O tym politycy nie chcą mówić. Oto realny obraz ubóstwa w Polsce. "Co mam kupić, jedzenie czy leki?"

Eryk Kielak
Dzieci sprzedają zabawki na leki dla rodziców, a seniorzy mieszkają w schowkach na miotły. To prawdziwy obraz ubóstwa w Polsce. Miliony osób w całym kraju żyją w fatalnych warunkach, mając do dyspozycji kilkanaście złotych dziennie.
Bieda (zdjęcie ilustracyjne)
Fot. Tomasz Stańczak / Agencja Wyborcza.pl

Nie ma go na mapach, ale to nie znaczy, że jego problemy nie są realne. Biedańsk to symboliczne miasto, w którym "mieszkają" prawie dwa miliony Polaków. I choć nie są w nim dosłownie zameldowani, to istnieją. Mowa bowiem o metaforycznym mieście, do którego można by przynieść wszystkich Polaków żyjących w skrajnym ubóstwie. Jego liczebność przebiłaby wtedy liczebność Warszawy. W skrajnym ubóstwie żyje bowiem 5,2 proc. populacji Polski - czytamy w "Raporcie o Biedzie" Szlachetnej Paczki. Spróbujmy przenieść się do tego miasta i zobaczyć, jak żyją jego mieszkańcy. 

Przedmieścia Biedańska się rozrosły

- Życie w Biedańsku jest poskładane z progów zwalniających. Człowiek wstaje i czasem nawet nie spodziewa się, gdzie znowu się potknie - mówi nam Magdalena Łukasik ze Stowarzyszenie WIOSNA, współautorka raportu. - Problemy, z którymi ludzie w Biedańsku bardzo często mają do czynienia, to na przykład głód - czy zjem ciepły posiłek danego dnia, czy będę miał za co jutro kupić jedzenie. To także problemy z opłaceniem podstawowych rachunków i tak naprawdę myślenie dzień w dzień o tym, co będzie jutro - dodaje. 

Z Biedańska wyjechał co czwarty mieszkaniec, a pomimo tego nadal pozostaje on największym miastem w Polsce. Ludność zmniejszyła się o ok. 600 tys. osób w ciągu roku, od poprzedniego raportu. Duża część z nich przeprowadziła się jednak na przedmieścia Biedańska do miejscowości: Podkreską, Niedosyt, Chorowite. Biedańsk z wielkiego miasta zmienił się w aglomerację. W jego obwarzanku w zasięgu ubóstwa relatywnego żyje ponad 13 proc. Polaków, czyli blisko 5 mln osób. Ubóstwo relatywne mierzy dystans między osobami nim dotkniętymi a resztą społeczeństwa. Masz pracę, dach nad głową, ale zaczynasz być za peletonem - nie doganiasz już połowy społeczeństwa, a oni oddalają się coraz szybciej. 

Przed przedmieściami Biedańska jest jeszcze "sfera niedostatku". Chodzi o życie poniżej minimum socjalnego. Określa ono poziom umożliwiający pokrycie podstawowych kosztów życia, pracy, edukacji, utrzymywania więzi społecznych czy uczestnictwa w kulturze. Poniżej tej granicy jest niedostatek - codzienność, w której zaczynają się trudne wybory co ograniczyć, z czego zrezygnować, co odpuścić. Ten problem dotyczy 41,3 proc. gospodarstw domowych. 

- Do Biedańska można przybyć na bardzo różne sposoby. Można w Biedańsku się urodzić, ponieważ zjawisko biedy dziedziczonej w Polsce jest obecne i dzieci, które przychodzą na świat w rodzinach dotkniętych ubóstwem, mają bardzo małe szanse na wyjście z tej biedy - zauważa Magdalena Łukasik. - Natomiast do Biedańska można po prostu trafić w wyniku różnych życiowych kryzysów. Jeśli nie mamy poduszki, na którą możemy bezpiecznie spaść w postaci oszczędności czy jakiegoś kapitału ludzkiego, rodziny, która nam pomoże, to droga do Biedańska jest bardzo szeroka i bardzo łatwo tam trafić - dodaje. 

Zobacz wideo W Polsce nierówności społeczne są zwiększane przez politykę fiskalną

Polska nie jest wolna od problemu ubóstwa

W 2024 roku w Polsce granicą ubóstwa skrajnego dla osoby żyjącej samotnie było 972 zł. Tyle w teorii powinno wystarczyć miesięcznie do zaspokojenia podstawowych potrzeb. Kwota ta wyznacza jednak maksymalny pułap, a wiele osób doświadczających biedy żyje za zdecydowanie mniej. W takiej sytuacji jest m.in. 57-letnia Grażyna. - Kiedyś jeszcze z mężem prowadziliśmy gospodarkę. On robił w polu, a ja sprzedawałam na targu nasze warzywa. Do dziś pamiętam, że marchew mieliśmy po trzy pięćdziesiąt. Nigdy bym nie pomyślała, że moje życie będzie kiedyś warte trzy kilo marchewki. Tyle mam na jeden dzień z ciężko chorą od urodzenia córką - 10 złotych i 47 groszy! To wszystko z zasiłku - żali się.

Poszłabym do tego urzędu, co mi to przyznał, położyła te pieniądze na stole i zapytała: Co mam kupić, jedzenie czy leki? Jakie jedzenie? Czerstwy chleb czy twaróg po terminie?

- dodaje smutno. 

Biedna seniorka
Biedna seniorkaSzlachetna Paczka

Takich historii w Biedańsku jest więcej. Rodzina Marioli ma na osobę 286 zł na cały miesiąc, bo ZUS zmienił stopień niepełnosprawności jej męża po udarze ze znacznego na umiarkowany, pozbawiając go zasiłku pielęgnacyjnego. Ich syn Pawełek "zaczął sprzedawać swoje zabawki, żeby kupić leki dla taty". Zrezygnował też z marzenia o byciu piłkarzem i poszedł do szkoły gastronomicznej. - On potrafi wyczarować coś z niczego. Ale kiedy widzę, jak szuka w szafce mąki, a tam pustka, ściska mnie - opowiada jego matka. Sama musiała podejmować decyzje, których żadna matka nie powinna podejmować - wybierać, który z synów pierwszy dostanie kurtkę na zimę. 

Dzieci w Polsce żyją w ubóstwie. To trudny początek

Zagrożonych biedą w Polsce jest 364 tys. dzieci. W Biedańsku chodzą oni do "szkoły zawodu", gdzie w pierwszej klasie otrzymują pudełko szarych kredek, którymi narysują swoją przyszłość i zeszyt w bardzo wąskie linie, żeby jak najszybciej nauczyli się, że pod kreską nie ma miejsca na marzenia. Na matematyce uczą się liczyć na siebie, a na biologii radzenia sobie z głodem, chłodem i bólem. - Ich przyszłość nie będzie kolorowa, a szkoła, w której są, ma nie nauczyć ich zawodu, tylko przygotować ich na zawody, przygotować na rozczarowania i na to, że często trzeba będzie z różnych rzeczy zrezygnować - zauważa Magdalena Łukasik.

Rezygnują z dalszego kształcenia, ponieważ po prostu na to nie ma pieniędzy, a trzeba zacząć gdzieś zarabiać, trzeba iść do pracy, żeby mieć za co się utrzymać

- dodaje. 

Dzieci z Biedańska chodzą też do normalnych szkół. Jednym z nich jest 12-letni Kuba, który dostał niedawno uwagę za brak "stroju na WF". Chodziło właściwie o buty, które Kuba ma, ale jeden z nich sklejony jest na klej. Gdy zaczyna biegać, jego podeszwa się odkleja i uderza w ziemię, wystukując rytm biedy. - Dzieci na pewno mają problem z tym, że po prostu odstają. Bieda to też takie zjawisko, które zwłaszcza wśród dzieci bardzo mocno izoluje, ponieważ dzieci szybko wyłapują, że ktoś jest inny, ktoś ma mniej i ktoś właśnie ma buty sklejane kropelką. Ten wstyd, który potem zostaje w dzieciach, naprawdę z nimi idzie przez całe życie - mówi nam Magdalena Łukasik. 

Dla niemal połowy rodziców wyprawka szkolna oznacza wydatek ponad 500 zł. Co piąty wyda więcej niż 700 zł, a zaledwie 13 proc. zmieści się w kwocie do 300 zł, odpowiadającej wysokości świadczenia z programu "Dobry Start". Co trzeci uczeń nie wyjechał na wakacje w 2024 roku. Wśród nich 44 proc. ze względu na brak funduszy na wyjazd.

Emeryci w szalenie trudnej sytuacji. Nie stać ich na podstawowe dobra

W Biedańsku żyją też seniorzy. 433,1 tys. osób w 2024 r. pobierało tzw. emeryturę głodową, czyli niższą niż najniższa emerytura przewidziana prawem (1789,96 zł). Od grudnia 2011 r. ich liczba zwiększyła się 18-krotnie. Wśród nich jest m.in. Zdzisława, która żyje za 964 zł miesięcznie, z czego część odkłada na pomnik dla ukochanego męża, który odszedł dwa lata temu. Od dwudziestu lat śpi pod tą samą powycieraną kołdrą, z której sypie się pierze. Każdej nocy trzęsie się pod nią z zimna i walczy o jeszcze jeden dzień życia. - Ta kołdra wydawała się cieplejsza, gdy żył mój mąż - wyznaje. 

Biedna seniorka
Biedna seniorkaSzlachetna Paczka

Niektórych nie stać nawet na leki. Na 523 mln wystawionych recept, 78 mln pozostaje niezrealizowanych. Mieszkańcy Biedańska wpadają w błędne koło, z którego nie mogą się wydostać. Z powodu złych warunków, w których żyją, zaczynają chorować. W takiej sytuacji potrzebują więcej pieniędzy - na leki, poprawienie warunków mieszkalnych i podstawowe potrzeby. Tych jednak nie mają, przez co ich sytuacja tylko się pogarsza. Tak wygląda życie np. Leona.

- Choruję na astmę, która zaostrza się, jak jest zimno, więc lekarz każe mi unikać chłodu. Ale mieszkam w lokalu ogrzewanym starym piecem, który dymi, a od dymu mocniej kaszlę, więc muszę je wietrzyć. Jak otwieram okna, to się wyziębia, więc wolę nie palić w piecu i nie wietrzyć. Ale wtedy wilgoć się zbiera, rośnie grzyb na ścianie i mi się pogarsza. Jak jest mokro, to mocniej czuć zimno, więc przeziębiam sobie nerki i puchną mi nogi. Jak puchną, to bolą, więc nie mam siły ich rozchodzić, a mam też kręgosłup chory i nakaz, żeby spacerować. Jak tym kołem nie zakręcę, to i tak pudło - opowiada. 

Warunki mieszkaniowe Polaków pozostawiają wiele do życzenia

Niemal co dwudziesty Polak żyje w lokalu, który nie nadaje się do mieszkania ze względu na złe warunki (przeciekający dach, wilgoć, zagrzybienie). Co więcej, 1,1 mln osób w Polsce nie stać na zapewnienie odpowiedniego ciepła w swoim domu. Warunki mieszkaniowe niektórych Polaków przerażają. Na przykład Stefan mieszka w komórce, która kiedyś była schowkiem na miotły. 

Jest przynajmniej ciepło, bo obok idzie pion grzewczy. Mogę tu spać w zamian za drobne roboty na podwórku, grabię liście, odśnieżam. Dostałem nawet własny klucz i wstawiłem tu sobie stary fotel, na którym śpię

- opowiada. 

Fatalne warunki mieszkaniowe
Fatalne warunki mieszkanioweSzlachetna Paczka

Niektórzy seniorzy z Biedańska nazywają swoje mieszkania "więzieniami". Czterech na dziesięciu polskich seniorów odczuwa izolację społeczną, a ponad połowa osób powyżej 60. roku życia mieszka samotnie. Jedyną winą skazanych na nie jest wiek, zdrowie i niska emerytura. Tu nawet racje żywnościowe są ograniczone, a balkon 1 na 2 metry służy za spacerniak. Takich seniorów jest naprawdę wielu. 87-letnia Maria od wielu lat nie opuściła swojego mieszkania. Ze względu na problemy z chodzeniem jest więźniem czwartego piętra. W bloku nie ma windy, a sama nie da rady zejść po schodach. 

Z kolei Brygida mieszka na skraju małej wykluczonej komunikacyjnie miejscowości. Każde zakupy to wielogodzinna wyprawa pełna bólu i wstydu. - Nie udźwignę toreb. A co, jeśli będę musiała do toalety i nie wytrzymam? W mieście wszystko płatne. Te dwa złote to czasem moje być albo nie żyć - zwierza się. Dlatego wielu mieszkańców Biedańska pozostaje niewidocznych. Zamkniętych we własnych mieszkaniach albo przechadzających się ulicami Biedy, Inflacji i Bezrobocia. Nikt o nich ani o ich potrzebach nie ma pojęcia. Tę bańkę od kilku lat starają się przebijać wolontariusze. 

Mieszkańcy Biedańska mogą być niewidoczni, ale realnie potrzebują pomocy

- Bardzo trudno jest dotrzeć do rodzin, które potrzebują pomocy, bo są one bardzo skryte. Nikt z nas nie lubi mówić o swojej ciężkiej sytuacji, o swoich trudnościach i o swojej biedzie. I też nie miałem takiej świadomości, dopóki nie dołączyłem właśnie do wolontariatu w Szlachetnej Paczce. Mijałem te domy, te mieszkania codziennie, idąc do szkoły, później do pracy czy nawet na zakupy. A jednak, kiedy już zostałem wolontariuszem i te domy odwiedziłem, to dopiero wtedy dostrzegłem naprawdę ciężkie warunki i ciężką sytuację tych rodzin - opowiada nam wolontariusz Dawid. 

- W rodzinach, w których zajmujemy się podstawowymi potrzebami, to często np. lodówka lub pralka. Mogą to wydawać się z pozoru drobne rzeczy, a jednak mają ogromne znaczenie. Pomyślmy sobie, jak wyglądałoby nasze życie bez pralki czy bez lodówki. To są takie absolutnie podstawowe rzeczy. To jest właśnie ten peleton. My wszyscy jedziemy i mamy pralkę, mamy lodówkę, a ktoś zostaje z tyłu peletonu - nie ma lodówki, nie ma pralki. To, co my mamy szansę zrobić w Szlachetnej Paczce, to zadbać o to, żeby oni mogli nas może trochę dogonić - opowiada współautorka raportu. Darczyńcom może zostać każdy. Więcej informacji można znaleźć na stronie organizacji [LINK].

Eryk Kielak
Więcej o: