Paradoks bezrobocia w Polsce. Jest najwyższe i najniższe od lat. Jak to możliwe?

Według jednych danych Polska ma najniższe bezrobocie od lat, a według drugich... najwyższe. Jak to możliwe? Zagłębiamy się w twarde liczby.
Prace budowlane (zdjęcie ilustracyjne)
Fot. Patryk Ogorzałek / Agencja Wyborcza.pl

Polska ma problem, czy nie ma problemu z bezrobociem? Odpowiedź na to pytanie jest mniej oczywista, niż się może wydawać. Wg europejskiej metodologii bezrobocie w lutym wyniosło 3,2 proc. Było najniższe w Unii Europejskiej (razem z Czechami i Bułgarią) i jednocześnie utrzymało się na najniższych poziomach od lat.

Tymczasem dane za ten sam miesiąc, ale liczone według krajowego wzorca, wykazały, że stopa bezrobocia w Polsce wynosi 6,1 proc. i jest najwyższa od 2021 r., a bezrobocie z miesiąca na miesiąc rośnie. Jak jest naprawdę?

Skąd różnice w danych o bezrobociu?

Rozbieżność w danych wynika przede wszystkim z tego, jak liczymy bezrobocie. Eurostat opiera się na danych z Europejskiego Badania Aktywności Ekonomicznej Ludności (EU-LFS). To tzw. metoda BAEL, która w największym uproszczeniu polega na przeprowadzenia szerokiego badania ankietowego, w którym pyta się obywateli, czy:

  • są bez pracy,
  • są dostępni do podjęcia pracy w ciągu najbliższych dwóch tygodni,
  • aktywnie poszukiwali zatrudnienia w ciągu ostatnich czterech tygodni.

Na tej podstawie decyduje się, czy ktoś jest, czy nie jest bezrobotny. Za bezrobotnego można więc uznać osobę, która:

  • w okresie badanego tygodnia nie pracowała,
  • aktywnie poszukiwała pracy, tzn. podjęła konkretne działania w ciągu czterech tygodni, aby znaleźć pracę,
  • była gotowa podjąć pracę w ciągu dwóch tygodni następujących po tygodniu badanym.

Natomiast za osoby pracujące uznaje się tych, którzy wykonywali przez co najmniej godzinę pracę przynoszącą zarobek lub dochód. I na podstawie powyższych danych ustala się liczbę osób bezrobotnych. W lutym było to 577 tys. osób. Względem stycznia jest wzrost o 11 tys. osób. Mówimy więc o na tyle delikatnym wzroście bezrobocia, że stopa bezrobocia utrzymała się już kolejny miesiąc z rzędu na poziomie 3,2 proc. 

Teraz metodologia krajowa. W tym przypadku stopa bezrobocia, według Głównego Urzędu Statystycznego, wyniosła w lutym 6,1 proc. Różnica jest prawie dwukrotna. Dlaczego? Otóż polski urząd podaje tzw. bezrobocie rejestrowane, czyli liczbę osób, które zarejestrowały się w Powiatowych Urzędach Pracy (PUP) jako bezrobotne. W tej grupie są też osoby, które bezrobotne są tylko oficjalnie (np. by mieć ubezpieczenie), a nieoficjalnie pracują na czarno. Było ich aż 954,9 tys. W tym 101 tys. nowych bezrobotnych. 

Z kolei GUS za bezrobotne uznaje osoby, "które ukończyły 18 lat i nie osiągnęły wieku emerytalnego, niezatrudnione i niewykonujące innej pracy zarobkowej, zdolne i gotowe do podjęcia zatrudnienia w pełnym wymiarze czasu pracy, jak również osoby niepełnosprawne, zdolne i gotowe do podjęcia zatrudnienia co najmniej w połowie tego wymiaru czasu pracy, zarejestrowane w powiatowym urzędzie pracy oraz osoby poszukujące zatrudnienia lub innej pracy zarobkowej, z dodatkowymi wyłączeniami dotyczącymi źródeł dochodów, zapisanymi w ustawie". 

Zobacz wideo Więcej zarabiają ci, którzy częściej zmieniają pracę

Nowe przepisy namieszały

Ekonomiści uspokajają jednak, że mimo tych rozbieżności na polskim rynku pracy nie dochodzi do żadnego załamania. Fakt, bezrobotnych w ostatnich kilku miesiącach przybyło (najbardziej widać to na danych podawanych wg metodologii krajowej), ale to przede wszystkim efekt zmian legislacyjnych. 

Otóż w czerwcu 2025 zmieniły się przepisy dotyczące PUP, więc cały czas odkłada się nam w danych tzw. efekt bazy. Porównujemy dane po zmianach przepisów do tych sprzed zmian, a w tym porównaniu stopa bezrobocia po prostu musi być wyższa.

Reforma, którą w międzyczasie przeprowadzono, sprawiła, że po prostu obecnie znacznie łatwiej jest być bezrobotnym. Po zmianie przepisów można zarejestrować się jako osoba bezrobotna w miejscu zamieszkania, a nie zameldowania, jak było wcześniej. A często były to miejsca bardzo od siebie oddalone. Do tego z rejestru przestano wykreślać osoby, które przez miesiąc nie skontaktują się z PUP. Teraz, by utrzymać status bezrobotnego, trzeba się odezwać do urzędników raz na kwartał. Także rolnicy zyskali prawo do rejestrowania się jako bezrobotni. To wszystko sprawiło, że liczba bezrobotnych poszła w górę, mimo że de facto na rynku pracy zmieniło się nie wiele.

Publikujtekst można znaleźć tutaj.

Jak Polska wypada na tle Europy?

I tu wracamy do danych Eurostatu, które w przypadku Polski od kilku miesięcy pokazują mniej więcej stałą liczbę bezrobotnych. Jak zauważają analitycy Pekao, te dane mogą się jeszcze zmienić, bo "na tym etapie ostatnie dwa miesiące są szacunkowe, a BAEL za I kwartał się dopiero mieli". Niemniej zagłębijmy się w nie, bo dobrze pokazują sytuację na polskim rynku pracy.

Tylko Czesi i Bułgarzy mają bezrobocie na poziomie Polski - 3,2 proc. Żadne inne europejskie państwo nie jest tak aktywne na rynku pracy. Średnia unijna jest na poziomie 6,2 proc. Ogólna europejska tendencja pokazuje, że bezrobocie u kobiet jest wyższe niż u mężczyzn. Tak też jest w przypadku Polski. Stopa bezrobocia w lutym u mężczyzn była na poziomie 3 proc., a u kobiet 3,5 proc. W górę polski wynik bezrobocia ciągnęły też osoby poniżej 25. roku życia. W tej grupie bez pracy było 11,5 proc. 

Jeśli gdzieś szukać przestrzeni do poprawy, to właśnie wśród młodych. To wciąż jeden z najniższych wyników w UE, ale wyższy niż w Austrii (11,1 proc.), Holandii (9,2 proc.) oraz Czechach (10,5 proc.) i Niemczech (7,4 proc.). Niemniej wyniki w tej grupie osób są wyższe od średniej w całej UE. Ze względu m.in. na brak doświadczenia młodym trudniej wejść na rynek pracy i znaleźć zatrudnienie. Bez pracy było 128 tys. Polaków przed ukończeniem 25. roku życia. I tu można zauważyć jakiś progres, bo w zeszłym roku w lutym pracy nie miało 145 tys. osób w tym wieku.

To zresztą wynik bardzo dobry. Zauważmy, że w Hiszpanii bez pracy jest 23,8 proc. osób poniżej 25. roku życia, we Francji - 20,9 proc., w Finlandii - 23,1 proc., w Szwecji 23,2 proc. a w Portugalii - 18,5 proc.

Podkreślmy jednak jeszcze na koniec, że na tle innych europejskich gospodarek wypadamy całkiem dobrze. W Niemczech np., biorąc pod uwagę ogólny wskaźnik, bez pracy jest 1,7 mln osób, co daje bezrobocie na poziomie 4 proc. We Włoszech to 5,3 proc., a we Francji - aż 7,8 proc. Większy problem mają też Grecy - 411 tys. bezrobotnych (8,5 proc.), Hiszpanie - 2,5 mln (9,8 proc.) oraz Finowie - 300 tys. (10,4 proc. - najwyższy poziom w całej Unii).

Więcej o: