Dwóch "policjantów" i jedna ofiara. Straciła 330 tys. zł. Stary przekręt wiecznie żywy

Oszuści skorzystali z dobrze znanej metody "na policjanta", przekonując kobietę, że jej pieniądze są zagrożone. 39-latka tak bardzo zaufała przestępcom, że sama przelała im oszczędności życia. W niespełna godzinę straciła ponad 330 tysięcy złotych.
Oszustwo (zdjęcie ilustracyjne)
Fot. Adam Stępień / Agencja Wyborcza.pl

Policja, banki czy eksperci ds. cyberbezpieczeństwa w kółko ostrzegają przez kolejnymi próbami oszustw,  na które - choć wydaje się, że łatwo je rozpoznać - wciąż nabierają się Polacy. Tym razem oszuści skorzystali ze sprawdzonej (i setki razy nagłaśnianej) metody "na policjanta", wyłudzając ogromne pieniądze od pewnej 39-latki.

Zobacz wideo Polacy tracą tysiące złotych przez oszustów. Co to jest phishing i jak się przed nim bronić? [TOPtech]

Miało zniknąć 30 tys. zł. Zniknęło 330 tys. Kobieta sama przelała je oszustom

Jak informuje policja, w ostatni piętek do kobiety, na jej służbowy numer zadzwonił mężczyzna podający się za policjanta. Poinformował, że służby wykryły zniknięcie z jej konta bankowego 30 tysięcy złotych. Stwierdził też, że przelew wykonała nieuprawniona osoba na zagraniczny rachunek. Zapewnił jednak, że - podobnie jak to była we wszystkich tego typu przekrętach - pozostałe środki wciąż da się uratować. Wystarczy... ulokować je na "specjalnym koncie technicznym policji".

Oszust polecił jednocześnie kobiecie, aby ta zweryfikowała jego tożsamość, wybierając podczas rozmowy numer 997. Połączenie zostało przekierowane, a kobieta usłyszała w słuchawce komunikat łączenia z jednostką policji. Potem w słuchawce odezwał się drugi mężczyzna, który również podał się za policjanta i potwierdził numer legitymacji służbowej pierwszego "funkcjonariusza".

Tak sprytnie przygotowany zabieg sprawił, że 39-latka uwierzyła, że faktycznie dodzwoniła się na komendę policji i nie nabrała żadnych podejrzeń. Drugi z oszustów polecił kobiecie, aby ta zwiększyła limity przelewów na swoim koncie w bankowości elektronicznej i przelała na podane konto wszystkie swoje oszczędności. Oszukana nie widziała w tych instrukcjach niczego podejrzanego i wykonała polecenia.

Ofiara zleciła dwa przelewy natychmiastowe na kwotę 331 tysięcy złotych. Tak bardzo zaufała fałszywym policjantom, że zatwierdziła transakcje w rozmowie z pracownikiem banku. Ten akurat był prawdziwy i standardowo poprosił o dodatkową autoryzację ze względu na znaczne kwoty przelewów. Ten zapewne nie miał świadomości, że jego klientka właśnie przekazuje swoje pieniądze oszustom. Niewiele brakowało jednak, a ofiara uratowałaby swoje środki. Końcówkę rozmowy z "funkcjonariuszami" usłyszała bowiem pracowniczka 39-latki, która od razu rozpoznała oszustwo i poleciła szefowej jak najszybciej się rozłączyć. 

Jak pisze policja, gdy kobieta zgłosiła oszustwo na komendę, było już za późno, aby zablokować obie transakcje. Mundurowi przypominają też, że policja, ani żadne inne służby nie dzwonią do Polaków, prosząc o wykonanie przelewów, mających uchronić środki. To typowy schemat działania oszustów. W takiej sytuacji najlepiej jest po prostu się rozłączyć.

Więcej o: