Alarm ekonomistów. Nadchodzi korekta, jakiej giełdy nie widziały od lat? "Są za drogie"

Akcje spółek notowanych na giełdzie w USA (ale też w kilku innych krajach) mogą być już przewartościowane, ostrzega część ekspertów. Coraz głośniej mówi się, że możemy mieć bańkę spekulacyjną. W tym kontekście najczęściej wymienia się spółki technologiczne. Czy rzeczywiście tak jest?
Giełda w Nowym Jorku - zdjęcie ilustracyjne
Fot. REUTERS/Brendan Mcdermid

Mimo piątkowych mocnych spadków na giełdzie w USA (główny indeks Dow Jones stracił 1,9 proc., a Nasdaq 3,5 proc.) wywołanych nową odsłoną wojny handlowej między USA a Chinami, do tej pory w działaniach inwestorów nie widać było wielkiej nerwowości. Zaniepokojenie stanem rynku artykułowała natomiast część rynkowych ekspertów i instytucji, którzy już w zasadzie nie zastanawiają się, czy większa korekta (niż ta piątkowa) wystąpi, a kiedy do niej dojdzie. Najgłośniejsza była w ostatnich dniach wypowiedź szefa największego amerykańskiego banku JPMorgan, który wprost ostrzega przed ryzykiem poważnej przeceny na amerykańskiej giełdzie.

- Jestem znacznie bardziej zaniepokojony niż inni poważną korektą na rynku - mówił Jamie Dimon, prezes i dyrektor generalny giganta bankowego z Wall Street (ulica w dzielnicy finansowej Nowego Jorku, gdzie mieści się siedziba amerykańskiej giełdy akcji). Jego zdaniem spadki mogą wystąpić w ciągu najbliższych sześciu miesięcy do dwóch lat.

Kryzys finansowy za rogiem? 

- Jeśli rynek wycenia takie prawdopodobieństwo na 10 proc., to ja dałbym raczej 30 proc. Jest wiele czynników, które tworzą atmosferę niepewności m.in. zagrożenia związane z otoczeniem geopolitycznym, wydatkami fiskalnymi i remilitaryzacją świata. Wszystko to powoduje wiele problemów, na które nie wiemy, jak odpowiedzieć. Dlatego twierdzę, że poziom niepewności w umysłach większości ludzi powinien być wyższy niż ten, który nazwałbym normalnym - mówił jednoznacznie. 

Zobacz wideo Maciej Samcik radzi, jak inwestować mały kapitał: obligacje skarbowe

Jego prognoza może budzić niepokój, ale według Piotra Kuczyńskiego, analityka Xelion, nie powinno się jej traktować zbyt poważnie. Głównie ze względu na bardzo szeroki zakres czasowy, którego dotyczy. - Szczerze mnie to rozbawiło. Dwa lata to jest bardzo dużo czasu. Ja też mógłbym powiedzieć w 1997 r. "spodziewam się korekty od pół roku do dwóch lat". I po tych dwóch latach, gdyby ktoś wytrzymał dwa lata, to by zyskał, nie wiem, 150-200 proc., a jakby wytrzymał cztery lata, to by zyskał 400 proc. - mówi nam. - Takie wróżby to każdy może rzucać i to nic nie znaczy. Dwa lata to naprawdę długi okres. Jest to mało poważna prognoza - dodaje. 

Przypomina, gdy w 1996 roku Alan Greenspan, ówczesny prezes amerykańskiej Rezerwy Federalnej, wygłosił przemówienie, w którym po raz pierwszy użył terminu "irracjonalny entuzjazm". Odnosił się wtedy do rosnącej bańki internetowej na giełdzie i ostrzegało przed sztucznie rosnącymi akcjami na rynku. - Wtedy indeksy spadły o 2 proc., po czym rosły przez cztery lata i Nasdaq (indeks akcji spółek technologicznych - red.) zyskał 400 proc. Miał rację, tylko dopiero po tych 400 proc. nastąpiła 80-procentowa korekta i sprowadziła Nasdaq do poziomu właściwego - wspomina Piotr Kuczyński. Do podobnej sytuacji może dojść obecnie. - Rynki są w takiej fazie w tej chwili, że nic na nie nie działa chłodząco. Musiałoby się pojawić jakiś czarny łabędź, ale w tej chwili nie potrafię wymyślić, co mogłoby spowodować zmianę nastawienia inwestorów, zmianę nastawienia również sztucznych inteligencji, czyli komputerów, które kierują olbrzymią ilością handlu na Wall Street - przyznaje Piotr Kuczyński. 

Giełda w Nowym Jorku - zdjęcie ilustracyjne
Giełda w Nowym Jorku - zdjęcie ilustracyjneFot. REUTERS/Andrew Kelly

Akcje są przewartościowane? Analitycy nie mają wątpliwości

W samej istocie bowiem analityk Xelion zgadza się z szefem JPMorgan. - Jest oczywiście wiele ostrzeżeń, że na rynku panuje FOMO (Fear of missing out - strach przed przegapieniem czegoś, np. hossy i związana z tym utrata potencjalnych zysków - red.). I to absolutnie słusznych. Ja się z tym całkowicie zgadzam. Akcje w Stanach są zdecydowanie za drogie. Zwłaszcza czołowa dziesiątka, ale to może trwać ad infinitum. To może trwać, trwać i trwać - mówi nam Piotr Kuczyński. Wymienić można chociażby, że akcje Microsoft wzrosły w tym roku o 24 proc., NVIDIA o 43 proc., a Alphabet o 27 proc. (właściciel Google). Z kolei cały indeks S&P 500 umocnił się w tym roku o 14,5 proc., a w perspektywie trzech lat wzrósł o 86 proc. - Jeszcze te spółki same siebie nakręcają: OpenAI przyznaje nowe kontrakty, Nvidia inwestuje w Intel - to ciągnie cały sektor do góry. No i tak zabawa trwa i na razie nie widać końca. To, że akcje są za drogie, to nie znaczy, że nie mogą być jeszcze za drogie do kwadratu - zapowiada analityk. 

O tym jednak, że akcje w USA są za drogie, mówi nie tylko nasz rozmówca czy szef JPMorgan, ale także Bank Anglii. Zdaniem bankowych ekspertów ryzyko ostrej korekty rynkowej wzrosło, ponieważ "wyceny na rynku akcji wydają się zawyżone, szczególnie w przypadku spółek technologicznych skoncentrowanych na sztucznej inteligencji". Komitet Polityki Finansowej Banku Anglii przestrzega, że rynki akcji są szczególnie narażone, jeśli oczekiwania inwestorów dotyczące wpływu sztucznej inteligencji staną się mniej optymistyczne. 

Podobne apele podnosił Międzynarodowy Fundusz Walutowy. Jego szefowa Kristalina Georgieva stwierdziła, że światowa gospodarka wykazała się zaskakującą odpornością w obliczu wojny handlowej Donalda Trumpa, ale obawia się rozgrzanego rynku. - Zapnijcie pasy: niepewność stała się nową normą. Zanim ktokolwiek odetchnie z ulgą, proszę, posłuchajcie: globalna odporność nie została jeszcze w pełni przetestowana. I są niepokojące oznaki, że ta próba może nadejść - zapowiadała.

- Nie ma takiego człowieka, który potrafiłby przewidzieć, kiedy to (trend wzrostowy, hossa - red.) się wypali. Można trafić jedynie przez przypadek i wtedy, tak jak Nouriel Roubini, będzie się kąpał w sławie tego, który przewidział kryzys - przekonuje Piotr Kuczyński, nawiązując do ekonomisty, który ostrzegał przed globalnym kryzysem finansowym z 2008 roku. 

Przeczytaj też: "Szykują społeczeństwo na kryzys. Bank przystąpił do działania. Tyle trzeba mieć przy sobie gotówki".

Źródła:The Guardian, Reuters, CNN

Więcej o: