We wtorek (31 marca) kierowcy po raz pierwszy będą mogli kupić paliwa taniej, korzystając z ulg podatkowych, które pod koniec zeszłego tygodnia zaproponował rząd, aby zbić ceny paliw, wywindowane przez walki na Bliskim Wschodzie. Pakiet rządowych propozycji, noszący nazwę CPN, w ostatni piątek uchwalił Sejm i podpisał prezydent Karol Nawrocki.
Od wtorku minister finansów Andrzej Domański obniżył - na razie do końca kwietnia - stawkę podatku VAT z 23 do 8 proc., a w poniedziałek - na razie do 15 kwietnia - obniżono stawki akcyzy: w przypadku benzyny o 29 groszy na litrze, a diesla o 28 groszy. Także od wtorku wszedł w życie mechanizm cen maksymalnych paliw. Zgodnie z przepisami do czasu stosowania obniżonych stawek VAT takie ceny będzie codziennie na następny dzień ogłaszał minister energii Miłosz Motyka na podstawie średniej ceny hurtowej paliwa, powiększonej o marżę dla stacji benzynowych wynoszącą 30 groszy na litrze paliwa.
Za sprzedaż paliw powyżej maksimum stacjom benzynowym grozi kara do 1 mln zł.
Zgodnie z pierwszym takim obwieszczeniem ministra Motyki we wtorek cena detaliczna litra 95-oktanowej benzyny nie może przekroczyć 6,16 zł, 98-oktanowej benzyny 6,76 zł, a diesla 7,6 zł.
Takie właśnie ceny wyświetlano na pylonach stacji benzynowej Orlenu, na której we wtorek rano zorganizowano konferencję prasową z udziałem ministra energii Miłosza Motyki, ministra aktywów państwowych Wojciecha Balczuna i prezesa Orlenu Ireneusza Fąfary.
Ministerstwo Energii nie zróżnicowało cen maksymalnych podstawowej odmiany diesla i wersji premium tego paliwa, czyli w przypadku Orlenu ceny olejów napędowych Efecta i Verva. W poniedziałek biuro prasowe Orlenu nie odpowiedziało Wyborcza.biz, czy wyznaczona przez rząd cena maksymalna diesla będzie dotyczyć odmiany premium tego paliwa.
Jednak tak właśnie postąpił koncern, jak można było zobaczyć na stacji Orlenu, na której odbywała się konferencja prasowa. Czyli w konsekwencji cena popularnej odmiany diesla może, a na niektórych stacjach nawet powinna być niższa od maksimum wyznaczonego przez resort energii.
Ministrowie Motyka i Balczun podkreślali, że polski rząd wprowadził największą interwencję na rynku paliw w Europie. - Paliwa w Polsce należą teraz do najtańszych w Europie - przyznał minister energii.
To może skłonić zagranicznych kierowców do korzystania z niskich cen paliw w Polsce, co faktycznie oznaczać będzie ich dotowanie kosztem budżetu Polski - jak działo się jesienią 2023 r., gdy Orlen za prezesury Daniela Obajtka gwałtownie obniżył ceny paliw przed wyborami parlamentarnymi.
Minister Motyka zapowiedział, że rząd i Orlen będą teraz monitorować skalę takiej turystyki paliwowej. I nie wykluczył wprowadzenia ograniczeń w zakupie paliw dla cudzoziemców.
- Nie wykluczamy takiej sytuacji. Monitorujemy i nie wykluczamy takiego wprowadzenia, bądź terytorialnie lub w całym kraju - stwierdził szef resortu energii.
Takie ograniczenia gwałcą jednak przepisy UE. Ostatnio Węgry i Słowacja wprowadziły wyższe ceny paliw dla cudzoziemców. Komisja Europejska już to skrytykowała, na razie nie wysuwając dalej idących zastrzeżeń wobec Budapesztu i Bratysławy.
Premier Donald Tusk zapowiadał w zeszłym tygodniu, że rząd może także wprowadzić podatek od nadmiarowych zysków firm paliwowych.
Na razie rząd nie ogłosił projektu w tej sprawie, ale na wtorkowej konferencji prasowej minister Wojciech Balczun zapewniał, że nie porzucono takiego planu. - Trwają prace analityczne - stwierdził szef resortu aktywów państwowych. I dodał: - Rozchwiany rynek sprzyja spekulacji. Prace trwają nad oszacowaniem skali nadmiernych zysków i w tym kierunku działają Ministerstwo Finansów i Ministerstwo Aktywów Państwowych.
Wcześniej na tej konferencji prasowej Balczun podkreślał, że Orlen już na początku konfliktu na Bliskim Wschodzie obniżył do minimum marże na swoich stacjach benzynowych.