Andrej Babis wraca na stanowisko premiera Czech po czterech latach spędzonych w opozycji. Dziś, 9 grudnia, prezydent Petr Pavel mianował go na stanowisko szefa rządu.
Nowy rząd zostanie mianowany przez prezydenta w najbliższy poniedziałek, 15 grudnia i dopiero wtedy Babis realnie przejmie władzę po Petrze Fiali. Już trzy dni później uda się na unijny szczyt do Brukseli. Czeski prezydent zwrócił uwagę, że zmiana na czele rządu ma miejsce w niespokojnych czasach wyzwań dotyczących bezpieczeństwa i trudniejszej sytuacji gospodarczej. - Będziemy musieli zmierzyć się z wieloma problemami, które dla opinii publicznej nie będą przyjemne. Będzie to wymagać nie tylko wizji, ale również odwagi - powiedział Petr Pavel podczas uroczystości mianowania Babisa.
- Dołożę wszelkich starań, abyśmy w pełni zrealizowali program rządu i aby Republika Czeska stała się najlepszym na całej planecie miejscem do życia - zadeklarował z kolei nowo mianowany premier. Zapewnił, że obietnice wyborcze będą realizowane. Nowa rządząca koalicja, składająca się z trzech partii (ANO Babisa, prawicowej, eurosceptycznej partii Zmotoryzowanych oraz skrajnie prawicowej, eurosceptycznej SPD) obiecała między innymi wyższe wydatki socjalne, tańszą energię, wzrost wynagrodzeń w budżetówce i poprawę dostępności mieszkań.
Zresztą, Czesi wybrali Babisa między innymi na fali ekonomicznego rozczarowania rządami Petra Fiali. - Kiedy znacząco wzrosły ceny podstawowych produktów, ale także energii, bardzo długo zwlekał z podjęciem jakichś działań. Później pojawił się rządowy program nazwany "parasol przeciwko drożyźnie". Okazało się jednak, że ten parasol był dość dziurawy i niewielki. Można obrazowo powiedzieć, że to parasol, który przeciekał - mówił na początku października w rozmowie z Next.gazeta.pl dr Krzysztof Dębiec, analityk Ośrodka Studiów Wschodnich (cały tekst linkujemy poniżej).
Andrej Babis ma 71 lat i jest najstarszą osobą obejmującą urząd premiera w czeskiej historii. Jego historia też jest bogata. Urodził się w Bratysławie, za czasów Czechosłowacji, z pochodzenia jest Słowakiem. Był już premierem, w latach 2017-2021, a wcześniej, w latach 2014-2017 ministrem finansów. Należał do czechosłowackiej partii komunistycznej, został też zapisany w aktach służby bezpieczeństwa tamtego okresu jako tajny współpracownik (pseudonim Bureš). Pracował w centrali handlu zagranicznego. W pierwszej połowie lat 90. XX wieku założył Agrofert. Prywatny koncern specjalizuje się głównie w branży chemicznej, rolnej i spożywczej, w jego skład wchodzi około 200 firm.
Babis, by móc zostać premierem i uniknąć zarzutu konfliktu interesów, musiał pozbyć się swoich biznesów. Robił to zresztą już kiedy poprzednio był u władzy, jednak wtedy aktywa przekazał funduszom powierniczym, którymi zarządzały powiązane z nim, bliskie mu osoby. Tym razem ma być inaczej. Agrofertem ma zarządzać niezależny powiernik. - Zdecydowałem o bezpowrotnej rezygnacji z Agrofertu, z którym już nigdy nie będę miał nic wspólnego. Ten krok - dalece wykraczający poza wymogi ustawy - nie był dla mnie łatwy. Budowałem swoją firmę przez pół życia - mówił Andrej Babis. Jego potomkowie przejmą biznes dopiero po jego śmierci. Poza tym, na budzącym kontrowersje polityku wciąż ciążą oskarżenia dotyczące unijnej dotacji.
Politycznie Babisowi blisko do premiera Węgier Viktora Orbana i szefa słowackiego rządu Roberta Ficy. Wszyscy trzej mają potencjał do budowy grupy "hamulcowych" w Unii Europejskiej, w tym w kwestii wojny w Ukrainie. Nowy czeski premier zapowiadał już ograniczenie pomocy wojskowej dla Ukrainy z budżetu Czech i sugerował możliwość zakończenia inicjatywy, w ramach której pozyskiwana jest amunicja dużego kalibru dla Ukrainy. Opowiadał się także przeciw polityce migracyjnej UE oraz planom rozszerzenie opłat od emisji CO2 na gospodarstwa domowe i paliwa do samochodów (ETS2).