Rolnicy i właściciele sadów coraz częściej skarżą się, że nie mają chętnych do zbioru owoców. - Do zbiorów jabłek zatrudniliśmy głównie Ukraińców, pojedyncze osoby pochodzą z innych państw. Polaków w ogóle nie mamy - powiedziała w rozmowie z portalem WP.pl pani Agnieszka, sadowniczka z woj. mazowieckiego. Na internetowe ogłoszenie nikt nie odpowiedział, a pracowników znaleziono dopiero przez lokalną agencję pracy.
Sytuacja zależy od regionu. Sadownik w woj. lubuskiego przyznał, że od 2 lat chętniej pracują Polacy niż Ukraińcy, a do zbiorów zgłosiło się wiele osób w wieku 20-50 lat. Jednak poszukiwania kandydatów, niezależnie od narodowości, były trudne. Mimo to w sektorze przeważają obywatele Ukrainy. Jak powiedział portalowi WP Alex Kartsel, wiceprezes agencji pracy EWL Group, Polacy są uzupełnieniem i najczęściej chodzi o osoby "z okolicznych powiatów, tam, gdzie pracodawca zapewnia dojazd i zakwaterowanie". - Obserwujemy rosnąca grupę cudzoziemców z Gruzji, Mołdawii i Białorusi, a w mniejszym stopniu z krajów Azji - wyjaśnił specjalista. Zwiększa się także liczba pracowników z Bangladeszu, Nepalu i Kolumbii.
Pracownicy często też rezygnują w trakcie sezonu. - Często obywatele Ukrainy zobowiązują się do pracy w sadach, ale już po kilku dniach rezygnują i podejmują się innej pracy - stwierdził Piotr Janota, prezes Stowarzyszenia Polskich Dystrybutorów Owoców i Warzyw "Unia Owocowa". Jak wylicza stowarzyszenie, średnie stawki przy zbiorze są takie, jak stawka minimalna, a więc 30,50 zł brutto za godzinę. To 244 zł brutto dniówki i ok. 5,6 tys. brutto miesięcznie. Coraz popularniejsza jest także praca na akord.
Bywa, że sadownicy konkurują o pracowników. Niejednokrotnie dodatkowymi atutami są zakwaterowanie, transport czy posiłki, choć zwiększa to koszty. Tymczasem m.in. przez przymrozki tegoroczne zbiory będą na świecie mniejsze nawet o 865 tys. ton. W Polsce, w niektórych miejscach, straty sięgają nawet 85 proc. Pomimo tego ceny skupu jabłek pozostają niskie.
Rosnącym problemem jest legalizacja zatrudnienia sezonowego. Chętni do takiej pracy obcokrajowcy często nie dostają wizy lub muszą długo czekać na oświadczenia i zezwolenia. W przyszłości problem z dostępnością sezonowych pracowników może się jeszcze pogłębić. - Liczba obywateli Ukrainy gotowych do pracy w sadownictwie stopniowo maleje, dlatego już teraz warto otwierać się na rekrutację z innych kierunków, takich jak Gruzja, Mołdawia czy kraje Azji. Kluczowe jest jednak, by ten proces przebiegał w ramach zrównoważonej i bezpiecznej polityki migracyjnej, aby wspierał rozwój rolnictwa i stabilność rynku pracy. W przeciwnym razie za kilka lat możemy odczuć to wszyscy - po prostu zostaniemy bez jabłek na naszych stołach lub będziemy płacić za nie znacznie więcej - podsumował Kartsel.
Czytaj też:Polska wieś u progu katastrofy. Rolnicy oddają zbiory za darmo. "Wielu wkrótce zrezygnuje". To powód
Źródło:WP