Komisja Europejska proponuje zaostrzyć zasady przeglądów technicznych aut, które mają co najmniej 10 lat. Bardziej rygorystyczne badania mają dotyczyć kontroli zaawansowanej elektroniki w pojazdach, w tym sprawnego działania systemów Start-Stop oraz systemów bezpieczeństwa. Ponadto przegląd pojazdów mających 10 lat lub więcej miałby być przeprowadzany raz w roku (zamiast raz na 2 lata).
Parlament Europejski, przy wsparciu Europejskiej Rady Bezpieczeństwa Transportu (ETSC), dąży do zaostrzenia przepisów jeszcze w 2026 roku. Natomiast Rada UE, która reprezentuje rządy państw członkowskich, dąży do utrzymania dotychczasowych przepisów. Ostateczna decyzja w sprawie zaostrzenia przeglądów technicznych będzie zależeć od wyników negocjacji i głosowania, które ma się odbyć w nadchodzących tygodniach.
"Nowe, rygorystyczne badania sprawią, że wiele aut może po prostu nie zostać dopuszczonych do ruchu, a w obliczu utworzenia wspólnej bazy dla wszystkich państw UE ukrycie niekorzystnej historii przeglądów stanie się dużo trudniejsze" - wyjaśnił w komunikacie prasowym Robert Lewandowski z firmy CARFAX Polska, która dostarcza raporty o historii aut używanych.
Ekspert rynku motoryzacyjnego wskazał, że nowe unijne przepisy spowodują przesunięcie popytu na rynku pojazdów używanych w stronę młodszych aut oraz tych z napędem hybrydowym. "Wzrośnie również znaczenie certyfikacji. Samochody z udokumentowaną, 'czystą', czyli bez większych negatywnych czynników historią, zyskają na wartości, stając się bezpieczniejszą lokatą kapitału" - dodał Lewandowski.
W 2025 r. ok. 3,5 mln używanych samochodów osobowych zmieniło właściciela w Polsce. Statystyczny kupowany używany pojazd miał 15 lat, a 40 proc. stanowiły auta z silnikiem Diesla - wynika z bazy danych CARFAX, która liczy ponad 23 mln używanych samochodów w naszym kraju. Ponad 70 proc. pojazdów pochodziło z importu (głównie z rynków zachodnioeuropejskich).
Ponadto aż 89 proc. sprzedanych używanych aut miało w historii odnotowane ryzykowne czynniki, m.in. nietypowe wskazania licznika i uszkodzenia, a kolizje - 42 proc.
Samochody z napędem benzynowym stanowiły łącznie 54 proc. wszystkich sprzedanych używanych pojazdów. Diesle odpowiadały za 40 proc., a hybrydy - 4 proc. "Używane elektryki na polskim rynku wciąż stanowią niszę, bo kierowcy nie chcą ryzykować z technologią, której realny stan zużycia trudno ocenić bez specjalistycznej wiedzy. Benzyna i diesel stanowią większość, bo są przewidywalne i łatwe w serwisie" - wyjaśnił w komunikacie prasowym Robert Lewandowski.
"Wyłaniający się z danych obraz przeciętnego używanego auta w Polsce nie jest zaskoczeniem, ale powinien dawać do myślenia. Piętnastoletnie samochody z wieloma właścicielami i często niejasną historią to standard, który wymaga od kupujących dużej ostrożności. Import na poziomie 72 proc. pokazuje, że nadal jesteśmy rynkiem, który chłonie wszystko, co na Zachodzie przestaje być opłacalne w utrzymaniu" - skomentował ekspert.