Zarzuty za prezerwatywy dla premiera. "Instytucje zajmują się sprawą o 89 groszy"

Dobry żart tynfa wart, trochę gorszy niestety może się skończyć problemami z prawem. Szczególnie gdy ofiarą żartu jest system KSeF i kancelaria premiera. Tomasz Sidorczuk, autor prowokacji z prezerwatywami dla Donalda Tuska usłyszał zarzuty.
KSeF
Dominik_Spalek / Shutterstock

Tomasz Sidorczuk z Bielska-Białej chciał pokazać wady nowego krajowego systemu e-faktur KSeF. Żeby przekaz był odpowiednio mocny, wpadł na nietypowy pomysł. Zdecydował się pójść do apteki i kupić prezerwatywy na fakturę. Podał przy tym numer identyfikacji podatkowej Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. Opublikowany przez niego film na TikToku w zaledwie dobę miał ponad milion wyświetleń, a jego zasięgi jeszcze wzrosły po udostępnianiu na innych serwisach społecznościowych. Obecnie jednak Sidorczuk ma poważne kłopoty.

Poważne zarzuty za żarty z KSeF

Jak informuje portal WP, do przesłuchania doszło w czwartek, 26 lutego. - Dziś zostałem przesłuchany w śląskim urzędzie celno-skarbowym w Katowicach. Zostały mi przedstawione zarzuty podżegania do wystawienia nierzetelnej faktury. Przesłuchanie przebiegło profesjonalnie i spokojnie – wyjaśnił Sidorczuk.

Zobacz wideo Tusk i Sikorski zgodnie bronią Czarzastego w starciu z ambasadorem USA

Kuriozalna sprawa?

Autor prowokacji nie przyznaje się do winy i uważa, że sprawa jest niepoważna. - Dla mnie jest to kuriozum, że tak ważne instytucje zajmują się sprawą o 89 groszy, bo tyle dokładnie wynosił podatek VAT od zakupionych przeze mnie prezerwatyw. Zamiast zająć się problemem, który pokazałem, władza ściga mnie - ocenił. Zamierza też walczyć o uniewinnienie, gdyby sprawa trafiła do sądu. Niekoniecznie do tego dojdzie, ponieważ postawienie zarzutów nie musi oznaczać aktu oskarżenia.

Czy KseF jest wadliwy?

W całym przedsięwzięciu celem nie był jednak żart czy zasięgi, a pokazanie, że system KSeF ma wady - przynajmniej według autora całego przedsięwzięcia. Chodziło o możliwość generowania fikcyjnych lub błędnych faktur, które przy konieczności obsługi tysięcy dokumentów można łatwo przeoczyć. Jednak Piotr Juszczyk, główny doradca podatkowy w InFakt w rozmowie z WP ocenił, że w rzeczywistości niczego to nie udowadnia, a to samo można było robić już wcześniej. Przestrzegł również przed podobnymi pomysłami, ponieważ faktury nie są "zabawkami" i ich fałszowanie nawet dla żartu może się wiązać z odpowiedzialnością prawną.

Czytaj też: Prezerwatywy dla Donalda Tuska? Poprosił o fakturę na Kancelarie Premiera. Grozi mu więzienie

Więcej o: