Kilka dni temu lekarze zaalarmowali media w sprawie możliwości łatwego uzyskania informacji, jakie każdy z nas bierze leki na receptę. Wystarczyło, że medycy po zalogowaniu się do systemu służącego do wystawienia recept oświadczyli, że pobierają dane za naszą zgodą lub w celu ratowania życia i podali nasz numer PESEL. W ten sposób mogli uzyskać dostęp do historii wypisanych nam leków.
Taki sposób zapoznawania się z informacjami o pacjencie miał rozwiązać problemy związane z ostatnią zmianą przepisów. Resort zdrowia ograniczył niedawno możliwość wypisywania recept na niektóre leki (np. silne leki przeciwbólowe). Wylał jednak dziecko z kąpielą, bo wielu lekarzy twierdziło, że ma problem z wystawieniem jakiekolwiek recepty. Specjalne pole w formularzu miało załatwić sprawę. I faktycznie załatwiało, bo po zaznaczeniu "ptaszka" kłopoty ze wglądem do systemu w magiczny sposób znikały. Pojawiły się jednak głosy, że dostęp do wrażliwych danych jest zbyt prosty i zbyt szeroki. O problemie donosiła jako pierwsza telewizja TVN i portal TVN24.
We wtorek wieczorem Ministerstwo Zdrowia poinformowało, że tymczasowo blokuje nowy sposób uzyskiwania informacji o receptach. Zdecydowano o "czasowym zawieszeniu możliwości uzyskania przez lekarzy dostępu do danych w systemach gabinetowych na podstawie numeru PESEL". Resort potwierdził, że powodem są doniesienia o tym, że część uprawnionych osób "mogłaby dopuścić się nadużycia w zakresie dostępu do danych".
Kwestię ewentualnych luk w systemie skomentował minister cyfryzacji Janusz Cieszyński. Najpierw w serwisie X, później w rozmowie z TVN24. Wyjaśnił, że dostęp wymaga logowania danymi lekarza, a każda operacja w systemie jest rejestrowana, przez co da się ustalić, kto uzyskał dostęp do naszych danych. - Jeśli ktoś zrobił to bezprawnie, można podjąć próbę ustalenia sprawcy, a ślady zazwyczaj zabezpieczyć łatwiej, niż w przypadku dokumentacji papierowej - pisał w mediach społecznościowych.
Do sprawy odniósł się też na antenie stacji. - Obejrzałem wczorajszy materiał w "Faktach" TVN, gdzie dwukrotnie lekarz, w tym przypadku prezes Naczelni Izby Lekarskiej, po uzyskaniu zgody pacjenta mógł zapoznać się z danymi na jego temat, które znajdują się w systemie. I to właśnie zgoda pacjenta jest w tym przypadku kwestią fundamentalną, bo w ochronie zdrowia większość rzeczy dzieje się właśnie po wyrażeniu przez nas, jako pacjentów, zgody - tłumaczył.
Te tłumaczenia uznano za niewystarczające. - Minister Cieszyński mówi, że to jest odpowiedzialność karna, jeżeli lekarz nie ma tej zgody, a kliknie, że ma zgodę, no to złamał prawo. Ale o tym, że lekarz złamał prawo, wie minister Cieszyński. I wiedzą urzędnicy w e-Zdrowiu. A my, obywatele, o tym nie wiemy - komentował na antenie stacji TVN24 autor materiału Marek Nowicki.