzić przez dłuższy czas. Zatem to może gnić - mówi Piotr Kuczyński. Opozycja tymczasem naciska na przeprowadzenie przyspieszonych wyborów parlamentarnych i rezygnację Macrona. Pałac Elizejski jak na razie wyklucza oba te rozwiązania. 

Więcej o: