Rada Polityki Pieniężnej ścięła wczoraj stopy procentowe o 25 punktów bazowych. Główna stopa procentowa wynosi zatem teraz 4,50 proc. To czwarta taka decyzja w tym roku i trzecia obniżka z rzędu (na trzech kolejnych posiedzeniach). Część ekonomistów uważa, że to oznacza pauzę w listopadzie, inni, że przeciwnie, że teraz RPP będzie bardziej chętne na dalsze cięcia. Co powiedział prezes NBP podczas czwartkowej konferencji prasowej po posiedzeniu Rady?
Zaczął - jak to ostatnio ma w zwyczaju - od złota. Przypomniał, że Narodowy Bank Polski zwiększa udział złota w rezerwach - teraz to już 25 proc. wszystkich rezerw banku i 520 ton. To złoto jest warte około 240 miliardów złotych.
- Na świecie jest coraz więcej napięć geopolitycznych, zmieniających się szybko relacji gospodarczych, rywalizacji, to jest po prostu niezbędne z naszego punktu widzenia. Złoto jest też płynne, w każdej chwili można je sprzedawać obracać im. I złoto wreszcie jest dochodowe - powiedział Adam Glapiński.
Przechodząc do wczorajszej decyzji Rady podkreślił, że łącznie w tym roku obniżyła ona stopy o 125 punktów bazowych. - To jest bardzo znaczące złagodzenie polityki pieniężnej, które przekłada się na sytuację makroekonomiczną. A muszę dodać przy okazji, chociaż to nie jest przecież naszego działania, ale korzystne dla gospodarki, zmniejsza to bardzo koszty obsługi długu publicznego. [...] To jest wsparcie dla polityki rządu, ponad 17 miliardów złotych.
Bank centralny ma na celu jednak przede wszystkim pilnowanie inflacji. I to właśnie ona, spadająca inflacja, stała za decyzją o obniżce stóp. We wrześniu ta inflacja utrzymała się na sierpniowym poziomie, 2,9 proc. To znaczy, że była w szerokim zakresie celu NBP (ten cel to 2,5 proc., z możliwościami odchyleń o 1 punkt procentowy w obie strony).
Co więcej, poprawiły się perspektywy na najbliższe miesiące. Pan prezydent podpisał wreszcie ustawę mrożącą ceny energii, w tej wersji, którą rząd przedstawił. I dzięki temu ceny energii elektrycznej do końca roku nie wzrosną. W efekcie aktualne prognozy wskazują, że inflacja w czwartym kwartale pozostanie na poziomie zbliżonym do 3 procent. Czekaliśmy, aż te ceny energii wreszcie będą jakoś określone
- dodał Glapiński.
Wskazał jednak także ryzyka dla niskiej inflacji. W tym m.in. to, że ceny energii są zamrożone tylko do końca roku. Ich odmrożenie z początkiem 2026 r. podwyższy inflację o 0,3-0,4 pkt proc. - powiedział. Innym aspektem, już w dalszym terminie, jest wejście w życie ETS 2, co ma nastąpić w 2027 roku. To, wyjaśniał Glapiński, doprowadziłoby to znaczącej podwyżki cen paliw i ogrzewania. Poza tym, popyt w gospodarce rośnie relatywnie szybko, co nie sprzyja obniżaniu inflacji - wzrost konsumpcji, który podbija wzrost gospodarczy, stanowi ryzyko wzrostu cen.
Co ciekawe, mówiąc o "polskim cudzie gospodarczym" zauważył, że był on możliwy dzięki ciężkiej pracy Polaków. W tym kontekście skracanie czasu pracy, jest jego zdaniem przeciwko interesowi Polski. - Polacy należą do najciężej pracujących narodów, w tym przede wszystkim kobiety, Polki, w tym pracujące najczęściej na pełnych etatach, to jest rzadko spotykane w krajach wysokorozwiniętych, ale to jest źródłem naszego sukcesu, naszego wzrostu - stwierdził.
Adam Glapiński w czasie swojego wystąpienia powiedział, że polityka fiskalna rządu jest pewnym ryzykiem dla inflacji, co z kolei ogranicza przestrzeń do obniżek stóp procentowych, jednak jej nie zamyka. Czy zatem jest szansa na kolejne cięcia stóp? - W tej chwili to widzę tak: taka przestrzeń, jeśli się utrzymają te dobre dane, być może jest - powiedział prezes NBP. Podkreślił jednak, kolejny raz zresztą, że decyzje będą podejmowane "z posiedzenia na posiedzenie" Rady Polityki Pieniężnej. Na najbliższym, w listopadzie, wiele zależeć będzie od nowej projekcji NBP.