Ten pomysł dzieli kierowców bardziej niż mandaty. Nowe dane nie pozostawiają wątpliwości

Bezterminowe prawa jazdy znów rozgrzały dyskusję po sondzie przeprowadzonej pod naszym artykułem. Wyniki pokazują mocny podział wśród głosujących, bo część nie chce obowiązkowych badań lekarskich, a inni uważają je za rozsądne wzmocnienie bezpieczeństwa na drogach.
Wyniki na dzień 18.12.2025 roku.
materiały redakcyjne / fot. Łukasz Cynalewski / Agencja Wyborcza.pl

Bezterminowe prawo jazdy dla wielu kierowców jest symbolem stabilnych zasad, które nie zmuszają do regularnego odnawiania dokumentu. Tekst, pod którym opublikowano sondę, dotyczył tego, czy w takim modelu powinien pojawić się dodatkowy element kontroli, czyli okresowe badania lekarskie. Głosy oddane w ankiecie pozwalają zobaczyć, co budzi największe obawy, a co jest odbierane jako praktyczne rozwiązanie. Sondę, której wyniki opisujemy, znajdziesz TUTAJ.

Zobacz wideo Pijany kierowca potrącił pieszego. 26-latkowi grozi do 4,5 roku więzienia

Większość mówi wprost, że nie chce dodatkowych obowiązków. Bezterminowe prawa jazdy mają pozostać bez zmian

Najwięcej głosów zebrała odpowiedź "Nie", którą wskazało 5586 osób, czyli 61,12 procent wszystkich głosujących. To sygnał, że dominujące nastawienie jest sceptyczne wobec pomysłu obowiązkowych badań dla posiadaczy bezterminowych praw jazdy. Dla wielu osób kluczowe jest przekonanie, że kolejne wymogi formalne nie powinny dotyczyć wszystkich jednakowo, skoro część kierowców jeździ bezpiecznie od lat i nie ma żadnych problemów zdrowotnych.

Wyniki na dzień 18.12.2025 roku.
Wyniki na dzień 18.12.2025 roku.fot. materiały redakcyjne

Łącznie oddano 9140 głosów, co pokazuje, że temat bezterminowych praw jazdy realnie angażuje czytelników. Sprzeciw często wynika z lęku przed konsekwencjami organizacyjnymi, czyli większymi kolejkami do lekarzy, dodatkowymi kosztami i koniecznością umawiania wizyt w krótkich terminach. Pojawia się też obawa, że w praktyce badania mogłyby stać się dla części osób barierą w codziennym funkcjonowaniu, na przykład wtedy, gdy samochód jest potrzebny do dojazdów, opieki nad bliskimi albo załatwiania spraw w miejscowościach bez dobrej komunikacji.

Jedna trzecia popiera badania lekarskie. Chodzi o ryzyko, które narasta powoli i bywa niezauważalne

Za wprowadzeniem obowiązkowych badań lekarskich opowiedziało się 3067 osób, co stanowi 33,56 procent głosów. Ta grupa zakłada, że stan zdrowia może zmieniać się stopniowo, a kierowca nie zawsze dostrzega, że prowadzenie auta staje się trudniejsze. W takim podejściu badanie jest traktowane jako forma profilaktyki, która ma zadziałać wcześniej, zanim dojdzie do niebezpiecznej sytuacji.

Najczęściej podnoszony jest wpływ wzroku i szybkości reakcji na prowadzenie pojazdu, bo to podstawy bezpiecznej jazdy. Zwolennicy badań zwracają uwagę, że nawet drobne pogorszenie widzenia po zmroku, problemy z oceną odległości czy spadek koncentracji mogą mieć znaczenie w ruchu drogowym. W ich ocenie regularna kontrola mogłaby działać jak proste przypomnienie, że prawo jazdy to nie tylko dokument, ale też stała gotowość do odpowiedzialnego podejmowania decyzji za kierownicą.

Nieliczni nie mają zdania. Widać otwartość na kompromis i selektywne rozwiązania

Brak jednoznacznej odpowiedzi zaznaczyło 487 osób, czyli 5,33 procent głosujących. Ta część głosujących pokazuje, że dla niektórych temat nie jest czarno biały, bo jednocześnie widać sens kontroli zdrowia i ryzyko nadmiernej biurokracji. W takich głosach częściej pojawia się pytanie o to, jak ułożyć zasady, żeby były proste, sprawiedliwe i wykonalne.

W tej grupie pojawia się postulat badań uzależnionych od wieku albo uruchamianych w konkretnych okolicznościach, na przykład przy wyraźnych przesłankach zdrowotnych. To propozycja, która nie wprowadza jednego obowiązku dla wszystkich, tylko kieruje uwagę tam, gdzie ryzyko jest odbierane jako większe. Wyniki sondy pokazują więc przede wszystkim spór o metodę, czyli kiedy i kogo sprawdzać, a nie o samą wagę zdrowia kierowców.

Więcej o: