Amerykanie zaczną w poniedziałek (13 kwietnia) blokadę cieśniny Ormuz. Według zapowiedzi ma być egzekwowana wobec statków wszystkich państw wpływających do irańskich portów i obszarów przybrzeżnych lub wypływających z nich, w tym ze wszystkich irańskich portów nad Zatoką Perską i Zatoką Omańską. Statki przepływające przez Cieśninę Ormuz do i z portów nieirańskich nie będą blokowane. Blokada ma ruszyć o godz. 16:00 czasu polskiego.
"Poleciłem naszej marynarce, aby wyszukiwała i przechwytywała na wodach międzynarodowych każdy statek, który zapłacił Iranowi opłatę. Nikt, kto zapłaci nielegalny haracz, nie będzie miał bezpiecznego przejścia na pełnym morzu" - grzmiał w serwisach społecznościowych Donald Trump. "Rozpoczniemy także niszczenie min, które Irańczycy rozmieścili w cieśninie. Każdy Irańczyk, który otworzy do nas ogień lub zaatakuje pokojowe statki, zostanie ZMIECIONY Z POWIERZCHNI ZIEMI" - dodawał amerykański prezydent.
Blokada jednego z najważniejszych szlaków handlowych przestraszyła inwestorów. Ropa naftowa znowu wyraźnie drożej. Cena za baryłkę amerykańskiej ropy WTI poszła w górę o 8,5 proc. Trzeba za nią zapłacić 104,7 dol. - najwięcej od 8 kwietnia. Z kolei ropa Brent zdrożała o 7,3 proc. Baryłka kosztuje 102,1 dol. Ostatni raz kosztowała tyle 7 kwietnia. Notowania ropy naftowej wciąż idą w górę, a już zaczęły niepokojąco wracać do poziomów sprzed zawieszenia broni na Bliskim Wschodzie.
Dyrektor zarządzający Onyx Capital Group Jorge Montepeque ocenia, że w tej sytuacji ropa może zdrożeć do 150 dolarów za baryłkę. - Cena ropy, którą widzimy dzisiaj rano - czyli ok. 103-104 dol. za baryłkę - po wzroście o ponad 8 proc. - w ogóle nie odzwierciedla tego, co mogłoby się stać, gdyby Stany Zjednoczone rzeczywiście zdecydowały się na wprowadzenie blokady cieśniny Ormuz - powiedział w poniedziałek w TV Bloomberg. Według niego może to być 140-150 dolarów za baryłkę - To, co robią USA, nie ma sensu, bo są tak skupione na Iranie, że tracą z oczu to, co robią całemu światu - dodawał.
Blokada irańskich statków to reakcja USA na niepowodzenie ostatnich negocjacji pokojowych. Rozmowy prowadzone w weekend w Islamabadzie zakończyły się fiaskiem z powodu stanowczej odmowy Teheranu, m.in. w kwestii rezygnacji z programu nuklearnego, co Waszyngton określa jako swój kluczowy warunek. Przewodniczący parlamentu i jednocześnie negocjator Mohammad Bager Ghalibaf ocenił po powrocie z Islamabadu do Teheranu, że Iran wystąpił podczas rozmów pokojowych z dobrymi inicjatywami i wykazał się dobrą wolą, co pozwoliło na postęp w negocjacjach. Podkreślił jednak, że Teheran "nie ustąpi wobec żadnych gróźb".
Odnosząc się do najnowszych wypowiedzi prezydenta Donalda Trumpa, Ghalibaf oświadczył, że "takie groźby nie robią wrażenia na ludziach Iranu". - Pozwólmy Amerykanom przetestować nas raz jeszcze, abyśmy mogli udzielić im jeszcze lepszej lekcji - dodał. Po obu stronach widać, że wojna zmierza raczej do ponownej eskalacji, a nie deeskalacji.
"The Wall Street Journal" opisuje nawet, że prezydent USA Donald Trump rozważa wznowienie ograniczonych uderzeń w Iranie po fiasku rozmów pokojowych w Pakistanie. "Trump mógłby również wznowić pełną kampanię bombardowań, choć urzędnicy stwierdzili, że jest to mało prawdopodobne ze względu na ryzyko dalszej destabilizacji regionu oraz niechęć prezydenta do długotrwałych konfliktów zbrojnych" - czytamy.
Rozważaną alternatywą pozostaje kontynuowanie tymczasowej blokady morskiej i wywarcie silnej presji na sojuszników, by przejęli odpowiedzialność za misje eskortowe.
Przeczytaj też: Co z dopłatami do paliwa? Wiceminister: "Dalsze drenowanie budżetu ryzykowne".