Wojska Obrony Terytorialnej rozgrzały we wtorek internet swoim kuriozalnym wpisem w mediach społecznościowych. Najpierw opublikowano post z prośbą do żołnierzy o oznaczanie się przy użyciu emotikony serca, który wywołał wielką krytykę. Po kilku godzinach post zniknął i pojawił się komunikat mówiący o "włamaniu na konto". Ten wpis również usunięto. Opublikowano za to oświadczenie, w którym WOT zapewnia, że nie doszło do ataku, a cała sytuacja miała być "testem czujności" dla żołnierzy. Więcej pisał o tym Andrzej Grochowina.
Ten "test" ma jednak swoją cenę. Ekspert Michał Jarski, który zajmuje się cyberbezpieczeństwem w amerykańskiej firmie Forcepoint, specjalizującej się w oprogramowaniu zapewniającym bezpieczeństwo danych oraz kontroli aplikacji chmurowych, ocenia w rozmowie z Next.gazeta.pl, że akcja może mieć szeroko idące konsekwencje.
- Nie jest wielką tajemnicą, że media społecznościowe stanowią znakomite narzędzie wykorzystywane do m.in. wykonywania działań śledczych, prowadzących do identyfikowania osób, które mogłyby zostać albo przeciągnięte na stronę przeciwnika, albo być poddane szantażowi. Może to narazić na bezpośrednie zagrożenie życia tej osoby lub jej rodziny - tłumaczy w rozmowie z nami Michał Jarski.
Ekspert uważa, że media społecznościowe tak ważnych instytucji jak właśnie Wojska Obrony Terytorialnej powinny być prowadzone z należytą staranności i na serio. - Wszystkie sprawy związane z obronnością i gotowością kraju do obsługiwania zdarzeń krytycznych powinny być traktowane z najwyższą powagą - mówi. I o ile publikowanie w nich informacji o rekrutacji jest jak najbardziej wskazane, to publikowanie personaliów jest już bardzo nieodpowiedzialne. - Jakiekolwiek incydenty ujawniające tożsamości żołnierzy, policjantów, czy osób, które pracują w sektorach wymagających najwyższej powagi i staranności są w efekcie niezwykle groźne. Należy tu naprawdę stosować najwyższe normy ochrony tego typu informacji. Chodzi przecież o bezpieczeństwo, a często zdrowie i życie ludzi - podkreśla Jarski.
Żołnierze, a nawet policjanci, powinni zdawać sobie z tego sprawę. Regularnie prowadzone są dla nich szkolenia z zakresu cyberbezpieczeństwa. W WOT działa nawet Zespół Działań Cyberprzestrzennych Wojsk Obrony Terytorialnej. - Wszyscy żołnierze mają całą instrukcję, żeby nie ujawniać swojej tożsamości w mediach społecznościowych. Troszeczkę dmuchając na zimne, żeby nikt nie wykorzystał tego przeciwko nim - mówi Michał Jarski.
Niestety, gdy już dojdzie do takiej wpadki, jedyne drogą jest niwelowanie strat. - Jeżeli już dane zostały ujawnione, to jedyne co można zrobić to po prostu zdjąć to i liczyć, że taki wpis nie przyciągnął zbyt dużej uwagi - dodaje ekspert. - Na przyszłość powinien być dobry zwyczaj, żeby nie angażować ludzi, którzy noszą mundury, czy na co dzień, czy od święta, do działań promocyjnych. A zwłaszcza tych, którzy są bezpośrednio zaangażowani w jakąś operację - stwierdza.
Należy jednak pamiętać, że "media społecznościowe nie zapominają". - Nawet jeżeli post został zdjęty, to gdzieś ślady tej działalności są i będą jeszcze długo. Trzeba teraz dodatkowo chronić tych, którzy te "serduszka" dali - podsumowuje Michał Jarski.