Strach przed Ebolą w Europie rośnie. Minister spraw społecznych Szwecji, Jakob Forssmed, poinformował o rozpoczęciu montażu tablic na szwedzkich lotniskach z informacjami na temat zagrożenia wirusem Ebola. Obawia się importu patogenu przez podróżnych.
- Nie można całkowicie wykluczyć przypadków zachorowań u osób powracających z krajów, gdzie ma miejsce epidemia - podkreślił Forssmed, apelując o kontakt przy najmniejszych objawach chorobowych. Na wypadek pojawienia się wirusa Eboli w kraju przygotowano całodobowe dyżury laboratoriów diagnostycznych oraz izolatki.
Obawy szwedzkiego ministra nie są nieuzasadnione, co pokazuje przykład z Czech. Tuż przed północą w środę wylądował w Pradze samolot z amerykańskim lekarzem, który w Ugandzie miał kontakt z osobą zakażoną wirusem Ebola.
W specjalistycznej klinice w Pradze przez trzy tygodnie będzie w izolacji. Z lotniska Amerykanina do szpitala przewiozła specjalna karetka. Mężczyzna nie ma żadnych objawów. Do czasu ich ewentualnego wystąpienia będzie jedynie obserwowany w szpitalu. Nie będzie leczony i nie będą mu wykonywane żadne badania. Ministerstwo Zdrowia oświadczyło, że lekarz nie będzie mieć żadnego kontaktu z obywatelami Czech i dlatego nie stanowi żadnego zagrożenia dla społeczeństwa.
Z lotniska Entebbe, niedaleko stolicy Ugandy, Kampali, odleciały w środę dwa samoloty z obywatelami amerykańskimi, którzy mieli kontakt z Ebolą. Jeden skierowano do Berlina, gdzie szpital Charité przyjął pod opiekę amerykańskiego lekarza zarażonego wirusem. Drugi poleciał właśnie do Pragi.
Wirusolożka prof. Agnieszka Szuster-Ciesielska uspokaja jednak, że nie ma powodu obawiać się, że wirus Eboli przedostanie się np. do Europy i wywoła epidemię. Przypomniała, że pierwsze zakażenie wirusem Ebola wykryto 50 lat temu. Od tego czasu zdarzyło się 40 ognisk epidemicznych tego wirusa, powodując w sumie ponad 30 tys. zachorowań i 15 tys. zgonów. - Do tzw. krajów rozwiniętych trafił w tym czasie obywatel Niemiec, hiszpańskie zakonnice, a także trzy przypadki Eboli zawleczono do USA. Można je więc wszystkie policzyć na palcach dwóch rąk - zauważała.
Do tego ryzyko wydostania się Eboli z Kongo czy Ugandy jest mocno ograniczone przez europejskie procedury. - Na lotniskach testuje się pasażerów przybywających z zagrożonego terenu. Można im zmierzyć zdalnie temperaturę, a jeśli wykazują objawy grypopodobne, a od takich zaczyna się zachorowanie na Ebolę, trzeba ich izolować - wyjaśniła.
Światowa Organizacja Zdrowia podała w środę, że w Demokratycznej Republice Konga oraz w Ugandzie odnotowano ok. 600 przypadków zachorowań i 139 zgonów potencjalnie z powodu wirusa Ebola. Odpowiada za nie szczep BDBV, który jest mniej śmiertelny niż inne szczepy Eboli. Śmiertelność po zakażeniu BDBV waha się w granicach 25–50 proc. Niestety nie ma zatwierdzonych leków ani szczepionek.
Wirusy Ebola nie przenoszą się drogą powietrzną i dlatego na pewno nie są tak zaraźliwe jak np. wirus grypy, wirusy przeziębieniowe czy wirus SARS-CoV-2. Aby doszło do zakażenia, trzeba mieć bezpośredni kontakt z płynami ustrojowymi chorego. Wirus jest także obecny w nasieniu, dlatego do zakażenia może dojść w trakcie kontaktów seksualnych. Nie ma go jednak np. w ludzkim pocie.
- Nawet bardzo niewielka liczba cząstek wirusa może powodować poważny objaw chorobowy i w efekcie doprowadzić do zgonu - zauważyła Szuster-Ciesielska i dodała, że symptomy choroby obejmują gorączkę, ból głowy i mięśni, osłabienie, biegunkę, wymioty, ból brzucha i krwawienie lub siniaki.
Przeczytaj też: Chiny zalewają Europę tanim drobiem. Polscy producenci alarmują: "To dzieje się poza kontrolą".