Komunikatora Usecrypt był swego czasu polecanego przez celebrytów i reklamowany jako jeden z najbezpieczniejszych na świecie. Filmik reklamujący aplikację nagrał m.in. Patryk Vega. "Popularny przed laty reżyser twierdził w tym wideo, że Usecrypt potrafi wykrywać program szpiegujący Pegasus, że aplikację chce kupić izraelski wywiad Mosad, a producent komunikatora ma wejść na amerykańską giełdę" - przypomina Wirtualna Polska. Tymczasem zdaniem portalu śledczy zarzucają Pawłowi M., twórcy Usecrypta, m.in. udział w zorganizowanej grupie przestępczej, oszustwa i pranie pieniędzy.
WP dodaje, że Usecrypt był reklamowany jako jeden z najbezpieczniejszych komunikatorów, zaś Pawłowi M. oprócz znajomości w świecie celebrytów, nie były też obce kontakty z politykami. Twórca Usecrypt miał m.in. w 2018 r. brać udział w konferencji "Cyfrowa niepodległość. Polska myśl technologiczna. Od pomysłu do sukcesu", której organizatorem była Akademia Kultury Społecznej i Medialnej ojca Tadeusza Rydzyka. "Ówczesny premier Mateusz Morawiecki, sam o. Rydzyk oraz ówczesny szef MON Mariusz Błaszczak słuchali w pierwszym rzędzie, jak Paweł M. opowiada, że udało mu się stworzyć najbezpieczniejszy komunikator na świecie, który może konkurować z WhatsAppem" - czytamy na WP, która dodaje, że wśród użytkowników Usecrypta nie brakuje polityków. "Jako użytkownicy aplikacji wyświetlają się m.in. politycy Ryszard Czarnecki, Artur Soboń, Marcin Warchoł i Przemysław Wipler, były szef CBA Paweł Wojtunik czy prawniczka Sylwia Gregorczyk Abram" - pisze Szymon Jadczak na łamach Wirtualnej Polski.
Potem jednak wokół komunikatora zaczęły mnożyć się różnego rodzaju wątpliwości. Niezależni eksperci na takich portalach jak "Niebezpiecznik", "Informatyk Zakładowy", czy "Zaufana Trzecia Strona" w 2020 r. zaczęli wykazywać niedostatki komunikatora w zakresie bezpieczeństwa i znajdować konkretne luki w zabezpieczeniach. W marcu 2021 r. szefowie tych serwisów wydali wspólne oświadczenie i poinformowali, że ich redakcje próbowano zastraszyć, wysuwano wobec nich fałszywe oskarżenia i "próbowano wywierać wpływ w celu ocenzurowania treści". "A stać za tym miały - jak przekazali eksperci - osoby powiązane właśnie z Usecryptem" - czytamy.
Tymczasem WP informuje, że śledczy stawiają Pawłowi M. poważne zarzuty. O co chodzi? W latach 2016-17 trzy spółki: Dron House, iME i Usecrypt - należące wówczas do spółki Largo Capital, kontrolowanej do 2019 r. przez Pawła M. - szykowały się do wejścia na giełdę. Rozpoczęła się sprzedaż akcji. Inwestorzy byli zachęcani do kupna m.in. "zapewnieniem o odkupieniu papierów z odpowiednią premią". Ale żadna z powyższych spółek do dziś nie weszła na giełdę. Inwestorzy nie odzyskali pieniędzy za akcje i złożyli zawiadomienie do Prokuratury Okręgowej w Warszawie. Mecenas Jacek Gaj, reprezentujący w tej sprawie ponad 30 poszkodowanych, mówi, że "sprawa dotyczy szkody na ponad 70 milionów złotych". Paweł M. został zatrzymany, a śledczy z Wydziału Zamiejscowego Prokuratury Krajowej z pomocą funkcjonariuszy z Centralnego Biura Śledczego Policji również zajęli się sprawą oferowanych akcji.
W tym kontekście pojawia się też Kancelaria Finansowa Nikodemus, która w styczniu ubiegłego roku została wpisana na listę ostrzeżeń Komisji Nadzoru Finansowego. Pod koniec grudnia w związku z tą sprawą, oprócz Pawła M., zatrzymano m.in. prezesa Kancelarii Nikodemus, Tomasza L. Ogółem zatrzymanie dotyczyło pięciu osób. Wszyscy mieli usłyszeć zarzut działania w zorganizowanej grupie przestępczej. Jej działalność miała trwać od 2013 r. do kwietnia 2021 r. Zatrzymani mieli popełniać przestępstwa polegające na oferowaniu do sprzedaży akcji, obligacji lub certyfikatów inwestycyjnych, od których nie zamierzali płacić należnych odsetek ani zwracać zainwestowanego kapitału. Zdaniem śledczych stworzony został mechanizm piramidy finansowej. Ostatni z zarzutów dotyczy prania brudnych pieniędzy. Paweł M. miał przyjmować i przekazywać dalej pomiędzy różnymi osobami oraz firmami majątek o wartości nie mniejszej niż 36 mln zł.