Chińczycy mogą zacząć zalewać Europę jeszcze większą ilością tanich produktów, co może być dużym kłopotem dla firm w państwach UE. Zjawisko (w wyniku przekierowywania strumieni towarów - zwłaszcza z rynków objętych cłami ochronnymi lub innymi restrykcjami - na rynek unijny) - może prowadzić nawet do "gwałtownego wzrostu importu po obniżonych cenach i podważać konkurencyjność producentów" - zauważają analitycy Credit Agricole, którzy powołują się na dane Komisji Europejskiej. Sprawą zajmuje się bowiem specjalna grupa zadaniowa ds. nadzoru nad importem (import surveillance task force) powołana przez KE.
Wspomniana grupa ustaliła, że spośród 15 analizowanych branż w ramach importu z Chin do UE, tylko dla jednej z nich nie odnotowano zagrożonych kodów CN, podczas gdy pozostałe 14 sektorów wykazuje przynajmniej pojedyncze sygnały ostrzegawcze. Wspomniane kody CN precyzyjnie identyfikują każdy towar, umożliwiając harmonizację przepisów handlowych i podatkowych w UE. Aż 149 grup produktowych takich kodów zostało zaklasyfikowanych jako zagrożone. To prawie trzykrotny wzrost.
"W przypadku spisu pojedynczych kodów CN nie jest już podawana informacja, z jakiego kierunku geograficznego pochodzi zwiększony import. Tym samym zagrożenia przekierowaniem handlowym nie można w każdym przypadku przypisywać bezpośrednio Chinom. Biorąc jednak pod uwagę sektorową powszechność importu z tego państwa w ramach zagrożonych kategorii, ilustrowaną przez mapę, można przyjąć, że większość kodów CN jest powiązana właśnie z przekierowaniem handlowym z Chin" - wyjaśniają ekonomiści Credit Agricole.
Z "Tygodnika Ekonomicznego" banku wynika, że w polskim eksporcie szczególnie wrażliwa na ryzyka handlowe jest produkcja urządzeń elektrycznych. To właśnie ta branża odpowiada aż za 64,1 proc. wartości polskiego eksportu w grupach produktowych objętych ostrzeżeniami. Innymi słowy, niemal dwie trzecie wartości strumienia eksportu zagrożonych kodów CN przypada na sektor urządzeń elektrycznych. W tej kategorii kluczową rolę odgrywają przede wszystkim akumulatory litowo-jonowe.
Na ryzyka handlowe narażone są również inne gałęzie przemysłu. Wśród nich znajdują się sektor maszyn i urządzeń, odpowiadający za 10,4 proc. wartości zagrożonego eksportu, a także branże tekstylna, odzieżowa, skórzana i pokrewne (8,4 proc.) oraz chemikalia i wyroby chemiczne (4,6 proc.). Jeśli chodzi o konkretne produkty, szczególnie wrażliwe okazują się części samochodowe, ale także wybrane produkty chemiczne, takie jak mocznik, oraz wyroby stalowe. "Przekierowanie tańszego importu z Chin i innych kierunków geograficznych do UE stanowi bezpośrednią konkurencję dla polskich eksporterów, którzy sprzedają swoje produkty w innych krajach UE" - podkreślono w analizie.
O sytuacji alarmował już jakiś czas temu Piotr Szewczyk z Get Noticed, agencji marketingowej 360 specjalizującej się w skalowaniu e-commerce i handlu transgranicznym. - Masowy napływ tanich chińskich towarów do Europy może wywołać w Polsce szok podażowy, porównywalny ze skutkami wejścia Chin do WTO. Producenci znad Wisły staną w szranki z bezwzględną konkurencją. W tej sytuacji nie wystarczy walka o niższą cenę. Chiny zresztą już dawno ją wygrały. Kluczem będzie przesunięcie pozycji rynkowej z "tanio i dobrze" na "lepiej, bliżej i szybciej" - uważa ekspert.
Jego zdaniem polskie firmy powinny równolegle inwestować w automatyzację produkcji, by ograniczyć koszty jednostkowe i zwiększyć elastyczność. - Istotne będzie też wzmacnianie marek własnych oraz szybkość dostaw. Klient, który dziś wybiera chiński produkt ze względu na cenę, może zdecydować się na polski, jeśli będzie miał od ręki z obsługą posprzedażową. Pomóc może także certyfikacja jakości i ekologia, jako że wrażliwość konsumencka w Europie rośnie, a ślad węglowy i standardy etyczne produkcji zyskują znaczenie - dodaje Szewczyk.
Przeczytaj też: Alarm dla Niemiec. To może być bardzo zły rok. "To odbije się na Polsce".