Na wtorkowym posiedzeniu Rada Ministrów przyjęła i skierowała do dalszych prac projekt reformy Państwowej Inspekcji Pracy, poinformował rzecznik rządu Adam Szłapka. Jak w poprzednim projekcie, PIP uzyska możliwości przekształcenia umowy cywilnoprawnej w etat, jeśli inspektor uzna, że zachodzi stosunek pracy (czyli gdy szef wyznacza zadania, czas i miejsce pracy). Inaczej niż w pierwotnej wersji reformy będzie wyglądał jednak cały proces przekształcenia.
Jeśli inspektor uzna, że zachodzi stosunek pracy, to będzie mógł wydać przedsiębiorcy polecenie, by ten doprowadził do sytuacji zgodnej z prawem. Jeśli polecenie nie zostanie wykonane, sprawa zostanie przekazania do okręgowego inspektoratu pracy, który wyda w tej sprawie decyzję administracyjną.
Przedsiębiorca natomiast uzyska możliwość odwołania się od tej decyzji w sądzie w ciągu 30 dni. Dopiero jeśli sąd wyda wyrok w tej sprawie, co będzie robił w tym przypadku w przyśpieszonym trybie do 30 dni, następuje wykonalność decyzji i pracodawca nie ma już wyboru, musi przekształcić umowy cywilnoprawne w etaty. Co jednak ważne, wprowadzono zabezpieczenie dla pracowników i w czasie, gdy sąd będzie rozpatrywał odwołanie, a pracownik wciąż będzie zatrudniony na umowie cywilnoprawnej, to ewentualne wypowiedzenie i rozwiązanie umowy przewiduje stosowanie przepisów praca pracy, które przy umowach śmieciowych nie obowiązują.
Dodatkowe założenia projektu to:
W ramach KPO Polska miała ozusować umowy cywilnoprawne, od czego Unia uzależniła 11 mld euro dofinansowania. W styczniu 2025 roku dowiedzieliśmy się jednak, że zamiast tego rząd wynegocjował z UE przyznanie PIP nowych uprawnień i możliwość zmiany śmieciówki na etat decyzją administracyjną.
Ale również i to zobowiązanie zostało rozwodnione, bo decyzja miała nie mieć już rygoru natychmiastowej wykonalności, więc pracodawca dostałby czas, by się odwołać, zanim zostałby zmuszony do przekształcenia umowy. Wcześniejszy projekt zakładał, że można było się odwołać, ale nie można było z tego powodu wstrzymywać zaoferowania pracownikowi umowy o pracę. Ponadto przekształcenie miało korygować stan prawny od momentu zawarcia umowy (co oznacza np. konieczność zapłaty zaległych składek), ale później wprowadzono ograniczenie czasowe najpierw do pięciu, a potem do trzech lat wstecz.
Nad rozwiązaniem pracowano ponad rok, a mimo tego Donald Tusk na ostatniej prostej stwierdził, że reforma będzie szkodliwa dla polskiego biznesu. "Możliwość zmiany formy zatrudnienia przez urzędnika bez pytania o zdanie pracodawcy, zatrudnionego i bez wyroku sądu to zły pomysł. Naszym zadaniem jest uwolnienie gospodarki i obywateli od nadmiernych regulacji i biurokracji. Znajdziemy lepsze sposoby ochrony pracowników" - napisał Tusk na X. O tym, dlaczego niekoniecznie tak będzie i dlaczego reforma ta ma jedynie ukarać osoby łamiące prawo i będzie korzystna dla pracowników, pisaliśmy tutaj.