Operator satelity Intelsat poinformował, że w poniedziałek 21 października całkowicie stracił wyprodukowanego przez Boeinga satelitę iS33e, który się rozpadł. Będzie to miało wpływ na klientów w Europie, Afryce i niektórych częściach Azji w regionie Pacyfiku.
Intelsat przekazał, że podjął już pierwsze kroki prowadzące do kompleksowej analizy wypadku. Działania związane z wypadkiem satelity firma koordynuje z Boeingiem oraz rządowymi agencjami w celu przeanalizowania danych i przeprowadzenia obserwacji.
Boeing nie skomentował wypadku. Potwierdził go jednak amerykański Departament Obrony na stronie SpaceTrack, która pozwala śledzić obiekty na orbicie. Z kolei alert na stronie Sił Kosmicznych USA informuje, że obecnie śledzi się około 20 odłamków satelity - podaje BBC. A może być ich więcej. Szwajcarska firma s2a System przekazała, że w poniedziałek odnotowała ich 40, a amerykański ExAnalityc - aż 57. Prezes firmy przekazał Space.com, że odłamki mogą stanowić zagrożenie dla innych satelitów na orbicie.
Satelita był zaprojektowany tak, by działać przez 15 lat. Ale problemy z napędem zmniejszyły to do 12,5 roku. Ostatecznie satelita nie przetrwał nawet tyle. A to kolejne urządzenie z serii, które zakończyło swój żywot przedwcześnie - zauważa na X dziennikarz specjalizujący się w kosmosie, Krzysztof Kurdyła. Intelsat 29e został stracony w 2019 roku, ledwie trzy lata po tym, jak wyniesiono go na orbitę. Wówczas doprowadził do tego wyciek paliwa z układu napędowego.
W tamtym przypadku jako najbardziej prawdopodobnego sprawcę uznano mikrometeoryt, ale obecne zdarzenie może tę ocenę postawić pod znakiem zapytania. W przypadku Intelsat 33e problemy z napędem chemicznym (silnik LEROS-1c) pojawiły się już na początku misji
- napisał Kurdyła. I dodał, że znacząca liczba odłamków może świadczyć o tym, że tym razem eksplozja satelity była mocniejsza niż w przypadku 29e.
W ostatnich latach Boeing co i rusz ma poważne problemy. W połowie września pracownicy fabryki Boeinga na Zachodnim Wybrzeżu USA rozpoczęli strajk, wstrzymując produkcję odrzutowców 737 MAX. Wcześniej niemal 30 tys. zatrudnionych w koncernie odrzuciło proponowaną podwyżkę płac o 25 proc. w ciągu czterech lat. Domagają się podwyżki na poziomie 40 proc. oraz przywrócenia rocznej premii.
Agencja S&P Global Ratings oszacowała, że strajk kosztuje Boeinga ponad miliard dolarów miesięcznie. Tymczasem Boeing planuje olbrzymie zwolnienia grupowe. Pracę może stracić nawet 17 tys. osób, 10 proc. załogi.
Na poważnie kłopoty Boeinga zaczęły się w 2019 roku, gdy w przeciągu pół roku doszło do dwóch katastrof samolotów producenta (loty Lion Air Flight 610 w październiku 2018 roku i Ethiopian Airlines Flight 302 w marcu 2019 roku), w których zginęło łącznie 346 osób. W ostatnich miesiącach o firmie znów jest głośno, po tym, jak w styczniu samolot Alaska Airlines musiał awaryjnie lądować, gdy na wysokości ponad 4800 metrów wyrwane zostały drzwi awaryjne. Maszyna wraz ze 177 pasażerami oraz załogą wylądowała bezpiecznie w Portland. W wyniku zdarzenia uziemiono wszystkie Boeingi 737 MAX 9.
Boeing ma też problemy w sektorze kosmicznym. W czerwcu statek kosmiczny Boeing Starliner zdołał wystartować dopiero przy trzeciej próbie. Jego lot z przylądka Canaveral na Florydzie trwał ponad dobę. To pierwsza załogowa misja Starlinera. Ze względów technicznych była opóźniona o kilka lat.
Ostatecznie pojazd zadokował w Międzynarodowej Stacji Kosmicznej, ale nie był to koniec problemów. Przed startem, a później w trakcie lotu, doszło do wycieków helu, co uniemożliwiło działanie niektórych z 28 silników Starlinera. Usterki udało się jednak opanować, a kapsuła otrzymała zgodę na dokowanie. W ostatniej godzinie podejścia załoga zaczęła ręcznie pilotować statek kosmiczny w ramach zaplanowanego testu możliwości manualnego sterowania. Starlinera ściągnięto bez załogi na Ziemię. W związku z tym astronauci, których wyniósł na orbitę, muszą pozostać na ISS przez osiem miesięcy zamiast przez 8 dni jak planowano.