Platforma bukmacherska Polymarket nie wypłaci wygranych za zakłady, w których można było obstawiać inwazję USA na Wenezuelę. Firma tłumaczy, że schwytanie Nicolasa Maduro nie może być zakwalifikowane jako "najazd wojskowy innego państwa", czytamy w "The Guardian". Inwestorzy jeszcze przed niedzielnym uprowadzeniem prezydenta Wenezueli przewidywali amerykańską "operację specjalną", obstawiając zakłady na rynkach predykcyjnych.
Od początku roku inwestorzy, na zakłady dotyczące inwazji USA na Wenezuelę, obstawili aż 10,5 mln dolarów. Większość obstawiała, że zdarzy się to 31 stycznia, choć były też osoby kupujące kontrakty, które zostałyby wypłacone tylko, jeśli Maduro przestałby pełnić urząd prezydenta do 31 marca lub 31 grudnia.
Polymarket stwierdziło jednak, że zakład odnosi się do "amerykańskich operacji wojskowych mających na celu przejęcie kontroli". Firma uznała natomiast, że oświadczenie Donalda Trumpa, iż "USA będą "rządzić" Wenezuelą i jednoczesne nawiązanie przez niego do trwających rozmów z rządem tego kraju, samo w sobie nie kwalifikuje misji porwania i ewakuacji Maduro jako inwazji. Wielu inwestorom się to nie spodobało, co wyrazili bezpośrednio na platformie.
Polymarket popadł w całkowitą arbitralność. Słowa są dowolnie redefiniowane, oderwane od jakiegokolwiek uznanego znaczenia, a fakty są po prostu ignorowane. To, że wtargnięcie militarne, porwanie głowy państwa i przejęcie kraju nie są klasyfikowane jako inwazja, jest po prostu absurdalne
- napisał użytkownik o nicku Skinner.
Polymarket jest platformą, której użytkownicy mogą handlować tokenami, reprezentującymi możliwe wyniki wydarzeń. Zazwyczaj obstawia się po prostu odpowiedź "tak" lub "nie" na postawione pytanie. Normalnie zakłady obstawia się przeciwko bukmacherowi, który wyznacza kursy. Rynki predykcyjne działają inaczej. Kurs wyznaczają uczestnicy licytacji, wybierając jedną z dwóch możliwych odpowiedzi i kupując na nią kontrakt. Kurs nie jest więc zależny od bukmachera, a od wszystkich graczy i od tego, jak obstawiali. Druga różnica jest taka, że na Polymarket gry dotyczą większych wydarzeń, głownie politycznych czy ekonomicznych. Mogą pojawić się pytania o zwycięzcę jakiegoś sportowego finału, ale nie będzie tam szczegółowych zakładów na każdy mecz.
Ponadto kwoty, którymi operuje sią na Polymarket są znacznie wyższe niż u standardowego bukmachera. Tam zbyt duża wygrana może oznaczać jego bankructwo, podczas gdy na rynkach predykcyjnych tracą tylko inni gracze, którzy źle obstawili, Polymarket nie ryzykuje więc własnych pieniędzy, jest tylko pośrednikiem. Jedynym ograniczeniem jest to, że jeśli ktoś chce postawić na przykład milion dolarów, musi znaleźć się osoba lub grupa, która łącznie obstawi zakłady na tę samą kwotę, ale na przeciwstawne rozstrzygnięcie.
Polymarket to dość nowa firma, która dopiero w zeszłym roku otrzymała zgodę organów regulacyjnych na działanie. To jedna z wielu platform predykcyjnych, które zyskują w USA popularność. Niektórzy uważają, że takie usługi to po prostu kasyno dla bogatych. Jest jednak kilka różnic. Dla niektórych rynki predykcyjne to zabezpieczenie inwestycji. Gdy np. inwestor włożył pieniądze w jedną branżę, może obstawić wynik na wygraną branży przeciwnej. W przypadku przegranego zakładu, może go potraktować jako ubezpieczenie, bo główny zysk realizuje na inwestycji. Jeśli jednak wygra zakład, to oznacza, że (w uproszczeniu) choć jego inwestycja się nie zwróci, to przynajmniej "odbije" sobie część strat na wygranym zakładzie. Ponadto Polymarket jest traktowany jako narzędzie analityczne, szczególnie że jest bardziej przejrzysty niż bukmacherzy.
Krytycy zwracają jednak uwagę, że rynki predykcyjne niebezpiecznie blisko zbliżają się do manipulacji, np. gdy podczas wyborów powoła się na nie jakieś medium, może mieć to wpływ na wynik danego kandydata, poprzez wypływanie na niezdecydowanych wyborców. Inni zwracają uwagę, że dzięki tej usłudze bogacze mogą zarabiać na tragediach, ponieważ można obstawiać tam m.in. interwencje zbrojne. Co więcej, podważana jest rola analityczna rynków predykcyjnych, ze względu na podatność na manipulacje insiderów oraz brak rygoru metodologicznego.