W ostatnich miesiącach prawnicy Qualcomma mieli sporo pracy. W grudniu firma została obciążona ogromną karą (ok. 3,6 mld zł) za złamanie prawa antymonopolowego w Korei Południowej. Niecały miesiąc później Federalna Komisja Handlu USA wezwała producenta procesorów do zaprzestania stosowania nieuczciwych praktyk.
Swój pozew dołożyło jeszcze Apple. Firma twierdziła w oskarżeniu, że Qualcomm nie przyznał jej obiecanego rabatu na opłaty licencyjne w wysokości miliarda dolarów. Apple była jedną z firm, której zeznania przyczyniły się do nałożenia kary w Korei, a to bardzo nie spodobało się producentowi Snapdragonów.
W kwietniu Qualcomm przeszedł do kontrataku oskarżając Apple, m.in. o łamanie wcześniej zawartych umów. Qualcomm może legalnie ściągać opłaty licencyjne od niemal każdego producenta telefonów, nawet jeśli ten nie korzysta z procesorów Snapdragon. Firma odpowiedzialna za smartfony z logo nadgryzionego jabłka uważa jednak opłaty za niesprawiedliwie i kilka dni temu przestała je uiszczać.
Qualcomm zwrócił się z teraz do Amerykańskiej Komisji Handlu Międzynarodowego o zakaz importu smartfonów Apple do Stanów Zjednoczonych. IPhone'y są produkowane głównie w Chinach, dlatego taki zakaz skutkowałby brakiem telefonów Apple na najważniejszym dla firmy rynku.
Nałożenie takiego zakazu na Apple jest jednak bardzo mało prawdopodobne. Musiałby zatwierdzić go także prezydent USA. Przy okazji przegranej sprawy Apple z Samsungiem w 2013 roku Barack Obama na taki zakaz nie wyraził zgody.
Apple nie jest z resztą jedyną firmą, z którą walczy ostatnio Qualcomm. W połowie kwietnia sąd arbitrażowy nakazał producentowi chipów zwrócenie firmie BlackBerry 815 mln dolarów. Wtedy również poszło o źle naliczone opłaty licencyjne.
Czytaj też: Apple podał wyniki. Zysk rośnie, ale inwestorzy i tak są rozczarowani. Co się dzieje ze sprzedażą iPhone'ów?