Biblia w Minecrafcie. Kościół widzi potencjał nowych technologii, ale czy umie go wykorzystać?

Adam Bednarek
Wierzący Biblię mogą mieć zawsze przy sobie. Ale co Kościół zrobi, żeby przekonać niezdecydowanych?

Wejdź do ogrodu Eden, zobacz piękne wodospady i urzekające krajobrazy, dołącz do Noego, który buduje arkę, zobacz rozstąpienie się Morza Czerwonego, oglądaj zburzenie murów Jerycha, bądź świadkiem cudów Jezusa – wszystko stworzone w Minecrafcie! - zachęca opis "Nieoficjalna biblia dla Minecraftersów. Historie biblijne opowiedziane blok po bloku”. Książka, której autorami są Garrett Romines i Christopher Miko, została wydana w języku polskim przez Wydawnictwo Św. Stanisława BM. Twórcy "Nieoficjalnej biblii” od dawna wykorzystywali grę na prowadzonych przez siebie lekcjach, a potem postanowili stworzyć z niej nietuzinkową biblię, która mogłaby trafić do wszystkich chętnych na całym świecie. Dlaczego "nieoficjalną”? Bo nie jest to dzieło autoryzowane przez Mojang, twórców gry.

Minecraft to już nie tylko "niezrozumiały fenomen”. Można wyśmiewać grę i szydzić z youtuberów, którzy dzięki produkcji zdobyli olbrzymią sławę, ale Minecraft to dziś jedna z najważniejszych marek na świecie. Codziennie sprzedaje się 10 tysięcy egzemplarzy, w sumie Minecraft trafił do ponad 70 mln osób na całym świecie. Choć według statystyk przeciętny gracz Minecrafta ma 27 lat, to największą popularnością gra cieszy się wśród młodych ludzi. I nie brakuje chętnych, żeby to wykorzystać.

Minecraft stał się przedmiotem w jednej ze szwedzkich szkół. Nauczyciele uważają, że gra pozwala uczyć kreatywności i rozwijania wyobraźni przestrzennej. To nie dziwi, jeśli spojrzymy, jakie rzeczy potrafią stworzyć grający. Edukacyjny potencjał Minecrafta widzi Microsoft - który wykupił markę za 2,5 miliarda dolarów - i specjalną wersję gry wypuścił do szkół. Minecraft EDU pozwala wykorzystać grę na zajęciach i za jej pomocą uczyć właściwie to wszystkiego. Od historii, przez matematykę i geografię, po informatykę i programowanie.

Religia z Minecraftem

I jak się okazuje, Minecraft może uczyć też wiary. Skoro można stworzyć i odtworzyć wszystko, to dlaczego nie powstanie świata i losy biblijnych postaci? Pytanie tylko, czy książki takie jak "Nieoficjalna biblia dla Minecraftersów. Historie biblijne opowiedziane blok po bloku” nie są pójściem na łatwiznę? Minecraft jest popularny? W takim razie dodajmy do tego religijne wątki i w ten sposób zachęćmy do pójścia do kościoła, a przy okazji pokażmy, że religia może być nowoczesna! Dla osób wierzących książka na pewno będzie dobrym dodatkiem, pozwalającym w prosty, przystępny i przede wszystkim znany młodym ludziom sposób wytłumaczyć biblijne historie. Ale czy Minecraft przekona tych, którym na religię nie po drodze? Czy sam fakt, że coś pokazane jest za pomocą ulubionej zabawy, staje się od razu atrakcyjne? 

Podejście Kościoła do nowych technologii w ostatnich latach się zmieniło. Kiedyś ten wątek kojarzyliśmy wyłącznie z szalonymi kazaniami księdza Natanka, dziś nikogo nie dziwi to, że księża mają konta na Facebooku czy Twitterze. Ciekawa jest ich internetowa działalność. Księża dzielą się na przykład religijnymi memami:

Nie brakuje też cytatów z Pisma Świętego czy porad związanych z codziennym życiem. Być może się mylę, ale wydaje się, że większość tego typu profili skierowanych jest głównie do osób wierzących. To rzecz jasna prawo każdego, kto prowadzi swoją internetową działalność, by pisać o czym się chce, ale mogłoby się wydawać, że social media będą szansą na nawiązanie nici porozumienia. Niektórzy księża nie powstrzymują się jednak przed politycznymi komentarzami, co może zniechęcać do obserwacji profilu. I wrzucać go do stereotypowej szufladki: tylko dla wierzących. Podobnie sprawa ma się z "religijnymi gadżetami”.

Niektórzy z iPada prowadzą msze, na czytniki e-booków wyszło sporo modlitewników. W cyfrowych sklepach Apple czy Google’a znajdziemy aplikacje, które pomogą odmówić różaniec albo odnajdą kościoły w okolicy. To na pewno przydatne programy, ale czy zainteresują kogoś, kto ma "religijne wątpliwości”?

Biblia dla każdego

Ciekawym przedsięwzięciem jest trwająca zbiórka na portalu Wspieram.to, gdzie sfinansować można audiobook Bilblii:

Słowo Biblia zostało odmienione już przez wszystkie przypadki we wszystkich językach świata.Pomysł udźwiękowienia najpopularniejszej Księgi w dziejach ludzkości różni się jednak od koncepcji zwykłego audiobooka. Chcemy, aby teraz zabrzmiała ona w nowoczesnej odsłonie - trafiającej do współczesnego odbiorcy. 
Biblia jest dziełem, o którym wiedzą wszyscy, ale nie każdemu udało się ją przeczytać. W dobie cyfryzacji i coraz większych możliwości technologicznych, każdy powinien mieć do niej dostęp. Zdajemy sobie sprawę, że próba udźwiękowienia Pisma Świętego, to wyzwanie, ale chcemy je podjąć, bo bez wątpienia warto.

Do współpracy zaproszono około 300 aktorów, w tym Krystynę Jandę, Małgorzatę Kożuchowską czy Adama Woronowicza, który ma wcielić się w rolę Jezusa. Projekt powstanie, jeśli uda się uzbierać 200 tysięcy złotych. Na razie wpłacono niecałe 40 tysięcy, a do końca zbiórki pozostało 39 dni. To może pokazywać, że zainteresowani są głównie wierzący. A przecież całą akcję organizuje aktor Krzysztof Czeczot i teoretycznie jest dla każdego, ale najwidoczniej nie wszyscy chcą słuchać Pisma Świętego w aktorskim wykonaniu. I to też dowód na największą przeszkodę, którą Kościół za pomocą technologii musi pokonać. 

 

W kampanii pada hasło, by Pismo Święte było dostępne dla każdego. W przedmowie "Nieoficjalnej biblii Minecraftersów” ksiądz Bogdan Zbroja pisze, że książka jest "nową metodą promocji Pisma Świętego wśród ludzi żyjących w symbiozie ze światem gier komputerowych”. Kościół dostrzega nowe technologie i widzi w nich szansę na dotarcie, np. do młodych ludzi. Chce pokazywać im wiarę za pomocą ulubionych gier, chce być w smartfonie. To dobry ruch. Na razie jednak Kościół dociera do tych, którzy w nim już są. Musi znaleźć sposób, żeby przekonać i zachęcić niezdecydowanych. Technologia może w tym pomóc, pytanie, czy uda się to wykorzystać.