Wraca czeski Donald Trump. A z nim problemy. "To byłby wstyd dla Czech"

Andrej Babisz pewnie zmierza po powrót do władzy. Tym razem ma silniejszą pozycję negocjacyjną z potencjalnymi koalicjami. Będzie musiał dogadać się także z prezydentem, który ma podstawy, by nie zaprzysięgać go na premiera. Właśnie ważą się losy czeskiej polityki.
Wybory w Czechach - Andrej Babis
Fot. REUTERS/Eva Korinkova

- Przyszliśmy, żeby powiedzieć wam, że nic nie zostało przesądzone. Musimy się zmobilizować - mówił podczas ostatniego spotkania z wyborcami lider populistycznego ruchu ANO Andrej Babisz. Mimo że w ostatnich sondażach poparcie dla ANO delikatnie stopniało i spadło poniżej 30 proc., to wciąż ugrupowanie Andreja Babisza jest mocnym faworytem do zwycięstwa w wyborach parlamentarnych w Czechach. Niewiadomą pozostaje skala tego zwycięstwa. Powrót do władzy skompromitowanego polityka i byłego premiera Czech wydaje się niemal pewny. Centroprawicowa koalicja SPOLU, na której czele stoi obecny premier Petr Fiala, stopniowo odrabia straty, jednak nadal traci do lidera 9 punktów procentowych. Jej szansę na ponowne rządzenie są iluzoryczne. Głosowanie odbędzie się w piątek i sobotę (3 i 4 października).

Zobacz wideo Trump dawno zapowiadał, że urządzi lewicy krwawą łaźnię

Czeski rząd pogrążyła gospodarka. To Czesi zauważyli w swoich portfelach

Na zmianę władzy w Czechach zapowiadało się już od dawna, a październikowe wybory będą jedynie wykonaniem oczekiwanego wyroku na obecnym rządzie. Ma on szalenie małe poparcie w czeskim społeczeństwie. Według sondaży z czerwca zaledwie jedna trzecia Czechów ocenia go pozytywnie. Jeszcze mniejszą popularnością cieszy się premier Petr Fiala. U podstaw tej antypatii leży ekonomiczne rozczarowanie. - Rząd Petra Fiali jest nacechowany mocno liberalnie, jeśli chodzi o pozycje ekonomiczne. Kiedy znacząco wzrosły ceny podstawowych produktów, ale także energii, bardzo długo zwlekał z podjęciem jakichś działań. Później pojawił się rządowy program nazwany "parasol przeciwko drożyźnie". Okazało się jednak, że ten parasol był dość dziurawy i niewielki. Można obrazowo powiedzieć, że to parasol, który przeciekał - mówi w rozmowie z Next.gazeta.pl dr Krzysztof Dębiec, analityk Ośrodka Studiów Wschodnich.

Widać to też w twardych danych. W każdym kolejnym kwartale w latach 2022-2023 siła nabywcza czeskich wynagrodzeń spadała w ujęciu rocznym. Cierpiała zwłaszcza strefa budżetowa. Tu dobrym przykładem są nauczyciele, których pensje w latach 2021-2024 spadły w relacji do przeciętnego wynagrodzenia ze 126 proc. do 109 proc. - W takiej sytuacji jest zrozumiałe, że wielu ludzi było niezadowolonych. Natomiast priorytetem polityki budżetowej dla rządu było raczej obniżanie deficytu, który faktycznie po wydatkach covidowych był dość wysoki. Ubocznym efektem tego zaciskania pasa było przytłumienie wzrostu gospodarczego, które zwłaszcza objawiło się w osłabieniu popytu krajowego. Rząd dodatkowo niespecjalnie był chętny, w sytuacji konsolidacji budżetowej, aby podnosić wynagrodzenia w sferze budżetowej - wyjaśnia dr Krzysztof Dębiec.

Wykorzystało to ANO. - W programie wyborczym, jeśli spojrzymy z bliska, Andrej Babisz obiecuje coś właściwie wszystkim grupom społecznym: od rodzin z dziećmi, przez emerytów, aż po ludzi kultury i służby mundurowe. Natomiast nie ma tam aż tak wielu miejsc, gdzie chciałby wydatki ciąć - zauważa analityk. Z programu wyborczego ANO można wymienić m.in. obniżenie cen żywności, energii i mieszkań, podwyżki w sferze budżetowej oraz obniżenie wieku emerytalnego do 65 lat. Obietnica dużych wydatków socjalnych to nie jedyne, czym Andrej Babisz i jego partia zaskarbili sobie ponownie sympatie Czechów. Lider ANO wprost przyznaje, że nauczył się na błędach z poprzedniej kampanii. - Zmieniłem się. Dojrzałem - deklarował podczas spotkania z wyborcami.

ANO trafiło do młodych. To wiele zmieniło

- Po przegranych wyborach Andrej Babisz wymienił swoich doradców politycznych od marketingu i postawił na zupełnie nowy model komunikacji z wyborcą - oparty na masowym wykorzystaniu najbardziej popularnych mediów społecznościowych, na czele z TikTokiem. Tam stawiał na treści często stricte rozrywkowe, w których starał się przemycać różnego rodzaju przesłania. Z jednej strony powtarzał slogan "za Babisza było lepiej", a z drugiej strony atakował rząd, mówiąc, że jest to rząd aspołeczny, który nie pomaga obywatelom czeskim, lecz troszczy się jedynie o Ukraińców - zauważa dr Krzysztof Dębiec.

Humorystyczne elementy przemycał też podczas spotkań z wyborcami. Polityczka ANO na jednym z nich przebrała się za paczkę frytek, aby zwrócić uwagę na niekorzystne dla pracujących studentów zmiany. Z kolei podczas wystąpienia w Izbie Poselskiej sam Andrej Babisz pojawił się z maskotką fioletowego minionka. Miała ona nawiązywać do premiera Petra Fiali (fialový po czesku oznacza fioletowy). Przyniosło to oczekiwane skutki. W wyborach w 2021 r. zaledwie 13 proc. wyborców w wieku od 18 do 34 lat głosowało na ANO. Tymczasem w sondażu przeprowadzonym między 24 marca a 17 czerwca tego roku wynika, aż 25 proc. wyborców w przedziale wiekowym 18-29 deklarowało głos na ANO. Był to najwyższy wynik spośród wszystkich partii politycznych.

Niepewność koalicyjna. Wiele opcji na stole

Z poprzedniej kampanii Andrej Babisz wyciągnął jeszcze jedną lekcję. - Jego partia wprowadziła największą liczbę posłów, ale znalazł się w sytuacji, w której nie była w stanie sformować koalicji rządzącej. Wielu potencjalnych partnerów koalicyjnych czy partii, które mogłyby tolerować rząd Andreja Babisza, znalazło się pod progiem wyborczym. Skutek był taki, że Babisz nie mógł sformować rządu - wspomina dr Krzysztof Dębiec. Teraz sytuacja ma być inna. Pewne przekroczenia progu wyborczego oprócz ANO są: centroprawicowa partia SPOLU (Razem) - ma ok. 20 proc. w sondażach, skrajnie prawicowa SPD - ok. 13 proc., centrowy STAN (Burmistrzowie i Niezależni) - ok. 12 proc. oraz liberalni Piraci (ok. 10 proc.).

Do tego na granicy progu wyborczego są partie: skrajnie lewicowa Staczilo! (Dość!) oraz prawicowa Motoriste Sobie (Kierowcy dla Siebie), które mają ok. 5 proc. w sondażach, ale eksperci prognozują, że raczej obie te partie znajdą się w parlamencie. Zwłaszcza poparcie dla Kierowców może być zaniżone, bo ludzie wstydzą się przyznawać, że głosują na nich. Partia Kierowców zdaje sobie jednak z tego sprawę i na tydzień przed wyborami rozwiesiła plakaty, w których apeluje, aby na nich głosować, bo "nikt się nie dowie".

- Andrej Babisz nie tylko będzie miał partnerów do rozmów, ale wydaje się, że być może będzie miał nawet możliwość przebierać w opcjach. Może nawet, o czym otwarcie spekuluje się w Czechach, próbować sformułować gabinet mniejszościowy, tolerowany przez te partie, co niewątpliwie byłoby jego preferowaną opcją w tym momencie - mówi nam analityk OSW. W czeskich mediach krąży nawet grafika przedstawiająca, kto z kim chce, a kto z kim nie chce tworzyć koalicji. Opcji jest bowiem bardzo dużo. Mówi się nawet o koalicji ANO z partią ustępującego premiera Petra Fiali.

W tym momencie jest jasne, że bez Babisza nowy rząd nie jest w stanie powstać. Teoretycznie więc w drugim czy trzecim podejściu, gdyby nie poszły mu rozmowy z partiami skrajnej prawicy i lewicy, a takie bardziej poufne rozmowy z częścią partii obecnego rządu wykazywały obiecujące sygnały, to mógłby właśnie próbować stworzyć taki rząd - nazwijmy to 'obrony demokracji' czy 'obrony prozachodniej orientacji kraju', właśnie z częścią obecnego obozu rządzącego

- opowiada dr Krzysztof Dębiec.

Za głównego kandydata do koalicji z ANO wskazuje się jednak partię SPD, chociaż mniejsze partie skrajne też mogą wejść do rządu. Tu pojawia się jednak pewien problem. Mianowicie nie na wszystkie partie przychylnie patrzy prezydent Petr Pavel, który musi zatwierdzić ich członków jako ewentualnych ministrów. Wielokrotnie deklarował on, że w trosce o bezpieczeństwo kraju nie powoła do kierowania MON czy MSZ polityków, którzy opowiadają się za wyjściem Czech z Unii Europejskiej lub NATO. Takie deklaracje składają m.in. politycy SPD. Jednocześnie, co warto podkreślić, największy gracz ANO - nie ma takich planów. Nie oznacza to jednak, że Andrej Babisz może być pewny zaprzysiężenia na stanowisko premiera przez czeskiego prezydenta. Za liderem ANO od początku jego kariery politycznej ciągną się zarzuty o konflikt interesów, które wracają także w kontekście tych wyborów.

Andrej Babisz kontra Petr Pavel. Zostanie zaprzysiężony?

- Zarzut o konflikt interesów pojawia się nie tylko dlatego, że jest właścicielem olbrzymiego holdingu Agrofert działającego w branży rolno-spożywczo-chemicznej, ale także dlatego, że jego firmy biorą udział w różnego rodzaju przetargach, pobierają dotacje z budżetu państwa i z budżetu Unii Europejskiej. Przez pewien czas udawało mu się lawirować. Swego czasu przepisał swój biznes do funduszy powierniczych, ale było jasne, że de facto nadal ma kluczowy wpływ na firmy i jest ich beneficjentem. Przeciwnicy polityczni próbowali te przepisy zaostrzać. W praktyce udało się w pełni przeprowadzić jedynie zakaz, aby polityk sprawujący władzę nie kontrolował jednocześnie mediów - relacjonuje analityk OSW.

Andrej Babisz zdążył się jednak przed nim uchronić - sprzedał swoje media. Zrobił to jednak w ten sposób, że formalnie ich nie kontroluje, natomiast nabył je średniej wielkości przedsiębiorca z branży chemicznej, który jednocześnie współpracuje z holdingiem Babisza. Efekt jest taki, że media te dalej mówią pozytywnie o Babiszu

- dodaje.

Część prawników konstytucyjnych jest zdania, że czeski prezydent może z tego powodu odmówić zaprzysiężenia, aby zapobiec konfliktowi interesów. Inni twierdzą, że powinien trzymać się Konstytucji i mianować Babisza, dając mu jednocześnie czas na uporządkowanie tej sytuacji. Inną sprawą, która ciąży byłemu premierowi, jest jednak tzw. afera Bocianiego Gniazda. Dotyczy ośrodka konferencyjno-wypoczynkowego pod Pragą, w którego sprawie Andrej Babisz był wielokrotnie sądzony w związku z podejrzeniami o wyłudzenie dotacji unijnych i nadużycia finansowe. - W najbliższych tygodniach sąd miejski ma wydać wyrok. Wiele wskazuje na to, że może to być wyrok skazujący, choć ten sam sąd dwukrotnie już Babisza uniewinniał w tej sprawie. Te uniewinnienia były jednak uchylane i odsyłane do ponownego rozpoznania. Ostatnio zrobił to Sąd Apelacyjny w Pradze, wiążąc swoją wykładnią sąd miejski. Czescy prawnicy interpretują to w ten sposób, że jeśli nie pojawią się nowe dowody, to istnieje bardzo duże prawdopodobieństwo, że tym razem zapadnie wyrok skazujący. Formalnie nie stanowiłoby to przeszkody dla mianowania Babisza premierem, natomiast byłby to ogromny wstyd dla kraju i poważny problem dla prezydenta Pavla, aby komuś takiemu powierzać misję tworzenia rządu - podkreśla dr Krzysztof Dębiec.

Petr Pavel już przygotowuje się na tę ewentualność. Czeski prezydent spotkał się w tym tygodniu z Andrejem Babiszem. Zwrócił się do niego między innymi z prośbą o wyjaśnienie, w jaki sposób zastosuje się do wymogów ustawy o konflikcie interesów, jeśli utworzy rząd po wyborach. Z kolei lider ANO zapewnił Pavla, iż będzie przestrzegał czeskiego i europejskiego prawa, jeśli ANO utworzy rząd. Przekazał też czeskiemu prezydentowi wszystkie dokumenty dot. Bocianiego Gniazda, aby mógł zorientować się w przebiegu całej sprawy.

W tle Donlad Trump i Stany Zjednoczone

Równie ważne, co ułożenie sobie relacji z własnym prezydentem, będzie dla Andreja Babisza dogadanie się z prezydentem Stanów Zjednoczonych. Jak będą wyglądać te relacje, jest jedną z większych zagadek przyszłej kadencji ANO. Z jednej strony Andrej Babisz w trakcie kampanii pokazywał się z czerwoną czapeczką wzorowaną na trumpowskiej z napisem "Silne Czechy", nazywał się "trumpistą" i przekonywał, że partia republikańska Trumpa i jego program to praktycznie jedno i to samo. Z drugiej strony w momencie, gdy Trump zaczął coraz głośniej mówić o nakładaniu wysokich ceł na Unię Europejską, które dotknęłyby też branżę motoryzacyjną oraz postulował zwiększenie wydatków zbrojeniowych, Babisz zdecydowanie zmienił zdanie. - Powiedział wprost: "czuję, że Trump zwariował" - przypomina dr Krzysztof Dębiec. - Wydaje się, że jego otoczenie nie ma dobrych łączników w Waszyngtonie, które utrzymywałyby kontakt z Białym Domem - dodaje.

Więcej o: