Sikorski chciał dać order podejrzanemu o wysadzenie Nord Stream? Odpowiedziało nam MSZ

Polska dyplomacja miała wspierać Ukraińca, który miał brać udział w wysadzeniu gazociągu Nord Stream - dowiedziały się media. Minister Radosław Sikorski miał mówić nawet o odznaczeniu dla Wołodymyra Ż. Mamy odpowiedź MSZ w sprawie doniesień medialnych.
Radosław Sikorski, minister spraw zagranicznych
Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Wyborcza.pl

Zaskakująca propozycja Polski dla Ukraińca

Jak podaje "Rzeczpospolita", minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski miał mówić, że jest gotów przyznać azyl oraz order Ukraińcowi Wołodymyrowi Ż. podejrzanemu o wysadzenie rosyjskiego gazociągu Nord Stream. Według niektórych źródeł Polska miała pomóc Wołodymyrowi Ż., który przez długi czas rzekomo mieszkał w podwarszawskim Pruszkowie. Ostatecznie, według "Rz", miał uciec do Ukrainy w samochodzie na dyplomatycznych ukraińskich numerach, za którego kierownicą miał siedzieć attaché wojskowy. Skontaktowaliśmy się z Ministerstwem Spraw Zagranicznych z prośbą o komentarz do tych doniesień. Przekazano nam jedynie, że "MSZ nie ma zwyczaju potwierdzać nieoficjalnych, zasłyszanych dziennikarskich informacji".

Polska nie dogadała się z Niemcami?

W tej sprawie pojawia się również zaskakujący wątek rzekomego braku chęci współpracy polskich służb z ich niemieckimi odpowiednikami. Pod koniec sierpnia niemieckie media podały, że śledczy ustalili tożsamość wszystkich siedmiu członków grupy, która trzy lata temu doprowadziła do eksplozji gazociągu NordStream. W trakcie śledztwa Niemcy liczyli na pomoc Polski, bo "u władzy jest znowu Donald Tusk, którego uważali za poważnego i przede wszystkim skłonnego do współpracy". Tymczasem strona polska miała nie tylko nie pomóc, ale też uprzedzić Ukraińców o postępowaniach w niemieckim śledzwie - donoszą media.

Zobacz wideo Ukraina dostała broń od USA z podobnych powodów co kiedyś mudżahedini

Ukraiński sabotaż

Zarzuty wobec odpowiedzialnych za wysadzenie trzech z czterech nitek gazociągów Nord Stream 1 i 2 będą dotyczyć sabotażu, podłożenia ładunków wybuchowych i zniszczenia infrastruktury. Łącznie grozi za to nawet piętnaście lat więzienia. Zagrożone są też relacje niemiecko-ukraińskie, bo ustalenia śledczych wskazują, że przynajmniej pomocą posłużyły sabotażystom ukraińskie służby. Niemiecka ministerka sprawiedliwości Stefanie Hubig powiedziała, że Niemcy stoją po stronie Ukrainy, ale będą też bezwzględnie karać sprawców przestępstw.

Niemcy łapią sabotażystów

Na ekstradycję do Niemiec czeka we Włoszech zatrzymany tam miesiąc temu Serhij K., uważany za szefa siedmioosobowego komanda. "Miał kierować i koordynować zespół sabotażowy, złożony ze skipera, czterech nurków i specjalisty od ładunków wybuchowych, który na początku września 2022 r. wypłynął z Wiek na Rugii na wynajętym dwunastometrowym jachcie Andromeda i podczas prawie trzytygodniowego rejsu zdetonował trzy ładunki wybuchowe na gazociągach na głębokości ponad 70 m" - piszą niemieckie media. Do Włoch Serhij K. miał dotrzeć z Polski, nieniepokojony przez służby. Grozi mu w Niemczech 15 lat więzienia. Wyrok może być niższy, jeśli ujawni szczegóły operacji wysadzenia gazociągu na Bałtyku. Wśród tych szczegółów mogą znaleźć się również wątki dotyczące Polski.

Przeczytaj też: Kilkaset samochodów na granicy. Otworzono przejścia z Białorusią. "Są duże straty".

Źródła: IAR, "Rzeczpospolita", Next.gazeta.pl

Więcej o: