Dwie godziny rozmów w Białym Domu między premierem Węgier Viktorem Orbanem i prezydentem USA Donaldem Trumpem, do których doszło 7 listopada, miały być wielkim sukcesem. Jak poinformował później premier, Węgry uzyskały "ogólne, nieograniczone czasowo zwolnienie" na zakup rosyjskiej ropy naftowej i gazu ziemnego. Chodziło o surowce dostarczane rurociągami TurkStream i Przyjaźń.
W przyjaznym tonie i zrozumieniu dla prośby z Budapesztu wypowiadał się również Donald Trump. - Przyglądam się temu, bo jest mu trudno sprowadzać ropę i gaz z innych obszarów. To jest wielki kraj, ale nie mają dostępu do morza - stwierdził, podkreślając, że niektóre państwa europejskie, choć mają lepszą sytuację, to i tak sprowadzają rosyjskie surowce. Jak się jednak okazało, oficjalne dokumenty nie potwierdziły doniesień o amerykańskich ulgach.
Na liście państw, które zostały zwolnione z amerykańskich sankcji, nie ma Węgier. Cztery tymczasowe zwolnienia dotyczące sankcji na rosyjskie koncerny Rosnieft i Łukoil Stany Zjednoczone wydały przed kilkoma dniami. Już po wizycie Viktor Orban twierdził, że wywalczył bezterminowe zwolnienie w przypadku Gazpromu, jednak sekretarz stanu Mark Rubio sprostował, że chodzi jedynie o rok. Mimo to w dokumentach takie zwolnienie się nie pojawiło i nie wiadomo, czy to problem techniczny, czy coś poważniejszego.
Pierwsze zwolnienie dotyczy Kazachstanu. Drugie sieci ponad 5 tysięcy stacji benzynowych Łukoil, funkcjonujących w wielu państwach, również należących do UE. Trzecie związane jest z ciągłością działania bułgarskiej rafinerii Neftochim. Większościowym udziałowcem jest tam Łukoil. Z tym rosyjskim koncernem związane jest też ostatnie zwolnienie, które ma umożliwić reorganizację jego zagranicznych aktywów. Jak napisano w uzasadnieniu decyzji, chodzi o zagwarantowanie bezpieczeństwa dostaw paliw na lokalne rynki.
Dla węgierskiej gospodarki dostawy rosyjskich surowców są kluczowe. W I połowie 2025 roku kraj ten importował ze wschodu 95 proc. gazu ziemnego i 92 proc. ropy naftowej. Pomimo wojny i sankcji w ostatnich latach dostawy jeszcze się zwiększyły. Premier Orban stwierdził, że rezygnacja z tych dostaw spowodowałaby podwojenie rachunków za prąd i nawet potrojenie opłat za gaz.
"Nadszedł czas, by wszyscy wrócili do rzeczywistości. Dostawy energii nie są tematem politycznym, ale geograficznym. Politycy nie mogą ogrzać domów czy wody, ani sprawić, że fabryki i państwo będą działać. Do tego potrzebni są dostawcy energii: gazu i ropy" - napisał w październiku na Facebooku minister spraw zagranicznych Węgier, Péter Szijjártó.
Czytaj też:Orban po spotkaniu z Trumpem ogłosił sukces. "Nie mają dostępu do morza, jest mu trudno"
Źródło:IAR