Nowe problemy z reformą PIP. Będzie trzeba sięgnąć do kieszeni? Termin się zbliża

Reforma Państwowej Inspekcji Pracy przynosi rządowi wiele problemów. Przez nią może stracić ogromne pieniądze, a do tego napotkał nowy problem. Tymczasem zegar tyka.
Agnieszka Dziamianowicz-Bąl i Donald Tusk
Fot. Dawid Żuchowicz / Agencja Wyborcza.pl

Mnożą się problemy wynikające z "weta", które w styczniu wydał premier Donald Tusk. Zablokował wówczas reformę Państwowej Inspekcji Pracy (PIP) i nakazał ponowne przygotowanie ustawy dot. PIP. Od początku było jednak wiadomo, że w przypadku akurat tej ustawy będzie liczył się czas. A to dlatego, że większe uprawnienia PIP są jednym z kamieni milowych, czyli kluczowych warunków wypłaty pieniędzy z Krajowego Planu Odbudowy. Dlatego rząd musi się spieszyć. 

Pośpiesz w rządzie. W grze duże pieniądze

Pewne kroki już zrobiono. Komitet Stały Rady Ministrów przyjął na początku lutego nowy projekt ustawy o Państwowej Inspekcji Pracy. Zakłada on w największym skrócie, że inspektorzy pracy będą mogli wydawać decyzje o przekształceniu umowy na umowę o pracę, ale stronom będzie przysługiwała możliwość odwołania się do sądów pracy. Szefowa resortu Agnieszka Dziemianowicz-Bąk przekazała, że ma on już akceptację Komisji Europejskiej, więc potrzeba jedynie przejścia procesu legislacyjnego w naszym kraju. 

Zobacz wideo Pokolenie nierobów. Co to będzie z pracą [CTB odc. 59]

Rząd chce zamknąć ten proces do końca marca. Projektem zajmie się już w przyszłym tygodniu na posiedzeniu Rady Ministrów. Później trafi on do Sejmu i Senatu, gdzie bez większych przeszkód powinien przejść. W ciągu półtora miesiąca ma trafić na biurko Karola Nawrockiego, tak by ten musiał podpisać ustawę do końca marca. Wtedy bowiem kończy się czas na zaakceptowanie wniosku przez KE, a bez spełnienia kamieni milowych nie może tego zrobić. Anonimowy rozmówca z rząd w rozmowie z money.pl przyznaje, że obaw o decyzję Prezydenta nie ma. - Unika wet w przypadku ustaw, które dotykają KPO, bo nie chce, żeby spadła na niego odpowiedzialność za blokadę pieniędzy - zauważa i liczy, że tak będzie i tym razem. 

Gdyby to się nie udało, możemy stracić 11-13 mld zł. Miałoby one popłynąć do nas już w kwietniu, ale gdybyśmy złapali opóźnienie, rząd musiałby wyłożyć tę kwotę z własnej kieszeni i ewentualnie próbować ją odzyskać w kolejnych transzach. 

Termin to nie wszystko. Nie wiadomo też co z sądami pracy

To nie jedyny problem rządu z tą ustawą. Pozostaje kwestia sądów, które w przypadku nowej odsłony tej ustawy będą kluczowe. Money.pl dowiedziało się nieoficjalnie, że może być potrzebnych dodatkowych 13-14 sądów pracy. Plan zakłada przywrócenie placówek, które zostały zlikwidowane za poprzednich rządów. Pytanie jednak, skąd wziąć na nie pieniądze? - W budżecie państwa jest rezerwa pod KPO na dofinansowanie inwestycji. Wynika to z faktu, że kasa z KPO przychodzi raz na pół roku, a inwestycje muszą iść dalej - zdradza anonimowy rozmówca money.pl. Natomiast w samym resorcie sprawiedliwości panuje spokój. O dodatkowe środki na dodatkowe sądy będą się starać dopiero, gdy okaże się, czy rzeczywiście będzie taka potrzeba. Na razie to, jak ostatecznie zadziała reforma, jest niewiadomą.

Także szef Państwowej Inspekcji Pracy Marcin Stanecki w rozmowie z RMF uspokajał, że to sądy pracy wcale nie muszą zostać zalane przypadkami, gdzie niesprawiedliwie zmieniono umowy. - Przez ostatnie kilka miesięcy bardzo mocno przekonywałem stronę pracodawców, że ta ustawa to nie jest koniec ani likwidacja wszystkich umów cywilnoprawnych ani jednoosobowej działalności gospodarczej. My będziemy tylko szli w tę stronę, gdzie dochodzi do nadużyć i patologii. To nie jest tak, że każdą umowę cywilnoprawną będziemy kwestionować, bo część z pewnością jest zawarta poprawnie - tłumaczył. 

Na czas postępowania sąd będzie wydawał decyzję o tzw. zabezpieczeniu. Chodzi o to, by nie było możliwe zwolnienie pracownika na zasadach innych niż te przewidziane w kodeksie pracy. Urzędników w pracy ma wspierać algorytm, który będzie typował zakłady do kontroli według stopnia ryzyka, że dochodzi w nich do nadużywania umów cywilnoprawnych. Projekt przewiduje też między innymi, że Główny Inspektor Pracy będzie mógł przestawiać indywidualną interpretację dotyczącą tego, czy dana umowa zlecenia czy B2B powinna być umową o pracę.

Przeczytaj też: Tego rynek pracy jeszcze nie widział. Ponad 50 tys. nowych etatów. "Impuls na dekady".

Więcej o: