Waszyngton zdecydował o nałożeniu sankcji na Łukoil i Rosnieft, czyli dwie największe rosyjskie spółki naftowe. Ma to związek z wojną w Ukrainie i brakiem zaangażowania Kremla w proces pokojowy. Zamrożone zostaną wszystkie aktywa w USA należące do tych przedsiębiorstw, dodatkowo amerykańskie firmy czy osoby prywatne nie będą mogły z nimi prowadzić interesów. Sankcje dotyczą także kilkudziesięciu spółek zależnych tych podmiotów. Stany Zjednoczone grożą też konsekwencjami zagranicznym instytucjom finansowym prowadzącym interesy z rosyjskimi przedsiębiorstwami naftowymi. To m.in. banki umożliwiające sprzedaż ropy w Chinach, Indiach i Turcji. Jak podaje Bloomberg, Rosnieft i Łukoil odpowiadają za prawie połowę rosyjskiego eksportu surowca.
To pierwsza taka decyzja Donalda Trumpa w trakcie drugiej kadencji. Na sprawę szybko zareagował Pekin. W czwartek rzecznik chińskiego MSZ Guo Jiaken oświadczył, że "Chiny konsekwentnie sprzeciwiają się jednostronnym sankcjom, które nie mają podstaw w prawie międzynarodowym i nie są autoryzowane przez Radę Bezpieczeństwa ONZ"
Rzecznik chińskiego MSZ skrytykował również 19. pakiet sankcji unijnych wobec Rosji, który został uzgodniony w środę, 22 października. Sankcje uderzają również w chińskie firmy. Jak stwierdził przedstawiciel rządu w Pekinie, "Chiny nie są ani twórcą kryzysu na Ukrainie, ani jego stroną". Ogłoszono też, że Pekin "podejmie wszelkie niezbędne środki w celu ochrony swoich uzasadnionych praw i interesów".
Poinformowano również o złożeniu "poważnych protestów w UE" w tej kwestii. Pekin zwrócił się do Brukseli, żeby przestała robić problem z Chin i podważać interesy, bo nie sprzyja to zdrowemu i stabilnemu rozwojowi stosunków. Padło też pytanie o wpływ przywódcy Xi Jinpinga na Władimira Putina w kwestii zakończenia wojny. - Dialog i negocjacje są jedyną realną drogą wyjścia z kryzysu ukraińskiego. Przymus i wywieranie presji na innych nie rozwiąże żadnego problemu - odparł Guo.
Jak wyjaśnił sekretarz skarbu USA Scott Bessent, sankcje uderzają w firmy odpowiedzialne za finansowanie kremlowskiej "machiny wojennej". - To czas, by zakończyć zabijanie i ogłosić natychmiastowe zawieszenie broni - stwierdził. Wspomniał również, że Waszyngton gotów jest podjąć dalsze kroki, jeśli nic się nie zmieni. Decyzja budzi zdziwienie, ponieważ Donald Trump opierał się naciskom Kongresu, by wprowadzić sankcje. Jednak mogła go przekonać niechętna postawa Kremla wobec negocjacji. Prezydent wycofał się bowiem również z drugiego planowanego szczytu z Putinem.
Tymczasem rzeczniczka rosyjskiego MSZ Maria Zacharowa stwierdziła, że Rosja jest odporna na zachodnie sankcje. - Nasz kraj wypracował sobie silną odporność na zachodnie ograniczenia i będzie nadal pewnie rozwijać swój potencjał gospodarczy, w tym potencjał energetyczny - powiedziała. Konfiskatę rosyjskich aktywów nazwała z kolei kradzieżą, która spotka się z "bolesną odpowiedzią" ze strony Moskwy. Propozycja Komisji Europejskiej zakłada wykorzystanie zamrożonych w Europie aktywów, aby udzielić Ukrainie pożyczki w wysokości 140 mld euro.
Czytaj też:USA nakładają sankcje na Rosję. Uderzą w gigantów. Ceny już wystrzeliły
Źródła:Interia, Barrons, The Guardian