Prawo i Sprawiedliwość wraca do tematu książeczek mieszkaniowych z czasów PRL-u. Przed laty zachęcano Polaków w ten sposób do odkładania na mieszkanie. Na przestrzeni lat pieniądze zgromadzone na kontach straciły jednak na wartości z powodu wysokiej inflacji, która miała miejsce przede wszystkim w latach 80. i 90. XX wieku. Oszczędności dramatycznie się więc zmniejszyły, a sądy zdecydowały, że nie zostaną zwaloryzowane, co do dziś boli wielu Polaków. Dlatego PiS złożył wniosek do Trybunału Konstytucyjnego, by ponownie przyjrzał się przepisom i umożliwił waloryzację tych środków - opisuje "Dziennik Gazeta Prawna".
W grę wchodzą naprawdę duże pieniądze, bo mowa o kwocie 150 mld zł. Posiadacze książeczek mieszkaniowych mogą liczyć jedynie na premię gwarancyjną w wysokości kilkunastu tysięcy złotych. "Chęć wypłaty środków zdeponowanych na rachunku oszczędnościowym oznacza dla każdego posiadacza otrzymanie jedynie niewielkiej kwoty w postaci premii gwarancyjnej, która jest możliwa do uzyskania w przypadku spełnienia określonych warunków. Sytuacja taka nie jest akceptowalna przez wielu posiadaczy książeczek mieszkaniowych (…) i nie powinna być także akceptowana przez państwo polskie" - piszą politycy PiS-u, cytowani przez "DGP".
PiS wraca do tego tematu nie po raz pierwszy. Jeszcze za poprzednich rządów PO i PSL w 2015 r. zgłaszali podobny wniosek do TK. Postępowanie ostatecznie zostało umorzone, ale rozgoryczeni posiadacze książeczek mieszkaniowych pamiętają PiS-owi, że po przejęciu władzy nie zajęli się tym tematem, mimo że podnoszono go na chwilę przed wyborami. - Wygląda na to, że PiS gorączkowo poszukuje poparcia i chce zyskać głosy ponad 1,5 mln posiadaczy książeczek mieszkaniowych. Już raz nas oszukano - mówi w rozmowie z "DGP" Andrzej Kubasiak, prezes Krajowego Stowarzyszenia Posiadaczy Książeczek Mieszkaniowych PKO BP z lat 1970-1989. - Widzę to raczej jako polityczną rozgrywkę. Z tego powodu nie wiążę z tym wielkich nadziei. Gdyby PiS chciało rozwiązać tę sprawę, to miało 8 lat na zmianę przepisów - dodaje.
Stowarzyszenie wydało oficjalny komunikat, w którym przypomina, że wielokrotnie za rządów PiS-u ich zbywano. "Czy można wierzyć politykom PiS w ich dobre intencje, czy jest to kolejny blef, by zyskać elektorat? (...) Pan poseł Terlecki zabronił prolongaty wniosku K-17/15 po wygraniu wyborów. Pan poseł Adamczyk publicznie zapewniał, że będzie się starał o uczciwe rozwiązanie problemu i nic nie zrobił. Pani Wassermann również miała rozeznać sprawę, lecz nigdy więcej nie spotkała się z przedstawicielami stowarzyszenia" - wyliczają członkowie stowarzyszenia. "Pan premier Morawiecki zaprosił nas do Kancelarii Premiera na rozmowę dotyczącą Książeczek Mieszkaniowych PKO BP i nie przyszedł, bo miał 'ważne sprawy w Sejmie'. Przysłał za to ministra 'od niczego', aby nas wysłuchał i przekazał sprawę do wyjaśnienia. Od marca 2021 roku nie dostaliśmy odpowiedzi" - dodają.
Zresztą nawet gdyby udało się uzyskać korzystny wyrok od Trybunału Konstytucyjnego, to de facto nie miałby on większych konsekwencji. Rząd Donalda Tuska już w grudniu 2024 r. wydał jasną deklarację, że nie będzie publikował w Dzienniku Ustaw wyroków Trybunału Konstytucyjnego, którym najpierw kierowała Julia Przyłębska, a obecnie Bogdan Święczkowski. Posiadaczom książeczek zależy na jakimkolwiek wyroku, by mogli się od niego odwołać do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Przy obecnym klinczu nie mają takiej możliwości.
Przeczytaj też: Polacy robią furorę w Hiszpanii. "Stają się nowymi Niemcami". Zaskakujące liczby.
Źródła: "Dziennik Gazeta Prawna", Stowarzyszenie Posiadaczy Książeczek Mieszkaniowych PKO BP [Facebook], Oko.press.pl