Gdy 9 czerwca 2019 roku podczas targów E3 w Los Angeles hollywoodzki gwiazdor Keanu Reeves pojawił się na scenie Microsoft Theater i zdradził, że będzie jednym z głównych bohaterów Cyberpunka 2077, cały świat niemal oszalał na punkcie polskiej gry, jak również jej twórców - studia CD Projekt RED.
"Zapierasz dech w piersiach" - wykrzyczał do znanego z trylogii "Matrix" i serii "John Wick" Reevesa jeden z uczestników konferencji. O udziale aktora w polskiej grze niemal natychmiast zaczęły rozpisywać się media z całego świata - i to nie tylko te poświęcone branży gier. W ciągu kilku godzin od ogłoszenia daty premiery Cyberpunk 2077 trafił na pierwsze miejsce listy bestsellerów platformy Steam.
Choć "Redzi" już wcześniej zaskarbili sobie sympatię graczy, m.in. za sprawą znakomitego "Wiedźmina 3", który swoją premierę miał jeszcze w 2015 r., to jednak chyba nikt nie miał wątpliwości, że to właśnie dzięki Cyberpunkowi warszawskie studio trafi do absolutnej światowej elity i będzie wymieniane jednym tchem obok takich gigantów, jak Rockstar Games (twórcy kultowej serii Grand Theft Auto).
Osadzona w futurystycznym i dystopijnym uniwersum gra miała zachwycać nie tylko oprawą audiowizualną, ale również szeregiem nowych rozwiązań w rozgrywce oraz czymś, co zawsze wyróżniało CD Projekt na tle konkurencji: znakomitą fabułą.
Na rok przed premierą "Bloomberg" opublikowali ranking "50 Companies to Watch in 2020", w którym wzięli pod lupę 2000 firm z całego świata i wskazali na te, które w 2020 r. mogą osiągać sukcesy, jak również te, które będą zmagać się z największymi wyzwaniami. CD Projekt okazał się bezsprzecznym zwycięzcą zestawienia. Analitycy "Bloomberga" uznali, że polski producent gier może spodziewać się w 2020 4. największego wzrostu sprzedaży (446,12 procent). CD Projekt zwyciężył również pod względem prognozowanego wzrostu zysku na akcje, który może wynieść aż 1183 procent.
Dzięki najbardziej oczekiwanemu RPG-owi Cyberpunk 2077, największy polski producent gier, może przebić oczekiwania analityków dotyczące sprzedaży w 2020 roku. Gra może sprzedać się w liczbie 20 mln egzemplarzy
- uzasadniał wówczas analityk Matthew Kanterman.
Kolejne zapowiedzi i zwiastuny gry z udziałem Keanu Reevesa, jak również odważne deklaracje twórców gry nakręcały hype wokół Cyberpunka 2077, a to przełożyło się na wzrost wyceny samego CD Projektu. Dość powiedzieć, że w kwietniu 2020 r. CDR zostało najdroższą spółką notowaną na GPW, a w maju - największym (pod względem kapitalizacji) producentem gier w Europie, wyprzedzając słynny Ubisoft.
Entuzjazm graczy, mediów oraz inwestorów nie osłabł nawet wtedy, gdy na skutek opóźnień w produkcji CD Projekt został zmuszony do przełożenia daty premiery. A zrobił to kilkukrotnie. Pierwotnie Cyberpunk miał trafić do graczy 16 kwietnia 2020 roku, później tę datę zmieniono 17 września, kolejną datą był 19 listopada, a ostatecznie gra wylądowała na sklepowych półkach dopiero 10 grudnia 2020 r..
Na kilka dni przed premierą akcje spółki ustanowiły kolejny rekord wyceny przebijając barierę 460 złotych, co oznaczało kapitalizację spółki na poziomie ponad 46 mld złotych. I właśnie wtedy balonik oczekiwań pękł z hukiem.
Początkowo nic nie zwiastowało katastrofy. W dniu premiery Cyberpunk 2077 zebrał bardzo dobre oceny ze strony krytyków (89/100 w serwisie Metacritic). Sęk w tym, że ocena ta dotyczyła jedynie edycji na PC. Dziennikarze nie otrzymali bowiem do testów konsolowej wersji gry. Jak się później okazało - nie bez powodów. I właśnie tę nieczystą zagrywkę będzie się później (bardzo słusznie!) wytykać "Redom".
Powiedzieć, że gra CD Projektu wyglądała i działała na konsolach PlayStation 4 i Xbox One źle, to jakby nie powiedzieć nic. Optymalizacja Cyberpunka 2077 na te urządzenia była katastrofalna. Aż trudno było uwierzyć, że ktoś z wysokiego kierownictwa studia dał zielone światło, aby wydać grę w takim stanie. Zresztą - zobaczcie sami.
Liczne błędy, puste ulice Night City, spadek płynności rozgrywki poniżej 15 FPS i graficzny miernota - to tylko najpoważniejsze zarzuty ze strony graczy, którzy nie kryli swojego rozczarowania. Skalę problemu pokazały oceny, która zbierała gra "Redów". Wersja na PS4 otrzymała od krytyków 50/100 punktów i zaledwie 2,9/10 od graczy. W przypadku edycji na Xbox One było to odpowiednio: 51/100 oraz 4/10. Marzenia o statuetce dla najlepszej gry roku niemal w jednej chwili legły w gruzach. Podobnie jak budowana przez lata znakomita reputacja wśród graczy.
Po pierwsze, chcielibyśmy zacząć od przeproszenia za to, że nie pokazaliśmy wam gry na konsolach poprzedniej generacji przed jej premierą i, w konsekwencji, nie umożliwiliśmy podjęcia decyzji o zakupie bazującej na większym zasobie informacji. Powinniśmy zwrócić więcej uwagi na to, by gra funkcjonowała lepiej na PlayStation 4 i Xbox One
- mogliśmy przeczytać w opublikowanym kilka dni po premierze oświadczeniu, pod którym podpisał się m.in. Marcin Iwiński, współzałożyciel studia CD Projekt.
Gracze nie okazali jednak warszawskiemu studiu zbyt wielkiej wyrozumiałości. I trudno się temu dziwić. Otrzymali skrajnie niedopracowany produkt, za który zapłacili kilkaset złotych. Tej wyrozumiałości nie okazali również niektórzy partnerzy CD Projektu. Zaledwie tydzień po premierze firma Sony podjęła decyzję o czasowym usunięciu Cyberpunka 2077 ze sklepu PlayStation Store.
Niezależnie od decyzji Japończyków CD Projekt uruchomił własny program, w ramach którego klienci mogli uzyskać zwrot pieniędzy za zakup gry. Choć w kolejnych oświadczeniach producent gry zapowiedział łatki poprawiające wydajność na konsolach starej generacji, to jednak mleko już się rozlało. Wielu graczy nie chciało czekać. Inni całkowicie stracili zaufanie do twórców.
Cyberpunk 2077 w powszechnej opinii został uznany za duże rozczarowanie, co było oceną tyleż surową, co niesprawiedliwą, choć - podkreślmy to raz jeszcze - CD Projekt na taką ocenę zapracował, ukrywając przed graczami faktyczny stan wersji gry na konsole PS4 i Xbox One. Pod masą bugów i licznych niedoróbek kryła się bardzo dobra produkcja z naprawdę dojrzałą fabułą. Tylko co z tego?
Na problemy Microsoftu giełda zareagowała błyskawicznie. W ciągu tygodnia od premiery gry akcje spółki spadły z poziomu 464 zł do 268 zł (-40 procent). To był jednak dopiero początek ucieczki inwestorów od walorów CDR. Rok później za akcje warszawskiego producenta gier płacono już zaledwie 80 złotych.
Po tak fatalnej premierze CD Projekt miał w zasadzie tylko dwa wyjścia. Firma mogła schować głowę w piasek, pozwolić Cyberpunkowi umrzeć śmiercią naturalną, a po dłuższym czasie powrócić z nowym projektem, licząc na krótką pamięć graczy. Taka strategia nie jest w branży gier niczym nowym ani szczególnym, choć zazwyczaj dotyczy mniejszych deweloperów i mniejszych projektów.
Dla "Redów" taka ucieczka do przodu mogła być o tyle kusząca, że - pomimo rozczarowującej premiery - Cyberpunk i tak sprzedał się znakomicie. Tylko do końca 2020 roku gra rozeszła się w ponad 13,7 mln egzemplarzy, choć warto dodać, że dużą część stanowiły tu preordery.
Na szczęście twórcy zdecydowali się podjąć rękawicę i zawalczyć o przyszłość Cyberpunka 2077. Już na początku 2021 roku CD Projekt rozpoczął operację "droga do odkupienia", której celem było odzyskanie utraconego zaufania graczy.
W emocjonalnym wideo opublikowanym w serwisie YouTube Marcin Iwiński przeprosił graczy za problemy z grą i jej stan w dniu premiery. Wyjaśnił również, że twórcy nie docenili wyzwania, jakim okazało się przeniesienie PC-towej wersji gry na konsole PS4 i Xbox One.
Jednocześnie CD Projekt opublikował na swoich stronach swoisty manifest "Nasza obietnica zapewniania jakości" (Our Commitment to Quality), w którym firma obiecała naprawienie gry.
Zobowiązujemy się do naprawy błędów i problemów z grą i będziemy kontynuować prace nad poprawkami dla Cyberpunka 2077 w kolejnych aktualizacjach, tak abyście mogli cieszyć się grą niezależnie od platformy
- mogliśmy przeczytać w dokumencie.
W kolejnych tygodniach i miesiącach twórcy wydali szereg łatek i aktualizacji, które wyeliminowały błędy, dodały do produkcji nową zawartość, a przede wszystkim poprawiły optymalizację tytułu na (prawie) wszystkich platformach.
Gra powoli zbliżała się do takiego stanu, w jakim od samego początku powinna trafić do graczy. To z kolei przełożyło się na coraz lepsze opinie publikowane m.in. na platformach cyfrowych - w tym Steamie. We wrześniu 2022 roku swoją premierę na Netfliksie miał serial "Cyberpunk: Edgerunners". Jego sukces sprawił, że gracze znów z większą sympatią spojrzeli na produkcję CD Projektu, co przełożyło się na renesans popularności tego tytułu.
Na początku 2023 r. Cyberpunk 2077 otrzymał statuetkę Steam Awards 2022. Gra CD Projektu zwyciężyła w kategorii "Owoc miłości" - taki tytuł społeczność Steama przyznaje tytułom, które miały swoją premierę ponad rok temu, ale wciąż są rozwijane przez twórców.
Wychodzę z założenia, że w biznesie prawie każdy błąd można naprawić. Do tego potrzebna jest jednak pokora i zaangażowanie, którymi w tej sytuacji CD Projekt zdecydowanie się wykazał. Oczywiście szkoda, że premiera 'Cyberpunka 2077' potoczyła się w taki, a nie inny sposób. Popełniono błędy, których być może można było uniknąć. CD Projekt szybko wziął się jednak za naprawianie tych błędów i choć ten proces trwa, to na dziś wydaje mi się, że sytuacja została wyprowadzona na prostą
- mówił w czerwcu br. Michał Kiciński, współzałożyciel CD Projektu w wywiadzie dla Next.gazeta.pl, który choć od lat nie pracuje w warszawskim studiu, to jednak wciąż pozostaje jednym z największych akcjonariuszy spółki.
Ostatnim krokiem na drodze do odzyskania zaufania graczy miała być Aktualizacja 2.0, która wprowadziła do produkcji szereg nowych mechanik, w tym walkę w pojazdach, przebudowane drzewko umiejętności i nowy system policji. Darmowy update miał swoją premierę 21 września 2023 i okazał się ogromnym sukcesem.
Podobnie zresztą, jak wydane kilka dni później "Widmo wolności", fabularny dodatek do Cyberpunka 2077, w którym w jedną z głównych ról wcielił się brytyjski aktor, Idris Elba. Produkcja zebrała bardzo dobre recenzje, a jej średnia ocena w serwisie Metacritic wyniosła aż 89/100.
"Widmo wolności", to zarówno rasowy szpiegowski thriller, jak i opowieść o błędach przeszłości, próbie ich naprawienia i drodze do odkupienia win. Te tematy w pewnym stopniu rezonują też z sytuacją, w której po premierze "Cyberpunka 2077" znalazł się sam CD Projekt. Nie wiem, czy "Redzi" traktują ten projekt jako rodzaj katharsis i ukłonu w stronę wiernych graczy, których - bądź co bądź - w przeszłości trochę zawiedli. Być może tak jest, a być może jest to już moja nadinterpretacja
- pisałem w recenzji gry, odnosząc się do wyboistej drogi, jaką w ostatnich latach przeszło polskie studio.
Jednym z ostatnich akordów na tej "drodze do odkupienia" była ceremonia Game Awards 2023, która miała miejsce w grudniu ubiegłego roku. Podczas wydarzenia, które często bywa określane mianem "Oskarów świata gier", Cyberpunk 2077 zwyciężył w kategorii "najlepsza stale rozwijana gra". Tytuł był również nominowany w kategorii "najlepsze wsparcie społeczności".
Ostatnie lata były dla CD Projektu nie tylko czasem walki o odzyskanie zaufania graczy, ale także walki o nową tożsamość studia. Symbolem tych zmian były dwa głośne odejścia. Najpierw w październiku 2022 roku współzałożyciel studia Marcin Iwiński poinformował o rezygnacji z funkcji wiceprezesa spółki.
To dla mnie wielka chwila. Jestem związany z CD PROJEKT RED od niemal trzydziestu lat. W tym czasie byłem świadkiem jak z garstki pełnych pasji buntowników staliśmy się uznanym studiem tworzącym wciągające gry role-playing, które pokochały miliony osób na całym świecie. Gdy razem z Michałem Kicińskim zaczynaliśmy naszą przygodę z grami wideo, nie marzyliśmy nawet, że uda nam się osiągnąć tak wiele
- napisał w liście pożegnalnym.
Niemal dokładnie rok później z firmą pożegnał się natomiast jej wieloletni prezes Adam Kiciński. Kiciński podkreślił, że jego decyzja jest świetnie przemyślana, a CD Projekt zostanie przekazany we "w pełni sprawdzone i zaufane ręce".
Jestem przekonany, że firma jest dzisiaj mocniejsza niż kiedykolwiek, ma wielki potencjał i świetną strategię. Jest też do tej zmiany doskonale przygotowana
- zapewniał Kicińśki.
Na początku 2024 roku funkcję Joint Chief Executive Officer, czyli współdyrektorów wykonawczych, objęli Adam Badowski (wcześniej dyrektor kreatywny) oraz Michał Nowakowski, który pełnił rolę dyrektora ds. sprzedaży.
Obaj panowie mają odpowiadać za realizację niezwykle ambitnej strategii studia na najbliższe lata, która została zarysowana pod koniec 2022 r. W ramach ogłoszonego wtedy planu firma zapowiedziała aż siedem nowych gier, w tym pięć, które będą rozgrywać się w uniwersum Wiedźmina. Te projekty to:
Te ambitne plany sprawiły, że CD Projekt zaczął również odzyskiwać zaufanie inwestorów. Po fatalnych dla CDR latach 2021-2022, kiedy to walory spółki spadły do poziomu poniżej 100 zł, ich wycena zanotowała znaczące odbicie. We wtorek 3 września akcje CD Projektu kosztowały około 176 zł. Tegoroczna stopa zwrotu wynosi ponad 56 proc. i jest najwyższa spośród wszystkich spółek z WIG20.
Przy kapitalizacji rynkowej wynoszącej 18 mld zł CD Projekt jest wart więcej niż wszystkie pozostałe spółki notowane na GPW i NewConnect razem wzięte. Oczywiście do poziomów sprzed premiery Cyberpunka 2077 droga wciąż daleka. Najważniejsze jest jednak, że "Redzi" ponownie na tej drodze weszli. Pytanie, czy będą potrafili się na niej utrzymać? O tym przekonamy się dopiero przy okazji premiery kolejnej gry warszawskiego studia, a na nią (będzie to prawdopodobnie Wiedźmin 4) przyjdzie nam poczekać co najmniej do 2026 roku.