Nie bój się Sztucznej Inteligencji. To tylko nowy akwizytor

Adam Bednarek
Uważasz, że Sztuczna Inteligencja jest zbyt blisko nas, przez co ingeruje w naszą prywatność, chce nas podsłuchiwać? Błąd. Plany Facebooka i Google'a pokazują, że chodzi o coś zupełnie innego

Rozmawiasz z kolegą. Skarżysz się, że zepsuł się stary telewizor, a akurat niedługo zaczyna się nowy odcinek ulubionego serialu. Właściwie to dobrze, że się popsuł, bo i tak był mały. Teraz chcesz mieć większy, co najmniej 55-calowy. Ale żeby nie był drogi, tak do 3 tysięcy. No i żeby można go było kupić od razu, bez czekania, bo musisz być na bieżąco z odcinkami..

Zamkniesz okienko z rozmową i na facebookowej tablicy zobaczysz reklamę telewizora. Sztuczna Inteligencja od Facebooka wychwyciła kontekst i podsunęła odpowiedni produkt, który chcesz kupić. Idealnie: 55-cali, 2500 zł, w pobliskim centrum handlowym. Właśnie tak działać ma DeepText, facebookowy system analizujący nasze wiadomości.

Brzmi znajomo. Podobnie Sztuczną Inteligencję wykorzystać chce Google w swoim komunikatorze Allo:

Jego główną umiejętnością jest podsuwanie użytkownikowi odpowiedzi zgodnych z tokiem rozmowy. Allo zrozumie nie tylko informacje tekstowe, ale również zdjęcia. Kiedy ktoś prześle nam fotografie psa podsunie odpowiedź: "Słodki", "Okropny", - komunikacja stanie się szybsza, wygodniejsza - ograniczy się do wyboru odpowiedniego przymiotnika.

A gdy ktoś prześle fotkę makaronu, Allo od razu zaproponuje wyszukanie restauracji w naszej okolicy. Allo będzie pomocny przy każdej tego typu okazji: w dyskusjach o nowym smartfonie, grach, najlepszej usłudze, najtańszym abonamencie i tak dalej,. Google przy okazji zapowiedzi nowego komunikatora bardziej skupiał się na "emocjach”. Sprytna zasłona. Facebook jest bardziej bezpośredni. Chodzi o to, żeby skuteczniej podsuwać reklamy. Nic więcej.

Biznes nas chroni

Edward Snowden od razu ostrzegał przed komunikatorem Google’a. Zapomnijcie o prywatności, jeśli pozwolicie Sztucznej Inteligencji czytać i analizować wasze rozmowy - ostrzegał. Wprawdzie można przejść na tryb prywatny, znany z przeglądarek, ale wówczas podsuwane odpowiedzi i hasła się nie pojawią. Większość nie będzie się więc ukrywać, a to szansa dla różnego rodzaju służb, które mogą chcieć dowiedzieć się więcej o swoich obywatelach. 

Rzeczywiście brzmi groźnie. Analiza wiadomości? Czytanie postów? Brrr!

Tyle że Google’a czy Facebooka sekrety nie będą obchodzić. Innych też nie. Ważne jest to, że czymś się zainteresujemy i będziemy chcieli to kupić. Sztuczna Inteligencja będzie więc mogła podsunąć reklamy, które na pewno obejrzymy i niewykluczone, że z nich skorzystamy. Prywatność? Przecież to nieważne, skoro można zarobić, sprzedając miejsce reklamowe, które na pewno zauważy klient. Paradoksalnie biznes nas chroni - jeśli Facebook i Google zapewniają, że nasze dane są bezpieczne, to w tym przypadku możemy im wierzyć. To nie mydlenie oczu, bo prywatna korespondencja interesująca jest tylko wtedy, gdy pada hasło "chcę kupić”, "chcę zjeść”, "gdzie pójść”. I tym podobne potrzeby.

Nieuczciwa SI

Powstaje pytanie, czy Sztuczna Inteligencja będzie uczciwa. I niestety od razu nasuwa się odpowiedź: nie może być, bo to się nie opłaca. Byłoby pięknie, gdyby algorytmy rzeczywiście na pierwszym miejscu stawiały dobro użytkownika. Ważniejsze jednak będzie dobro firmy, która za reklamę zapłaciła. Restauracje, smartfony, konsole, telewizory, płyty, artyści - będą polecane, pod warunkiem, że ktoś za to zapłaci.

Sam zdążyłem się o tym przekonać. PlayStation 4 miało uczyć się naszych nawyków i obserwować, w jakie gry gramy - i na tej podstawie sugerować nam kolejne tytuły. Być może system jest we wczesnej fazie i jeszcze się rozwinie, ale jak do tej pory zadziałał tylko raz. Najczęściej grałem w gry sportowe, więc konsola uznała, że powinienem zagrać w nowe Call of Duty. Strzelaninę. Logiczne, prawda?

Bardzo, jeśli będziemy pamiętać o tym, że na pierwszym miejscu są pieniądze. Sztuczna Inteligencja ma je przynosić. Ma być nowym akwizytorem. Lepszym, bo z większą wiedzą.

Zgoda, Sztuczna Inteligencja jest różna. W niedalekiej przyszłości będzie kierować autami, do których wsiądziemy. Będzie przyjmować nas w sklepie. Od niej będzie zależało nieco więcej. Ale bardzo często obawiamy się tej, która jest już teraz: w naszych smartfonach, jako asystentka, w gadżetach, w komunikatorach. Boimy się, bo podejrzewamy o szpiegostwo - skoro słucha, to chce wiedzieć o nas wszystko, bez wyjątku. Błąd. Chce wiedzieć tylko, co chcemy kupić. Ostatnie dziania Facebooka i Google’a tylko to pokazują. Na razie nie ma potrzeby bać się SI. Jest wyłącznie sługą.